Nastolatkowie spotykają się tutaj i robią to, co my za młodu: zabijają czas głupotami. Z tą różnicą, że my staraliśmy się, by nie przyłapał nas na tym sąsiad, oni pragną pokazać się całemu światu. To, co my chcieliśmy ukryć przed dorosłymi, dla współczesnej młodzieży jest rodzajem nominacji do Oscara w kategorii „najbardziej debilna rola pierwszoplanowa”. By jeszcze bardziej uzmysłowić wam skalę tego nieporozumienia, odważę się porównać całą sytuację do nagrywania figli w sypialni. My 20 lat temu zrobilibyśmy to, obejrzelibyśmy zarumienieni, po czym schowali kasetę w sejfie. Natomiast współcześnie zaraz po wydaniu z siebie ostatniego „och”, „ach” i „nareszcie”, naturalnym odruchem jest przesłanie nagrania do Polsatu i czekanie z niecierpliwością, aż puszczą je między wieczornymi „Wydarzeniami” a „Światem według Kiepskich”.

50 proc. tiktokowych produkcji polega na wyginaniu różnych części ciała w rytm muzyki, która na normalną dorosłą osobę ma mniej więcej taki wpływ, jak granat na poduszkę – po pięciu sekundach zamienia wasz mózg w pierze. Sporą część tych tańców wykonują glonojady przebrane za dziewczyny – tak przynajmniej wnioskuję po rozmiarze ust. Kolejne 30 proc. to żarty w stylu „skończyła mi się wódka, stara zap******aj do sklepu po nową”, albo „Co ty k***a robisz pi*******y debilu, po*****o cię?”. 10 proc. produkcji polega na podkładaniu głosu Mariolki z Kabaretu Paranienormalni, 5 proc. całego serwisu zajął Robert Lewandowski, a ostatnie 5 proc. to produkcje, które nazwać mogę wartościowymi. Bo pokazują pasje i często zaskakujące umiejętności ludzi. Ale to naprawdę tylko 5 proc.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP