Drugi próg podatkowy w Polsce - niewielu znacząco dokłada się do budżetu

Według Mininsterstwa Finansów w 2024 roku prawie mln podatników uzyskało przychody przekraczające 120 tys. złotych, czyli innymi słowy - wpadło w drugi próg podatkowy. Całościowo mieli oni stanowić 7,6% wszystkich podatników, którzy rozliczają się według skali podatkowej. Ktoś mógłby powiedzieć, że to nadal stosunkowo mały procent wszystkich, jednakże to właśnie ta grupa odpowiadała za łącznie 48,7% wszystkich wpływów z PIT płaconych przez podatników na zasadach ogólnych; mowa dokładnie o około 54,7 mld złotych przychodu do budżetu państwa.

Co bardzo ważne, w grupie tej znaleźli się wszyscy, którzy zatrudnieni są na umowach o pracę czy cywilnoprawnych, ale takżę przedsiębiorcy opodatkowani PIT oraz emeryci. Mowa więc nie o jednej skonkretyzowanej grupie Polaków, która zarabia dobrze, a szerokim spektrum grup czy zawodów, które - ze względu na lepsze zarobki - muszą płacić wyższe podatki. Dla jasności warto jednak dodać, że w całej tej grupie, która mieści się w tzw. drugim progu podatkowym, największy udział mają osoby, których dochód pochodził z pracy służbowej, stosunku pracy, pracy nakładczej oraz spółdzielczego stosunku pracy.

Drugi próg podatkowy - brak waloryzacji dobija dobrze zarabiających Polaków

Ostatnia waloryzacja drugiego progu podatkowego miała miejsce jeszcze w 2022 roku, kiedy to w ramach zmian określanych jako Polski Ład, zwiększono kwotę do 120 tys. zł. Wcześniej, aby załapać się na ten dróg próg podatkowy wystarczyło osiągnąć roczny dochód na poziomie 85 528 zł rocznie. Wraz z tą zmianą doszły jeszcze inne kwestie.

Chodzi m.in. o obniżenie stawki pierwszego progu z 18 do 17%, a ostatecznie doszło stanęło dokładnie na 12%. To był ostatecznie efekt wprowadzenia i stosunkowo szybkiego wycofania ulgi dla klasy średniej. Ta okazała się całkowicie niezrozumiała i małoefektywna w jej konsekwencji. Do tego doszła likwidacja możliwości odliczenia częsci składki zdrowotnej.

Mimo wszystko ten brak waloryzacji progów dochodowych staje się coraz dotkliwszy dla wielu Polaków, którzy z roku na rok zarabiają coraz więcej. W efekcie tego dochodzi do sytuacji, w których zwiększenie wynagrodzenia, które wiązać się będzie z wyższymi podatkami dochodowymi, nie daje pracującym wymiernych korzyści.

Porpozycja zmian w skali podatkowej - rząd ucina spekulacje

W obliczu tej niezbyt korzystnej sytuacji pojawiają się różne pomysły na to, jak ów system usprawnić tak, aby nie "karać" ludzi, którzy dobrze zarabiają. Warto tutaj też podkreślić, że nie chodzi wcale o tych, którym drugi próg podatkowy wpływa nieznanie na ich wpływy, a tych, którzy są na jego granicy. Bo zupełnie inaczej drugi próg podatkowy odczuwa pracownik zarabiający 121 tysięcy zł rocznie ( ok. 10000 zł brutto/msc, czyli ok. 7147 zł netto/msc), a inaczej ktoś zarabiający w skali roku 300 lub 400 tysięcy.

Jednym z pomysłów jest np. powiązanie wysokości drugiego progu podatkowego ze wzrostem średniego wynagrodzenia, inflacją lub płacą minimalną. Inną opcją jest wprowadzenie większej i bardziej zniuansowanej liczby progów poadtkowych, które mogłyby być bardziej adaptacyjne dla osób, które są na owym progu.

Takie coś pozwoliłoby nie tylko na inne postrzeganie przechodzenia na dróg próg podatkowy, ale też pomogłoby częściowo zahamować migrację ludzi z etatów na konrakty B2B. W ostateczności wydaje się więc, że państwo tylko by na tym skorzystało.

Mimo tego rząd mówi, że zmian na razie nie planuje, a aktualny Minister Finansów - Andrzej Domański - wprost mówi, że nie ma na to miejsca. Jak sam przyznał, rząd ma zapisane w budżecie przychody przy starych prograch, co na najbliższy czas jakkolwiek uniemożliwia podjęcie prac nad jego zmianą.