Startup Nectome obiecuje zachować mózgi osób terminalnie chorych po to, aby w przyszłości, gdy będzie to już możliwe, stworzyć na ich podstawie symulacje komputerowe. Ideę tę łatwo wykpić, ale poza tym cała historia to ważne memento – że warto pozostać sceptycznym w kwestii współczesnej technologii sztucznej inteligencji.

Pomysł leżący u podstaw Nectome jest znany entuzjastom „zgrywania umysłu” na zewnętrzne nośniki (tak, wokół tego pomysłu istnieje cała kultura z licznymi fundacjami wspierającymi badania w tym zakresie) jako „destrukcyjne zgrywanie umysłu”, ponieważ aby zobrazować czyjś mózg, trzeba go uśmiercić. Ta makabryczna idea odbiła się szerokim echem w mediach, a startup Nectome trafił do jednego worka wraz z wcześniejszymi pomysłami miliarderów, którzy chcieli zamrażać swoje ciała i w przyszłości, gdy będzie już to technologicznie możliwe, przywrócić je do życia. Największym problemem dla Nectome nie jest jednak etyka, a coś innego.

Firma ta wymyśliła taki sposób balsamowania mózgu, który pozwala na zachowanie widoczności wszystkich wstępujących w mózgu synaps i obejrzenie ich pod elektronicznym mikroskopem. Dzięki temu możliwe jest stworzenie mapy wszystkich połączeń neuronowych w formie „konektomu” (connectome). Założyciele Nectome uważają, że mapa tego typu jest najważniejszym elementem rekonstrukcji ludzkiego mózgu, zaś zachowanie wszystkich połączeń umożliwi odtworzenie wszystkich wspomnień bez żadnych strat. Ale nawet optymiści „zgrywania mózgu” na zewnętrzne nośniki spodziewają się, że stworzenie pierwszej sieci 10 tys. neuronów nastąpi w latach 2021-2024.

Jak dotąd jednak nie odnotowano znaczącego postępu w tym obszarze. „Czy nikt im nie powiedział, że ponad 10 lat temu poznaliśmy „konektom” nicienia z gatunku Caenorhabditis elegant, ale wciąż nie udało nam się odtworzyć wszystkich jego wspomnień?” – pytał w odpowiedzi na rewelacje założycieli Nectome Sam Gershman, badacz mózgu z Uniwersytetu Harvarda. „A to tylko 7000 synaps. W ludzkim mózgu jest ich miliardy” – dodał na Twitterze.

Caenorhabditis elegant to mały robak. Nie jest szczególnie mądry, a jego wspomnienia nie są skomplikowane, a mimo to wciąż nie można ich „zgrać”.
Według Andersa Sandberga z oksfordzkiego Instytutu Przyszłości Ludzkości nagranie jednego ludzkiego „konektomu” wymagałoby 10 petabajtów wolnego miejsca (to biliard bajtów). 283 tys. takich „konektomów” byłoby równe dzisiejszej całkowitej ilości informacji zgromadzonych w internecie.

Reklama

W przeciwieństwie do śmiałych prognoz osób z Nectome, nagrana przez nich mapa prawdopodobnie nie pozwoliłaby całkowite odtworzenie ludzkiego mózgu. Eksperci wciąż dyskutują o tym, jak przechowywane są nasze wspomnienia i wielu z nich nie wierzy, że taki „konektom” mógłby objąć wszystkie sposoby przechowywania wspomnień, lub nawet większość z nich. Zatem nie tylko nie istnieje dziś technologia, która pozwalałaby „zgrywać” ludzki „konektom”, ale wciąż nie wiadomo, czego dokładnie potrzeba, aby „zgrać mózg”.

Budowa „konektomu” nie jest jedynym podejściem do zadania polegającego na „zgrywaniu mózgu” na zewnętrzne nośniki. Naukowcy próbują także np. tworzyć mapy aktywności neuronów w czasie i jak dotąd nie udało im się nic w tej kwestii uzgodnić. Ich badania rozpoczęły się na długo przed tym, jak w filozofii rozgorzała dyskusja o tym, czy odtworzony na podstawie takiej mapy umysł będzie przedstawiał tę samą osobowość, którą miał właściciel zmapowanego mózgu.

Ludzki mózg może nie być najbardziej efektywną formą inteligencji – potrzebuje bowiem całkiem pokaźnej maszyny biologicznej, aby tworzyć nowe komórki mózgowe, gdy w tym czasie stare obumierają. Dodatkowo możliwości mózgu, aby przechowywać dane, nie są tak pewne, jak możliwości komputerów w tym zakresie. Pewnego dnia zapewne powstanie technologia, dzięki której możliwe będzie zrekonstruowanie mózgu, przy jednoczesnym podniesieniu jego efektywności. Ale mało prawdopodobne, że uda się odtworzyć każdy niuans postrzegania, pamięci, emocji i intuicji.

Często mówimy o dzisiejszej sztucznej inteligencji opartej o algorytmy wykorzystujące technikę brute force, aby uporać się choćby z takimi problemami, jak rozpoznawanie twarzy. Myślimy przy tym, że ta sama sztuczna inteligencja będzie wstanie zastąpić ludzi oraz złożone, twórcze i komunikacyjne zadania, które wykonuje człowiek. Ten typ sztucznej inteligencji nigdy nie będzie do tego zdolny. Postęp idący po tej samej linii co obecnie, owszem, umożliwi stworzenie mądrzejszych asystentów, takich jak dzisiejsze Siri czy Alexa, ale człowiek wyposażony w komputer będzie wciąż daleko ich wyprzedał ze względu brak możliwości odtworzenia złożonego mózgu ludzkiego.

Uważam, że prawdziwie inteligentna sztuczna inteligencja, tak jak inteligentny może być człowiek z całą swoją złożonością, wymagałaby względnie wiernej rekonstrukcji mózgu.

Różne rodzaje sztucznej inteligencji są możliwe i mogą sobie radzić w pewnych sytuacjach lepiej niż człowiek, np. grając w szachy czy prowadząc pojazd. Ale ludzkie doświadczenie nie jest ograniczone do mechanicznych czynności tego typu. Zależy bowiem też od błyskotliwości, a także często błędów, które umożliwiają postęp.

Odtworzenie ludzkiego umysłu jest Świętym Graalem sztucznej inteligencji. Jak dotąd tylko najwięksi optymiści widzą możliwość „zgrywania umysłu” w kontekście przyszłości, i to dalekiej przyszłości. Przy całym szumie wokół sztucznej inteligencji, mamy tendencję do niedoceniania superkomputerów, które nosimy we własnych czaszkach.

>>> Czytaj też: Wroczyński: Sztuczna inteligencja nawet nie wie, że pokonała człowieka [WYWIAD]