Praktykujący ekonomiści są zdania, że ich dyscyplina jest nauką, ale ślepa wiara, z jaką traktowane są czasem jej odkrycia sprawia, że zaczyna przypominać raczej religię, pisze w felietonie Mark Buchanan.

Pomysł, że ekonomia pełni rolę podobną do religii zaproponował w 2001 r. ekonomista Robert Nelson, którego zdaniem wytyczne oparte na teoriach ekonomicznych pod pozorem obiektywizmu próbują narzucić nam jakieś wartości. Na przykład oceniając zalety wolnego handlu eksperci biorą pod uwagę m. in. planowane koszty i możliwe korzyści, ale nie wszystkie czynniki (jak choćby konsekwencje dla społeczeństwa) równie łatwo przekładają się na dane liczbowe. Analiza matematyczna pozwala im stworzyć pozory nauki ścisłej, nawet gdy jej wynik jest wyrazem konkretnego systemu wartości. Podobnie tendencyjne podejście stosuje się do wszystkiego, od prawa pracy do zmian klimatycznych, a „kapłani współczesnej, świeckiej religii rozwoju gospodarczego” głoszą wąską doktrynę skuteczności ekonomii jako nauki, nie zważając na katastrofy, jakie to podejście powodowało w przeszłości.

Jeszcze kilka lat temu dość powszechne wśród ekonomistów było przekonanie o wyższości ich dyscypliny nad innymi naukami społecznymi i wierzyli oni, że racjonalizm ekonomii pozwoli nawet wzbogacić inne gałęzie wiedzy. Jednak zapał ten osłabł znacznie w obliczu kryzysu finansowego w 2008 r., a baczniejszą uwagę zwrócono wówczas na fakt, że przyjęty dotychczas model nie ma za wiele wspólnego z rzeczywistością i nie sprawdza się przy przewidywaniu ludzkich zachowań.

>>> Czytaj również: Kołodko: Ekonomia polityczna przyszłości to ekonomia interdyscyplinarna

Teoria to nie wszystko

Obecnie coraz powszechniej przyznaje się Nelsonowi rację w tym, że ekonomia tak często opiera się na poglądach i konkretnych wartościach, że jej odkryć nie można uznawać za naukowe. Dowodem na to jak zlekceważenie wpływu teorii np. na sytuację polityczną może zniweczyć wysiłki i dobre zamiary ekonomistów jest choćby prywatyzacja rosyjskiego przemysłu w latach 90. Miała ona pobudzić krajową gospodarkę, a umożliwiła wykształcenie się oligarchii i autorytarnego reżimu Putina. Swoista „ewangelia ekonomii” przyczyniła się także do wywołania kryzysu finansowego, poprzez sprzyjanie zbytniej ufności w cuda inżynierii finansowej. Ślepa wiara w teorie dotyczące dyscypliny rynkowej spowodowały usunięcie rozsądnych przepisów, takich jak bariery pomiędzy bankami komercyjnymi i inwestycyjnymi czy kontroli handlu derywatami. Powstałe przy tej okazji bogate lobby finansowe nadal blokuje reformy.

Postrzeganie ekonomii jako obiektywnej dziedziny naukowej, w której wartości nie wpływają na wyniki badań, stanowi prawdziwe zagrożenie. Nelson preferuje podejście charakteryzujące się większą pokorą: za Frankiem Knightem, założycielem chicagowskiej szkoły ekonomii powtarza, że prawdziwie uważna i roztropna analiza społeczno-ekonomiczna podkreśla ograniczenia ludzkiej wiedzy i „głupotę nadmiernie optymistycznych oczekiwań”.

Lepiej, żeby ekonomiści opierali swoje zalecenia na obserwacji tego, w jaki sposób świat, w całej swojej złożoności, rzeczywiście funkcjonuje. Wiara nie zastąpi rzetelnego badania.

Mark Buchanan jest fizykiem teoretycznym oraz autorem licznych książek, m.in. “Forecast: What Physics, Meteorology and the Natural Sciences Can Teach Us About Economics”.