W debacie zorganizowanej przez Forsal.pl ekonomiści próbowali odpowiedzieć nie tylko na pytanie „czy”, ale „po co” i „jakim kosztem”. Dyskusja pokazała jedno: sprawa euro nie jest już prostym sporem zwolenników i przeciwników. Dziś chodzi raczej o bilans bezpieczeństwa, stabilności i kosztów gospodarczych.
Euro w codziennym życiu
Najbardziej intuicyjny argument za przyjęciem euro dotyczy zwykłej wygody. Brak konieczności wymiany walut, brak ryzyka kursowego podczas wyjazdów czy zakupów zagranicznych i większa przewidywalność cen to korzyści, które dostrzega praktycznie każdy.
Profesor Joanna Tyrowicz zwracała uwagę, że wspólna waluta eliminuje dodatkowe ryzyko związane z osłabieniem złotego. Dziś Polacy planujący wakacje albo większe zakupy importowanych produktów muszą brać pod uwagę nie tylko światowe ceny, ale również kurs złotego wobec euro czy dolara. Gdy złoty się osłabia, paliwo, elektronika czy zagraniczne usługi drożeją jeszcze bardziej. W strefie euro ten dodatkowy element znika.
Dla gospodarstw domowych ważniejszy od wygody może być jednak inny argument: niższe stopy procentowe. Doktor Jakub Borowski podkreślał, że wejście do strefy euro oznaczałoby tańszy kredyt hipoteczny i niższe koszty finansowania dla firm. Wynikałoby to zarówno z udziału Polski w systemie Europejskiego Banku Centralnego, jak i ze spadku premii za ryzyko związanej z własną walutą.
Według zwolenników euro mogłoby to zwiększyć inwestycje, poprawić sytuację na rynku pracy i przyspieszyć wzrost gospodarczy. Tańszy kapitał oznacza bowiem większą liczbę projektów, które stają się opłacalne.
Strach przed utratą kontroli
Przeciwnicy euro przekonują jednak, że własna waluta daje Polsce coś bardzo ważnego: możliwość reagowania na kryzysy poprzez niezależną politykę pieniężną i kurs walutowy.
Stefan Kawalec użył obrazowej metafory „szczelin dylatacyjnych” w moście. Według niego własna waluta działa jak amortyzator. Gdy gospodarka przeżywa wstrząs, kurs walutowy może się dostosować i częściowo złagodzić skutki kryzysu. W strefie euro taki mechanizm znika.
To właśnie ten argument był jednym z najważniejszych podczas europejskiego kryzysu zadłużeniowego po 2008 roku. Krytycy wspólnej waluty wskazywali wtedy, że kraje południa Europy zostały pozbawione narzędzi reagowania na problemy gospodarcze.
Leszek Skiba podkreślał, że stopy procentowe Europejskiego Banku Centralnego są ustalane dla całej strefy euro, a nie dla konkretnego kraju. Polska, mimo dużej gospodarki, odpowiadałaby jedynie za około 5 proc. gospodarki strefy euro. Oznacza to, że decyzje EBC mogłyby nie odpowiadać potrzebom polskiej gospodarki.
W debacie pojawił się również argument dotyczący Ukrainy. Zdaniem Kawalca przyszła integracja Ukrainy z Unią Europejską może być dla Polski ogromnym wyzwaniem konkurencyjnym. W takiej sytuacji własna waluta mogłaby pomóc gospodarce dostosować się do nowych warunków.
Wojna zmieniła sposób myślenia
Jednym z najciekawszych wątków debaty było jednak to, że wojna w Ukrainie zmieniła spojrzenie części ekonomistów na euro.
Borowski przypomniał sytuację z 2022 roku, kiedy po rosyjskiej agresji złoty gwałtownie się osłabił. W jego ocenie utrudniło to walkę z inflacją prowadzoną przez Narodowy Bank Polski. Osłabienie waluty dodatkowo podbijało ceny importowanych towarów i zwiększało niepewność na rynku.
Z tego punktu widzenia euro zaczyna być postrzegane nie tylko jako projekt gospodarczy, ale również jako element bezpieczeństwa finansowego i geopolitycznego. Członkostwo w strefie euro mogłoby ograniczyć ryzyko gwałtownych odpływów kapitału i stabilizować sytuację w momentach napięć międzynarodowych.
Problem, o którym politycy nie chcą mówić
Wszyscy uczestnicy debaty zgodzili się właściwie w jednym: Polska nie jest dziś gotowa do wejścia do strefy euro.
Chodzi przede wszystkim o niespełnianie kryteriów z Maastricht, zwłaszcza dotyczących finansów publicznych. Ograniczenie deficytu i długu wymagałoby trudnych decyzji politycznych: cięcia wydatków lub podwyżek podatków. A to temat, którego politycy unikają.
Ekonomiści podkreślali też, że Polska od dawna nie prowadzi poważnej, systematycznej debaty o euro. Ostatnie kompleksowe analizy korzyści i kosztów były przygotowywane jeszcze przed globalnym kryzysem finansowym z 2008 roku. Tymczasem świat, Europa i polska gospodarka zmieniły się od tego czasu fundamentalnie.
Debata, której nie da się już uniknąć
Najważniejszy wniosek z dyskusji nie dotyczył jednak samej odpowiedzi na pytanie o euro. Bardziej chodziło o to, że Polska potrzebuje dziś nowej, opartej na danych debaty o swojej przyszłości gospodarczej.
Euro nie jest ani prostym lekarstwem na wszystkie problemy, ani katastrofą prowadzącą do utraty suwerenności. To wybór między różnymi modelami stabilności i różnymi rodzajami ryzyka.
Dla jednych wspólna waluta oznacza większe bezpieczeństwo, tańszy kredyt i silniejsze zakorzenienie Polski w europejskim centrum gospodarczym. Dla innych to utrata ważnego instrumentu reagowania na kryzysy i ryzyko dostosowywania polskiej gospodarki do decyzji podejmowanych przede wszystkim przez największe kraje strefy euro.
Jedno jest pewne: temat euro przestaje być wyłącznie akademicką dyskusją ekonomistów. Coraz bardziej staje się pytaniem o miejsce Polski w Europie w czasach rosnącej niepewności.