Rozwój pandemii w USA oraz jej gospodarcze, społeczne i polityczne skutki podniosły glosy, że „śmierć” miast jest nieunikniona. Rozpoczął się wielki exodus zamożnych osób z Nowego Jorku na przedmieścia, do letnich posiadłości i do zimowych kurortów wypoczynkowych w Palm Beach i Miami. Panosząca się zaraza doprowadziła to największego załamania gospodarczego i utraty miejsc pracy od czasu Wielkiego Kryzysu. Ucierpiały małe biznesy, handel detaliczny, sztuka i kultura. Miejskie władze stanęły przed widmem deficytów fiskalnych.

Po tym wszystkim nastąpiła fala protestów wywołanych przez brutalne morderstwo George’a Floyda z rąk minneapolitańskiej policji, która nałożyła się na kilka podobnych przypadków z przeszłości. Zdarzenie to wydobyło na światło dzienne skrywane od dekad rasowe uprzedzenia i niesprawiedliwości. Przyczyniła się do tego sama pandemia, która najmocniej uderzyła właśnie w afroamerykańską społeczność i mniejszości. Społeczności miast całego świata wyszły na ulice, walcząc z dyskryminacją.

Czy oba wspomniane kryzysy położą kres okresowi odrodzenia miast z ostatniego ćwierćwiecza? – pyta retorycznie badacz. Pod tą tezą podpisuje się coraz większa liczba znaczących publicystów medialnych i naukowców. – Obawiam się, że znaczenie miast, a zwłaszcza centrów miast spadnie – powiedział Nicholas Bloom ze Stanfordu.

Z czego wynikają takie głosy? Po pierwsze, pandemia uświadomiła nam, że życie w zatłoczonym mieście jest ryzykowne. Po drugie, wzmocniła znacznie pracę zdalną. Skoro więc można pracować z domu, to po co kupować, posiadać czy wynajmować drogie mieszkanie w centrum miasta? Pytanie brzmi – czy osoby, które zdecydowały się ostatnio na opuszczenie miast wrócą do nich?

Florida odrzuca te obawy. Uważa, że za kilka lat, gdy skutki pandemii staną się przeszłością, lista wiodących globalnie metropolii nie ulegnie zmianie. Nowy Jork i Londyn ciągle będą głównymi centrami finansowymi, San Francisco Bay Area pozostanie hubem rozwiniętych technologii, a Los Angeles centrum filmu i rozrywki. Swoją pozycję utrzymają też Szanghaj, Tokio, Hongkong, Singapur, Paryż czy Toronto. Ekspert od urbanistyki zwraca uwagę na to, że duże miasta wychodziły w odległej przeszłości bez szwanku z jeszcze większych kryzysów gospodarczych i epidemii, nie wspominając już o klęskach żywiołowych i wojnach.

Reklama

Badacz uważa jednak, że obecny kryzys jest znakomitym momentem na zmianę klasowej struktury miast i osłabienie rasizmu.

Koronawirus najmocniej uderzył w Nowy Jork. Pandemia to kolejny w krótkim czasie „czarny łabędź”, którego doświadczyła ta metropolia: wcześniej były to atak na WTC, kryzys finansowy z 2008 roku i supersztorm Sandy. Z każdego z tych kryzysów miasto wyszło silniejsze.

Exodus z Nowego Jorku jest tymczasowy i ma znacznie mniejszy zasięg, niż uprzednio szacowano. Różne badania i szacunki wskazują na to, że stolicę finansową świata opuściło od 137 do 420 tys. osób. Wiele z nich to studenci, którzy i tak mieli już wcześniej status „tymczasowych” mieszkańców. Spośród osób, które opuściły miasto, na stalą wyprowadzkę zdecyduje się duży odsetek rodzin z dziećmi.

Florida pisze, że wiodące branże takie jak finanse, media, rozrywka i zaawansowane technologie nie wyniosą się poza Nowy Jork. Na czym polega siła NY i innych megamiast? Na tym, że są hubami produktywności. Duże zgrupowanie na ograniczonej przestrzeni pracowników, firm, klientów, dostawców, uniwersytetów, banków, inwestorów i pożyczkodawców napędza transfer wiedzy, innowacje oraz PKB per capita.

Pandemia nasuwa kolejne pytanie – czy duża gęstość zaludnienia w miastach to pożywka dla wirusa? Przykłady metropolii z ogromną liczbą mieszkańców, które świetnie poradziły sobie z pandemią, jak Singapur, Seul, Hongkong, Tokio czy San Francisco, pokazały, że niekoniecznie. Covid-19 rozprzestrzeniał się także w innych miejscach ˗ na przykład w fabrykach i centrach przemysłowych takich jak Wuhan, Detroit czy Lombardia. To nie gęstość zaludnienia jest problemem, ale przeludnienie. Dotyczy ono nie tylko podmiejskich slumsów czy brazylijskich fawel, ale także małych ośrodków wiejskich, zamieszkiwanych głównie przez wielopokoleniowe rodziny.

Jakie są główne czynniki podnoszące wskaźnik umieralności na Covid-19? Z analizy statystycznej przeprowadzonej przez urbanistycznego ekonomistę Jeda Kolko wynika, że to gęstość zaludnienia, przeludnienie mieszkań (głównie zamieszkiwanych przez wielopokoleniowe rodziny), stare populacje, duże nierówności dochodowe, duża koncentracja Afroamerykanów oraz chłodny klimat.