Z wirusologiem Krzysztofem Pyrciem rozmawia Mira Suchodolska
Reklama
Mamy za sobą rok życia w sytuacji nadzwyczajnej. Na jakim jesteśmy etapie?
Jedno jest pewne – pandemia przyszła, jest i nie wiadomo, kiedy sobie pójdzie.
Mamy już ponad 100 mln zakażeń na świecie, z czego jedna czwarta w Stanach Zjednoczonych…
To bądźmy dokładni, zaraz sprawdzę. Na 30 stycznia, godz. 11.17, kiedy rozmawiamy, mamy 102 701 324 potwierdzone przypadki. W USA 26 512 193, czyli mniej więcej się zgadza, przynajmniej jeśli chodzi o oficjalne dane, które moim zdaniem są dość odległe od rzeczywistych. Jest tego więcej.
Jakie przełomowe odkrycia i postęp w wiedzy nastąpiły w ciągu ostatnich 12 miesięcy?
Taki, że da się zrobić szczepionkę, i że można to zrobić szybko. I nie jest to tylko postęp w dziedzinie koronawirusów, ale w ogóle szczepionek. Przez cały zeszły rok nikt nie wierzył, że szczepionka na SARS-CoV-2 w ogóle się uda, a jeśli już, to będzie miała skuteczność na poziomie 50, góra 70 proc. I ci, którzy tak zakładali, w sumie mieli rację. Teraz mamy szczepionki wielu firm, np. chińską, testowaną w Brazylii, która ma skuteczność na poziomie 50 proc., AstraZeneca i Janssen Pharmaceutica, które mają po 60–70 proc. skuteczności. Nie przewidziano jednak, że pojawią się wcześniej niewykorzystywane szczepionki mRNA Moderny i BioNTechu-Pfizera (pierwsza firma opracowała szczepionkę, a druga dała pieniądze i możliwości). Te preparaty okazały się rolls-royce’ami wśród szczepionek, ich skuteczność – ponad 90-procentowa – jest niezwykła. Zobaczymy, jak długo odporność się utrzyma, ale i tak ich wprowadzenie to ogromny sukces. Szczepionka mRNA bardzo przypomina tego koronawirusa i wprowadzenie jej symuluje zakażenie – białko zostaje rozpoznane jako obce, dlatego organizm reaguje, wytwarzając przeciwciała. Moim zdaniem te szczepionki są lepsze i bezpieczniejsze niż tradycyjne, gdyż nie zawierają inaktywowanych wirusów ani nawet ich części, produkcja białka następuje w komórkach człowieka, a nie w innych organizmach. Za preparatami mRNA suną następni pretendenci do podium, czyli np. szczepionka firmy AstraZeneca, która właśnie uzyskała aprobatę Europejskiej Agencji Leków i została zaakceptowana w wielu krajach europejskich, oraz preparat Janssen Pharmaceutica, co do której, także w zeszłym tygodniu, ogłoszono wyniki skuteczności. Te dwie ostatnie także nie są klasycznymi preparatami, bliżej im do szczepionek mRNA. Są to szczepionki wektorowe.
Czym są szczepionki wektorowe?
Za pośrednictwem adenowirusa (on jest tym wektorem), który nie może się namnażać w naszych komórkach, przekazujemy informację w postaci DNA. W komórce na bazie tego wektora tworzone jest mRNA, które służy do produkcji „wirusiego” białka, co wywołuje odpowiedź układu immunologicznego. Różnica jest tylko w sposobie przekazywania informacji, a nie w sposobie działania. Jednak ich skuteczność jest mniejsza niż tych mRNA. Główny problem w przypadku tych szczepionek polega na tym, że przy ponownym podaniu takiej szczepionki nasz układ immunologiczny może rozpoznać wirusa, który stanowi wektor i zniszczyć go, zanim ten zdąży wykonać swoje zadanie. Naukowcy zastanawiają się teraz, jak podać drugą dawkę albo kolejne, żeby nie stracić skuteczności. Jest to o tyle niepokojące, że mamy coraz to nowe informacje o kolejnych wariantach koronawirusa, które usiłują uciec przed naszym systemem odpornościowym. Aktualizacja bazy wariantów SARS-CoV-2 jest stosunkowo prosta, trudniej będzie nadążać z aktualizacją szczepionek, zwłaszcza wektorowych. Tutaj niewątpliwy prym będą wiodły szczepionki mRNA, które bardzo łatwo można modyfikować.
A są na koronawirusa szczepionki klasyczne?
Zainteresowanie rynku klasycznymi szczepionkami jest dużo mniejsze, ale są próby zrobienia preparatów atenuowanych lub inaktywowanych, czyli takich, w których znajduje się faktycznie wirus SARS-CoV-2, ale w formie osłabionej lub inaktywowanej. Można się spodziewać, że na rynku europejskim znajdzie się wkrótce pięć szczepionek – te, które już omówiłem, plus preparat od CureVac (mRNA), jednak tutaj czekamy jeszcze na wyniki. Pojawiają się również wyniki z innych firm, przykładowo Novavax ogłosił obiecujące wyniki swoich badań III fazy i został złożony wniosek o ocenę do Europejskiej Agencji Leków.
Do tej pory zidentyfikowano kilkanaście tysięcy mutacji wirusa, z czego na razie cztery niepokoją naukowców: brytyjski, południowoafrykański, brazylijski i kalifornijski.
Generalnie zmiany, które są groźne dla samego wirusa, pojawiają się, ale nie utrwalają.
Treść całego artykułu można przeczytać w piątkowym wydaniu DGP i na eDGP.