"Emiraty to państwo autorytarne, nie ma tam demokracji ani wolności słowa. W Emiratach kobieta może zostać ukamienowana za cudzołóstwo, a za stosunki homoseksualne obowiązuje kara więzienia. Szejkowie są uwikłani w brudną wojnę jemeńską, ostatnio pomagali Putinowi obchodzić sankcje. To nie jest zwykły pracodawca" - podkreślił w rozmowie z PAP Zandberg.

Jak zaznaczył, "demokracja, prawa człowieka to nie są puste słowa". "My, w Razem, traktujemy je poważnie. Chcemy, żeby przyszły, demokratyczny rząd także traktował je poważnie. Ta sprawa kończy dyskusję o fotelu ministra dla pana Sikorskiego. Polityk widniejący na takiej liście płac nie może zostać ministrem spraw zagranicznych" - oświadczył poseł Lewicy.

Holenderska gazeta "NRC" napisała, że europoseł KO Radosław Sikorski otrzymuje od ZEA 100 tys. dolarów rocznie za doradztwo przy konferencji Sir Bani Yas. "Konferencja została utworzona przez Emiraty nieco ponad 10 lat temu jako sposób na prowadzenie międzynarodowej dyplomacji za pomocą +miękkiej siły+" – czytamy. Rozmówcy liberalnej holenderskiej gazety twierdzą, że zachowanie Radosława Sikorskiego "podczas głosowań w połączeniu z płatnościami budzi podejrzenia".

Reklama

Do publikacji odniósł się w czwartek sam Sikorski, publikując list, który - jak poinformował - skierował do redaktora naczelnego "NRC". Europoseł i były szef MSZ oraz MON podkreślił w nim, że "jest zaskoczony tonem i treścią artykułu prasowego na temat jego roli jako członka prestiżowej konferencji Sir Bani Yas Forum". Jak zaznaczył, jego działalność pozaparlamentarna jest wymieniona w oświadczeniu majątkowym złożonym w PE.

Radosław Sikorski wskazał, został poproszony o dołączenie do Rady Doradczej Forum w 2017 roku - a więc na dwa lata przed wyborem do PE. "Dlatego uważam za niesprawiedliwe i niewłaściwe łączenie tej prestiżowej roli z moją działalnością posła do PE. Oświadczam niniejszym, że na moje głosowania w PE w żaden sposób nie wpływa działalność zewnętrzna" - podkreślił Sikorski.(PAP)

autor: Grzegorz Bruszewski