Wiadomo, że ten rok szkolny będzie dla wszystkich trudny – podszyty niepewnością i lękiem, wymuszający zmianę nawyków, a pewnie i co jakiś czas powroty na zdalne nauczanie. Będzie to kolejny rok, w którym oświatą wstrząsa tsunami, ale dyrektorzy, nauczyciele i uczniowie mają po prostu dojechać do celu. A na koniec góra obwieści sukces, choć prawdę mówiąc, nie przyłożyła do niego ręki.

Matematycy pracujący nad modelami rozwoju pandemii sugerują, że należałoby najpierw zbadać grunt. Na przykład odczekać dwa tygodnie, aż wszyscy wrócą z wakacji i okaże się, kto oprócz pamiątek przywiózł z nich COVID-19. Albo zacząć od otwierania placówek w małych miejscowościach, sprawdzić, jakie rozwiązania mają wpływ na transmisję wirusa i na tej podstawie zdecydować, co ze szkołami tam, gdzie gęstość zaludnienia jest większa. Żadna z tych sugestii nie została wzięta pod uwagę. Mamy więc, co mamy – wielki eksperyment.

Dzieci gdzieś być muszą

Nauka w szkołach musiała się rozpocząć od września, bo jak pokazywały zamawiane przez różne media badania, takie było oczekiwanie rodziców. Mniej więcej połowa była gotowa posłać dzieci do placówek bez żadnych dodatkowych warunków. Co czwarty dopuszczał nauczanie naprzemienne – online i w ławce (patrz np. sondaż Pollster dla „Super Expressu”). Nic dziwnego. „Korona” wywróciła życie rodzin do góry nogami. „W jednym pokoju siedzi Przemek i ma calle od rana do nocy – z Indiami, Wielką Brytanią itd. Dzieci nie rozumieją, czemu nagle nie mogą gdzieś wchodzić ani pobawić się z tatą, skoro jest w domu”. „Co z tego, że wyjechaliśmy na Mazury, skoro całe dnie jestem sama: ja i moja trójka. Mąż siedzi w pokoiku na górze, zamknięty jak księżniczka w wieży, próbując zarządzać zespołem. Niedługo oszalejemy”. „Wyczekiwałam na przedszkole drugiego dziecka i powrót do pracy, bo już bardzo męczyło mnie siedzenie w domu. Ledwo wróciłam, a od marca znów wylądowałam na zasiłku, tym razem covidowym”. „Uczymy się, ale ja mam jednego służbowego laptopa i smartfona, i własny psujący się tablet. A zadania ze szkół dostaje trójka dzieci”. „Po miesiącu córka zaczęła się uczyć, bo zdobyłam dostęp do komputera. Ma piątki, bo w desperacji ogarnęłam za nią zadania z miesiąca przerwy”. I tak w setkach historii, które z autopsji albo z bliższego lub dalszego kręgu znajomych zna prawie każdy z nas.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP