Tesla okazała się prawdziwym rajem dla inwestorów, którzy posiadają jej akcje. Wartość firmy wzrosła o 800 proc. w ciągu ostatniego roku. Dla analityków z sektora produkcji samochodów elektrycznych były to raczej karkołomne doświadczenia. Nawet po tym, jak w zeszłym tygodniu kilka znaczących firm z branży motoryzacyjnej zrewidowało swoje stosunkowo oziębłe prognozy na rynku niedźwiedzia, średni poziom docelowych cen akcji jest nadal o prawie 50 proc. niższy od obecnego poziomu. Tylko jedna trzecia osób, które zajmują się akcjami Tesli, zaleca ich zakup, przy czym odsetek ten nie zmieniał się zbytnio na przestrzeni lat. (Dla porównania, prawie wszyscy analitycy, którzy zajmują się firmą Amazon.com, rekomendują kupno).

Obawiam się, że jeśli domy maklerskie ukierunkują się w stronę rynku byka, wartość akcji może zostać całkowicie oderwana od podstaw finansowych – to pozwoli na sformułowanie bańki, która jest napędzana częściowo przez spekulacyjny handel opcjami i strategię rozmachu, by nadmuchać ją jeszcze bardziej. Nawet Elon Musk w zeszłym roku ostrzegał przed wysoką wartością kursu akcji Tesli, a wtedy stanowiła ułamek obecnej wartości.

Analitycy z Wall Street są z natury optymistami (brokerzy zarabiają pieniądze, gdy inwestorzy kupują akcje) i mogą odczuwać presję, by nie być zbyt krytycznymi wobec firm, by kierownictwo nie odmówiło im dostępu do nich (lub, co gorsza, uniemożliwiło ich pracodawcy ułatwianie pozyskiwania długu i kapitału).

W przypadku Tesli, strona sprzedająca była niezwykle sceptyczna – ale to pozostawiło ich w tyle. Inwestorzy, którzy postępowali zgodnie z radą, by nie kupować, stracili ogromne zyski. Tesla dodała ponad 150 miliardów dolarów wartości rynkowej w ciągu zaledwie ostatniego tygodnia i, biorąc pod uwagę potencjalny wzrost liczby akcji z opcji na akcje, jest teraz warta ponad 1 bilion dolarów.

Reklama

Analitycy: "Pomyliliśmy się wobec Tesli"

„Nie ma żadnego delikatnego sposobu, by powiedzieć to inaczej: pomyliliśmy się wobec akcji TSLA” – skomentował Joseph Spak, analityk RBC Capital Markets w zeszłym tygodniu. Z kolei analityk Evercore ISI, Chris McNally, przyznał, że od ponad roku jest „po bardzo złej stronie TSLA” i prawie potroił swój cel cenowy do 650 dolarów. W poniedziałek, analityk Credit Suisse Group AG Dan Levy podwoił swoją cenę docelową do 800 dolarów. W zeszłym tygodniu akcje zostały zamknięte na poziomie 880 dolarów.

Dla zwolenników Tesli te przyznania mea culpa będą postrzegane jako potwierdzenie, że analitycy sektora motoryzacyjnego nigdy nie rozumieli tej firmy. Ambicje Tesli wykraczają daleko poza budowę samochodów i obejmują takie zagadnienia jak energia słoneczna i magazynowanie energii. Jednak analitycy zajmujący się tą tematyką to w większości eksperci z branży motoryzacyjnej.

Musk zachęcał swoich zwolenników do ignorowania tego, co mówi Wall Street i karciło finansowych rozmówców za zadawanie „nudnych pytań o zarobki”.

„Uważam, że wielu inwestorów detalicznych rzeczywiście ma głębszy i dokładniejszy wgląd niż wielu dużych inwestorów instytucjonalnych i z pewnością lepszy wgląd niż wielu analityków” – powiedział Musk w zeszłym roku. Kto potrzebuje drogiej porady od wielkiego banku inwestycyjnego, gdy jest serwis Reddit?

Tesla to nie tylko auta

Ostatnio perspektywy Tesli uległy poprawie. Problemy z produkcją zostały zażegnane, bilans jest bezpieczniejszy, a zyskowność wzrosła na kilka kwartałów. Wybór Joe Bidena na prezydenta USA może oznaczać, że amerykańska polityka stanie się bardziej przychylna wobec pojazdów elektrycznych. Jednak nic z tego nie usprawiedliwia wyceny firmy Muska na poziomie 27-krotnej wartości jej oczekiwanych przychodów w 2020 r.

Wspomniany analityk Spak niezręcznie tłumaczy rezygnację z niedźwiedziej postawy: jego największym błędem było to, że nie doceniał zdolności Tesli do „wykorzystania swojej ceny akcji w celu pozyskania taniego kapitału oraz sfinansowania nakładów i wzrostu zdolności produkcyjnych”.

Innymi słowy, nie przewidział, że akcje Tesli wzrosną do tak wysokiego poziomu, że umożliwią jej drukowanie pieniędzy bez nadmiernego pomnożenia swoich inwestorów – Tesla zebrała około 12 miliardów dolarów ze sprzedaży akcji w 2020 roku.

Wiadomo, że Alicja dotarła do Krainy Czarów, gdy jednym z głównych argumentów za zakupem akcji jest gotówka, którą może wygenerować z emisji jeszcze więcej akcji. Mówiąc wprost: to z pewnością duża przewaga nad Volkswagenem i innymi tradycyjnymi producentami samochodów, którzy muszą finansować inwestycje poprzez sprzedaż samochodów. Tesla nie jest jednak pod tym względem wyjątkowa. Chiński producent samochodów NIO oraz szereg nowych uczestników rynku, wspieranych przez firmy zajmujące się przejęciami celowymi, wykorzystali zapał inwestorów, aby również tanio zebrać pieniądze.

Nastawieni bardziej „byczo” analitycy Tesli zazwyczaj przypisują dużą wartość takim pomysłom, jak jazda autonomiczna, sprzedaż układów napędowych przez osoby trzecie, energia i ubezpieczenia, z których niektóre są w powijakach lub jeszcze nie istnieją. „Pomyśl o Tesli jako o ESG lub innowacji w dziedzinie zmian klimatu ETF” – mówi Adam Jonas z Morgan Stanley, który tajemniczo zwie Teslę „Wybrańcem”.

Nie dajcie się presji

Na szczęście, inni pozostają uparci w swoich niemodnych i bardziej ostrożnych poglądach. „Koniec końców, inwestycje są warte tyle, co zdyskontowana wartość ich przyszłych przepływów pieniężnych” – skomentował analityk JPMorgan Chase & Co., Ryan Brinkman. Cena docelowa Brinkmana, wynosząca 105 dolarów, jest o ponad 85 proc. niższa od obecnego poziomu.

Analityk Barclays, Brian Johnson, ustalił cenę docelową na 230 dolarów, co odzwierciedla ryzyko i konkurencję, z jaką Tesla niebawem się spotka. Jako pierwszy przyznaje, że jego ostrzeżenie, iż wzrost Tesli przypomina bańkę internetową, sprawia, że brzmi on niczym nudny boomer, ale to wcale nie oznacza, że się myli.

Prawdę mówiąc, zarządzający portfelem nie zawsze zwracają uwagę na analityków cen docelowych umieszczanych na akcjach. Najwyżej oceniani analitycy nie zawsze są najlepsi w wybieraniu akcji. Liczy się jakość i oryginalność ich analiz.

Mam więc nadzieję, że Brinkman i Johnson przeciwstawią się zewnętrznej presji, by uzyskać „nowe podejście” – rynek jest zdrowszy, gdy istnieje mnogość poglądów. Jeśli strona sprzedająca skapituluje i przedstawi uzasadnienie niewytłumaczalnego skoku Tesli, to sama Tesla ryzykuje, że pozbawi się jakiejkolwiek kotwicy. A wtedy inwestorzy detaliczni, którzy górowali nad analitykami w zeszłym roku, będą ryzykowali, że zostaną na lodzie.