Silna strefa euro, otwarty rynek towarów i usług oraz utrzymanie nakładów na politykę spójności we wspólnym budżecie – to najważniejsze z punktu widzenia krajowej gospodarki kwestie związane z Unią Europejską – oceniają ekonomiści. Eksperci jednoznacznie odrzucają dwa skrajne kierunki rozwoju europejskiej wspólnoty nakreślone przez Junckera.

Scenariusz dezintegracji zakłada, że rola Unii ograniczy się do zarządzania jednolitym rynkiem. Jedynym silnym spoiwem 27 państw będzie wolny przepływ towarów i kapitału, ale już niekoniecznie osób i usług.

– W naszym interesie jest liberalizacja rynku usług, na którym państwa członkowskie stosują najwięcej ograniczeń. W dalszym ciągu nasza przewaga konkurencyjna opiera się w dużym stopniu na niższych wynagrodzeniach, więc mamy tutaj dużo do ugrania. Na przykład w budownictwie – mówi Łukasz Tarnawa, główny ekonomista BOŚ Banku.

W tym scenariuszu skrajnie ograniczony zostanie także wspólny unijny budżet, co oznacza, że do Polski przestaną płynąć pieniądze z tytułu polityki spójności. Z tego tytułu w budżecie na lata 2014–2020 mamy zagwarantowane 82,5 mld euro.

Mało sprzyjająca dla Polski może być także druga skrajność, zakładająca przyspieszenie europejskiej integracji. Mogłoby się to wiązać na przykład z harmonizacją podatków czy ustanowieniem jednolitej płacy minimalnej.

– Niższa stawka podatku CIT niż w Niemczech to jeden z elementów przyciągających inwestycje do Polski – zwraca uwagę prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club.

W przypadku przyspieszenia integracji musielibyśmy liczyć się także z tym, że to Bruksela podyktuje nam politykę energetyczno-klimatyczną. W praktyce oznaczałoby to, że musielibyśmy szybciej niż dotychczas ograniczać wykorzystanie węgla jako głównego paliwa, co byłoby kłopotliwe dla naszego przemysłu.

– Dla Polski korzystny jest każdy scenariusz, który zakłada działania wzmacniające i stabilizujące strefę euro. Chodzi o ściślejszą kontrolę nad polityką fiskalną i długiem publicznym państw członkowskich, żeby przy kolejnym gospodarczym spowolnieniu znów nie pojawiło się zagrożenie jej rozpadem – mówi Jakub Borowski.

Do strefy euro kierujemy niemal 60 proc. naszego eksportu. Istnienie euro zamiast marek, franków czy lir ogranicza ryzyko związane ze zmiennością kursów walutowych. To sprzyja także napływowi kapitału do Polski, niezbędnego do modernizacji naszej gospodarki. Dlatego Borowski nie obawia także tego scenariusza z trzech pozostałych nakreślonych przez Junckera, który zakłada podział na Unię dwóch prędkości. Dopuszcza on, że część państw będzie się ze sobą integrować szybciej niż cała Unia.

– Pod warunkiem że jądrem ścisłej integracji będzie strefa euro i wezmą w niej udział wszystkie państwa posługujące się wspólną walutą – dodaje ekspert.

Kolejny ze scenariuszy, zakładający utrzymanie dotychczasowego tempa integracji, także jest dla Polski korzystny. Wynika z niego, że na tych samych zasadach co dotychczas będzie konstruowany unijny budżet. Wiadomo, że w kolejnej perspektywie na lata 2021–2026 nie otrzymamy tyle pieniędzy, ile obecnie, ale w dalszym ciągu będziemy znaczącym beneficjentem unijnych funduszy.

– Będziemy dzięki temu mogli kontynuować modernizację infrastruktury – zwraca uwagę Borowski.