Obawy o pracę i zdrowie, obostrzenia i zakazy epidemiczne, obowiązek pozostania w domu, zamknięte granice – tak wielu z nas zapamięta pandemiczny 2020 r. W spojrzeniu na kondycję finansową gospodarstw domowych okazuje się jednak, że nie był on aż tak zły.

Zarabiamy coraz więcej

Z danych GUS (Sytuacja gospodarstw domowych w 2020 r. w świetle wyników badania budżetów gospodarstw domowych, maj 2021), wynika, że sytuacja materialna Polaków w ubiegłym roku się poprawiła. Gospodarstwa domowe osiągały wyższe dochody, a m.in. ze względu na obowiązujące ograniczenia epidemiczne – zmniejszyły się wydatki.

Poziom przeciętnego miesięcznego dochodu rozporządzalnego na osobę wyniósł w 2020 r. 1919 zł i był realnie wyższy o 2,0 proc. (nominalnie o 5,4 proc.) od dochodu z 2019 r. Przeciętne miesięczne wydatki na 1 osobę w gospodarstwach domowych osiągnęły w 2020 r. wartość 1210 zł i były w ujęciu rocznym realnie niższe o 6,5 proc. (nominalnie o 3,4 proc.) – podaje Główny Urząd Statystyczny.

Na przestrzeni ostatnich lat dochód rozporządzalny na jedną osobę w gospodarstwie domowym, który dziesięć lat temu wynosił jeszcze 1201 zł, rośnie szybciej, niż poziom wydatków (wtedy 1005 zł). Spróbujmy to jeszcze lepiej zobrazować. Jeśli w 2020 r. udział wydatków w dochodach na jedną osobę wynosi 63 proc., tak w 2010 r. było to aż 83,7 proc.

Można przywołać jeszcze jeden wskaźnik, który publikuje GUS. W 2020 r. średnie wynagrodzenie w gospodarce narodowej wyniosło 5167 zł brutto i było wyższe od tego z 2010 r. o 60 proc. Płaca minimalna w 2020 r. sięgnęła 2600 zł brutto (obecnie 2800 zł), czyli praktycznie się podwoiła przez ostatnie dziesięć lat (wzrost z 1317 zł). Co ważne, ceny na przełomie ostatnich 10 lat rosły w tempie niecałych 2 proc. rocznie.

Zarabiamy coraz lepiej, ale z odkładaniem pieniędzy na przyszłość wciąż nam najczęściej nie po drodze. Dlaczego tak się dzieje? – tu każdy ma zapewne swoje wytłumaczenie. Szukając jednak odpowiedzi na to pytanie, warto się zastanowić, czy problemem jest faktycznie brak możliwości oszczędzania ze względu na zbyt niskie dochody, z których pokrywamy bieżące potrzeby, czy może – za wysokie wydatki. A może przyczyna leży jeszcze gdzieś indziej?

Pułapka niskich dochodów

W oszczędzaniu potrzebny jest plan. Nawet najprostszy może być pomocny, zwłaszcza jeśli do tej pory do odkładania pieniędzy nie przykładaliśmy zbyt dużej wagi. Skrupulatne wdrażanie w życie kolejnych punktów „strategii oszczędnościowej” nauczy nas nie tylko cierpliwości, ale wyrobi także nawyk. Z czasem będzie to stały comiesięczny punkt.

Przytoczone wyżej dane stanowią pewnego rodzaju potwierdzenie, że Polakom żyje się coraz lepiej. Ale mają one jedną podstawową wadę. Jest to spojrzenie średnie dla całej gospodarki, co z jednej strony pozwala na wyciąganie pewnych wniosków i porównywanie różnych okresów, z drugiej pomija indywidualną sytuację każdego gospodarstwa domowego. A ta może być bardzo zróżnicowana.

Jeden sprawdzony sposób na oszczędzanie nie istnieje. Odkładanie pieniędzy nie jest proste. Wymaga wyrzeczeń, rezygnacji z części przyjemności, do tego na początku kapitał przyrasta wolniej niż byśmy chcieli, a niewielkie odsetki nie zachęcają do dalszego gromadzenia środków.

Kluczową sprawą jest zrozumienie, że oszczędzanie to proces wieloletni. Nawet jeśli niewielkie kwoty uda nam się odłożyć w relatywnie krótkim czasie, na te większe, i najczęściej o wiele ważniejsze cele, jak nowe mieszkanie czy edukacja dzieci, potrzeba znacznie więcej dyscypliny, cierpliwości i konsekwencji. Oczywiście, są w życiu momenty, gdy zarabiamy mniej lub rosną nam koszty bieżące. Jednego miesiąca uda się odłożyć więcej, innego mniej – chodzi przede wszystkim o nawyk i zrozumienie, że oszczędzanie jest nie tylko ważne, ale również możliwe.

Czekanie na odpowiedni moment, by zacząć, nie ma sensu. Łatwo wpaść w pułapkę: nie oszczędzam, bo nie mam z czego. Trudniej się z niej wydostać. Szybko potrafimy przekonać siebie, że mamy jeszcze czas, że zaczniemy budować kapitał, gdy poprawi się nasza sytuacja finansowa. Zapominamy, że najważniejsze, a jednocześnie najtrudniejsze w oszczędzaniu to zrobić pierwszy krok.

Tworząc swój pierwszy plan oszczędzania warto pamiętać o jednej podstawowej zasadzie – nie ma uniwersalnego sposobu na odkładanie pieniędzy, mechanizmu, który zmusi nas do systematyczności czy – na co trzeba szczególnie uważać – złotych środków na szybkie pomnażanie kapitału bez ryzyka straty całości lub w lepszym przypadku części środków.

Oszczędzanie nie jest proste, co nie oznacza, że musi „boleć” ze względu na rezygnację z wszystkich wydatków, których nie uznamy za te pierwszej potrzeby. Albo wiązać się z wyraźnym obniżeniem poziomu życia.

Jak oszczędzają Polacy?

Od czego zacząć? Najlepiej od oceny na co i ile wydajemy pieniędzy. Jeśli płacimy głównie kartą a do tego korzystamy z bankowości elektronicznej – nie będzie to trudne. Możemy bez problemu przeanalizować wydatki z wcześniejszego miesiąca, kwartału albo półrocza. Dzieląc je na różne kategorie: żywność, opłaty, rozrywka - będziemy w stanie ocenić, jaki udział w dochodach mają poszczególne grupy wydatków. W kolejnym kroku szukamy tych „kosztów”, z których rezygnacja dotknie nas w najmniejszym stopniu, a następnie próbujemy je wyeliminować. A gdy płacimy gotówką? Kontrola wydatków też nie jest problemem: wystarczy zbierać paragony, by spokojnie w domu je przeanalizować. Dla pełniejszego obrazu, nie skupiamy się na pojedynczych wydatkach, ale - podobnie jak w przypadku analizy płatności kartą – wyciągamy wnioski w oparciu o pełny okres, np. miesiąc lub kwartał.

Z badania „Postawy Polaków wobec finansów” (dla Fundacji Citi Handlowy i Fundacji Think!), wynika, że dla kontroli wydatków najczęściej stosujemy te same rozwiązania: regularnie sprawdzamy stan konta/zawartość portfela, przeglądamy wyciągi z kart/z konta, zakładamy maksymalne kwoty na wydatki w budżecie domowym, zbieramy paragony i księgujemy kolejne pozycje z zakupów czy to na kartce lub w specjalnym programie/aplikacji.

Jednak nie wszystko od razu. Lepiej cały proces rozłożyć w czasie. Kiedy uda nam się już uporządkować domowe finanse i znaleźć nadwyżki, które możemy odłożyć, staniemy przed kolejnym problemem: jak tymi pieniędzmi gospodarować. Dla części z nas pewnie najprostszym rozwiązaniem będzie otwarcie rachunku oszczędnościowego, na który można przelewać środki. Czym większą kwotę uda się na nim zgromadzić, tym większe zadowolenie i satysfakcja się pojawią, że chciało się nam, że się nam udało, że potrafimy.

Gdy pozwala na to domowy budżet, można zastosować zasadę 50/30/20, którą spopularyzowała przed laty amerykańska senator Elizabeth Warren. Wskazane wartości procentowe są tutaj nie bez znaczenia. Sumując je otrzymamy pełną wysokość miesięcznych zarobków. Pierwsza część, największa, to obowiązkowe wydatki. Wliczamy do nich stałe opłaty, m.in. za mieszkanie, żywność, potrzebne ubrania. Są to niezbędne koszty, które musimy ponieść. Część drugą, w wysokości 30 proc. zarobków, przeznaczamy na cele, które nie są obowiązkowe, ale ważne dla nas - pozwalają nam one na odpoczynek po pracy, na rozwijanie się, samorealizację i doskonalenie pasji. Ostatnia wielkość, 20 proc. – to oszczędności. Kwotę odkładaną co miesiąc możemy dodatkowo dzielić ze względu na nasze potrzeby: na wakacje, na emeryturę, na nowe meble do kuchni. Cel na jaki gromadzimy pieniądze – może być prozaiczny, mniej bądź bardziej ambitny, krótkoterminowy, jak i wieloletni. Warto go jednak mieć.

Pozostaje jeszcze jedna kwestia do ustalenia: co z odkładanymi pieniędzmi zrobić? Uzbrójmy się w cierpliwość i odłóżmy na początek kwotę 3-5-krotności naszych miesięcznych zarobków. To tzw. poduszka bezpieczeństwa na czarną godzinę i nieoczekiwane wydatki. Możemy ją trzymać na lokacie albo koncie oszczędnościowym. To po te pieniądze będziemy sięgać w momencie, gdy pojawią się pilne potrzeby. Dopiero, gdy uda nam się zrealizować ten cel - możemy zacząć myśleć o różnych formach pomnażania kapitału (inwestycjach) lub ochrony przed inflacją (np. obligacje Skarbu Państwa), odpowiednio dzieląc dobór instrumentów finansowych na te bezpieczne i ryzykowne. Jeśli nie mamy wystarczającej wiedzy, by inwestować na giełdzie, a – jak wynika z badania „Poziom wiedzy finansowej Polaków 2021” (na zlecenie Fundacji GPW) – dotyczy to 62 proc. Polaków – można skorzystać z usług profesjonalistów. Pamiętajmy, że powinniśmy inwestować tylko te pieniądze, na stratę których możemy sobie pozwolić. Nie ma pewnych inwestycji – zawsze wiążą się one z większym bądź mniejszym ryzykiem.

Większość problemów, które łączą się z oszczędzaniem, jest prozaiczna i dobrze wszystkim znana. Brak planu, brak kontroli wydatków, słuchanie innych, że nie warto odkładać pieniędzy, brak budżetu domowego, przekonanie, że nie mamy z czego oszczędzać – to te najpopularniejsze. Z częścią poradzimy sobie szybko i bez większych problemów, nad innymi trzeba będzie popracować. Podstawą jest zrozumienie, że oszczędzanie dzisiaj to nie tylko dobre praktyki, ale konieczność.

jb

Materiały prasowe
Szanowni Czytelnicy,
Powyższy artykuł ukazał się w ramach cyklu edukacyjnego „Rozumiem, Oszczędzam. Inwestuję”, przygotowanego we współpracy z Narodowym Bankiem Polskim. Mamy nadzieję, że informacje w nim zawarte okażą się pomocne – poszerzą Państwa wiedzę na temat oszczędzania oraz inwestycji i ryzyka, które się z nim wiąże.
Gorąco zachęcamy do wypełnienia poniżej krótkiej, anonimowej ankiety, która pozwoli nam udoskonalić nasze materiały edukacyjne w przyszłości.