Oczywiście trudno jest to ocenić, biorąc pod uwagę, że sposób, w jaki postrzegamy dane wydarzenie historyczne, w dużej mierze zależy od późniejszych wyborów. II wojnę światową zapamiętalibyśmy zupełnie inaczej, gdyby na przykład Ameryka po zakończeniu działań wojennych po prostu wycofała się ze świata, a nie próbowała kształtować powojenny porządek międzynarodowy. Z pewnością 2020 rok będzie miał duże znaczenie dla całego XXI wieku – być może jako rok, w którym amerykański porządek międzynarodowy zacznie się sypać lub być może jako rok, w którym amerykański porządek międzynarodowy uzyska nową siłę.

Początek mrocznego wieku…

Łatwo sobie wyobrazić, że historycy mogą pewnego dnia oceniać 2020 rok jako początek nowego, mrocznego wieku. W ciągu kilku miesięcy cały świat doznał zdarzających się raz na sto lat strategicznych wstrząsów i szoków. Globalna pandemia uśmierciła miliony osób i zamroziła życie społeczeństw na wielu kontynentach. Świat doświadczył bolesnej deglobalizacji wraz z zamknięciem granic, a podróże międzynarodowe praktycznie ustały. Ciała międzynarodowe, takie jak Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) czy G7, nie były w stanie zapewnić globalnej współpracy i technokratycznej wiedzy.

Na polu geopolityki główna światowa autokracja – Chiny – rozpoczęła ofensywę na wielu frontach, pokazując, że nie jest już zadowolona z obecnej sytuacji i nie będzie stosowała się do zaleceń Deng Xiaopinga, aby ukrywać swoje możliwości i czekać na lepszy moment. Z kolei główna światowa demokracja – USA – ucierpiała z powodu wewnętrznych niepokojów i doświadczyła działań własnego prezydenta, który próbował przekształcić ją w coś na kształt miękkiej autokracji po tym, jak zakwestionował wyniki wyborów w Ameryce.

Co więcej, rok 2020 był tak mroczny, ponieważ przyszedł po głęboko traumatycznej dekadzie. Demokracja zaczęła się cofać po epoce triumfu po zakończeniu zimnej wojny. Jej odwrót można było zaobserwować w większej liczbie miejsc na świecie niż jej wzrost. Brexit i przybierająca na sile fala populizmu zagroziła procesom integracji europejskiej, która była jednym z kluczowym przedsięwzięć ery pozimnowojennej. Globalizacja napotkała na poważne polityczne i geopolityczne przeszkody, gdy Światowa Organizacja Handlu (WTO) uległa przyblokowaniu, gospodarczy wzrost Chin stał się bardziej złowieszczy, zaś Ameryka stała się niepewnym obrońcą wolnego handlu. Geopolityczny rewizjonizm rzucił wyzwanie lokalnym porządkom w całej Eurazji, a polityczna dysfunkcja stała się sposobem życia w USA.

Reklama

Patrząc na to z tej perspektywy, szoki, jakie przyniósł ze sobą 2020 rok, nie pojawiły się nagle i niespodziewanie. Obserwowaliśmy bowiem wcześniej kryzysy pokazujące rosnącą skalę zepsucia instytucji i zasad, które ukształtowały porządek międzynarodowy pod przywództwem USA. Dlatego jedną z możliwości oceny 2020 roku będzie postrzeganie go jako momentu, którym już nadwyrężony system zaczął się degradować w kierunku bardziej anarchicznego i nieliberalnego.

… czy era nowych możliwości?

Ale istnieje też bardziej optymistyczna wizja tego, jak w przyszłości historycy ocenią rok 2020. Jedną z zalet powojennego porządku międzynarodowego była jego niezwykła odporność – fakt, że wyzwania często powodowały konstruktywne innowacje.

Na przykład w latach 70. XX wieku w obliczu kryzysu naftowego, załamania się systemu finansowego z Bretton Woods i geopolitycznych zawirowań, mówiono często o końcu amerykańskiej potęgi i gospodarki wolnego świata. Mimo to kryzysy prowadziły raczej do odnowienia systemu, a nie jego upadku. USA wkrótce przeprowadziły dewastujący kontratak wobec nadmiernie obciążonego Związku Radzieckiego. Waszyngton współpracował z kluczowymi sojusznikami w celu stworzenia nowych instytucji (np. Grupa G7), aby ułatwić przejście w kierunku bardziej zglobalizowanego systemu. Kraje Zachodu przeprowadzały prorynkowe reformy, które zapoczątkowały odbudowę dobrobytu. W efekcie trudny rok 1979, w którym dokonała się rewolucja w Iranie, ZSRR doprowadziło do inwazji na Afganistan, a świat zmagał się z globalną recesją, jest dziś postrzegany jako nowy początek amerykańskich wpływów.

Być może rok 2020 będzie kolejnym momentem odrodzenia. W końcu w tym roku amerykański system polityczny, po okresie niebezpiecznego flirtu z quasi-autorytarnym prawicowym populizmem, dokonał autokorekty, odrzucając jednocześnie destabilizujący populizm lewicowy.

W 2020 amerykańscy sojusznicy podjęli też wysiłek zreformowania organizacji międzynarodowych i stworzenia nowych mechanizmów, takich jak na przykład rozszerzona formuła G7, która miałaby umożliwić głębszą szerszą współpracę w ramach państw demokratycznych.

W tym czasie pojawiła się również nowa ostrożność wobec chińskiej potęgi, nie tylko w Ameryce, ale także w Europie oraz w innych zaawansowanych demokracjach. Era Trumpa nie zakończyła się transatlantyckim zerwaniem jeśli chodzi o stosunek do Chin, ale dyskusjami o tym, jak bardziej współpracować przeciw zagrożeniu, które stwarza Pekin.

Pandemia Covid-19 przyspieszyła również przejście w kierunku globalizacji w większym stopniu świadomej geopolitycznie, gdzie kraje demokratycznie nie przenoszą po prostu produkcji do tańszych państw, ale wycofują kluczowe łańcuchy dostaw z wrogich państw autokratycznych. Wśród mroków pandemii i autokrytycznej asertywności, pojawiły się przebłyski liberalnej odnowy.

W jakim kierunku pójdzie świat?

Wciąż nie wiemy, po jakiej trajektorii rozwoju pójdzie świat. Historia zawsze jest zależna: ok. 45 tys. głosów w czterech stanach doprowadziłoby do reelekcji Donalda Trumpa i przekierowałoby amerykańską demokrację i politykę zagraniczną na zupełnie inne tory niż stanie się to w przypadku prezydenta-elekta Joe Bidena. Przywództwo jest kluczowe: to, jak ukształtuje się przyszłość, będzie zależało od wyborów i siły retoryki przywódców w USA oraz w innych krajach. Ostatecznie historia zna też przykłady płonnych nadziei i pozornych upadków. Pod koniec lat 20. XX wieku wydawało się, że Europa zakończyła erę zajadłych konfliktów, ale wielki kryzys finansowy z 1929 roku pchnął ją w kierunku kolejnych konfliktów.

Na dobre czy na złe, na rok 2020 będziemy patrzyli jak na historyczny przełom. To rok, w którym różne kryzysy podważały ustabilizowany porządek i przez to zmieniły długoterminową trajektorię rozwoju świata. Kryzysy tak fundamentalne mogą popchnąć system międzynarodowy w kierunku destrukcji lub odnowy – ale nie mogą nie zostawić trwałych śladów.