Założenie jest proste: albo będziemy mieli wspomniane: e-gospodarkę, e-państwo i e-społeczeństwo na odpowiednim poziomie (co oczywiście powinno być naszym celem), albo znajdziemy się w tarapatach.
Pisałem niedawno o nadziei płynącej z najnowocześniejszych technologii, z cyfryzacji. W największym skrócie: jest to być może pierwsza spośród rewolucji przemysłowych, gospodarczych (a przy tym i społecznych), w przypadku której długoterminowo proporcje między zyskami i pożytkami a stratami i zagrożeniami kształtują się bardzo wyraźnie na korzyść tych pierwszych – zwłaszcza jeśli całym procesem, w tym także ryzykiem, będziemy umiejętnie zarządzać. Na dodatek może nam ona pomóc uporać się z kosztami i szkodami, które dotychczas z rozwojem gospodarczym się wiązały. Kto wie zresztą, czy w wielu sprawach nie jest to jedyne wybawienie, np. kiedy mówimy o zmianach klimatu i jego konsekwencjach.
Reklama
Z cyfryzacją jest podobnie jak kiedyś – przykładowo – z mechanizacją produkcji, począwszy od maszyn parowych, rozbudową kolei czy upowszechnianiem się elektryczności. Jest to zjawisko przesądzone, nieodwracalne i coraz powszechniejsze. Z tą jedynie różnicą, że wszystko dzieje się dziś bez porównania szybciej niż w przeszłości. Dla nas kluczowe powinno być to, że – jak uczy doświadczenie – ci, którzy zrozumieli, co się dzieje, i postawili na maszyny, zbudowali lepszą sieć dróg żelaznych albo sprawniej zabrali się za elektryfikację, znaleźli się na czele przemysłowego wyścigu. Ostatecznie zaś zbudowali silniejsze i bogatsze gospodarki. Dziś należą do krajów i społeczeństw najlepiej rozwiniętych. Wniosek jest banalny: trwająca rewolucja, która jest moim zdaniem rewolucją szansy i nadziei, wszystkich nas dotyczy – ale w różnym stopniu. Możemy płynąć z prądem albo nadawać mu siłę i kierunek. Ostatecznie więc cyfryzacja może wynieść naszą gospodarkę w górę, pozostawić w gronie średniaków albo zepchnąć ją na margines. Innymi słowy z szansy możemy skorzystać w mniejszym lub większym zakresie. Nadzieje mogą się spełnić lub okazać w jakiejś mierze płonne. W poprzednich rewolucjach przemysłowych różnie nam szło. W tej – wspólnym wysiłkiem musi pójść lepiej. ©℗