Studenci wycofują się z rynku najmu
Przez lata studenci byli jednym z filarów rynku najmu w dużych miastach, które miały szeroką ofertę uniwersytecką. W miastach takich jak Kraków, Warszawa czy Poznań to bardzo często oni odpowiadali za lwią część rynku związanego z najmem. Teraz jednak się to zmienia. Liczby przedstawione w raporcie "Studenci na rynku nieruchomości 2026" pokazują, że aż 49% studentów nie płaci za najem, bo mieszka u rodziny lub znajomych, nie wyprowadzając się od nich. Dla lepszego porównania warto podkreślić, że rok wcześniej wskaźnik ten oscylował w granicach 41%.
Skutki tego odczuwa się także w najmie komercyjnym, bo korzysta z niego zaledwie 33% studentów wobec 37% rok wcześniej. A co z akademikami? W nich mieszka obecnie góra co dziesiąty student. Nie jest to jednak kwestia ich preferencji, co raczej wyjątkowo ograniczonej bazy akademików w stosunku do realnego zapotrzebowania przypadającego na uczelnie.
Ostatecznie więc w sytuacji, w której miejsc w akademikach po prostu nie ma, a najem staje się coraz mniej dostosowany do studenckiego budżetu, wielu studentów po prostu zostaje w domach. Pytanie, które zadaje sobie coraz więcej młodych dorosłych, to nie "co chce studiować" tylko "czy będzie mnie na to stać".
Kto wynajmuje, płaci i to coraz więcej
Choć mogłoby się wydawać, że coraz mniejszy popyt przełoży się na niższe ceny, to rzeczywistość udowadnia, że jest zgoła inaczej. Na przestrzeni ostatnich 6 lat kwoty najmu wzrosły i to horrendalnie. Jeszcze w okolicach 2020 roku studenci najczęściej wskazywali, że ich kwota za zakwaterowanie mieściła się przeważnie w granicach od 500 do 750 zł miesięcznie. Co ciekawe, 28% badanych wówczas osób wskazywało, że płaciło nawet mniej niż owe pół tysiąca złotych miesięcznie.
Aktualnie stawki te są o wiele wyższe. Ponad połowa wynajmujących płaci obecnie ponad 1250 zł miesięcznie, a 21% z badanych na opłaty związane z najmem płaci od 1250 do 1500 zł. Powyżej tego pułapu najem opłaca aż 34% badanych studentów.
Co ciekawe, te ceny nie są efektem jednorazowego skoku. U 70% studentów, którzy odczuli wzrost czynszu w ostatnim roku, nie przekroczył on 10 proc. Problem w tym, że takie umiarkowane podwyżki nakładają się na siebie rok po roku. W efekcie tego w skali od 3 do 5 lat wzrost opłat za najem staje się mocno odczuwalny.
Brak studentów to problem firm najmujących
W aktualnej sytuacji studenci nie są jedyną grupą, która odczuwa niekorzystną sytuację na rynku. Okazuje się bowiem, że firmy zajmujące się obsługą najmu także mają problemy. Według danych z Rejestru Dłużników BIG i bazy BIK wynika, że w sierpniu 2026 roku zaległe zobowiązania przedsiębiorstw zajmujących się wynajmem i zarządzaniem nieruchomościami własnymi lub dzierżawionymi wyniosły zawrotne 2,018 mld zł. To wzrost w porównaniu do 2024 roku o niemal 400 mln złotych.
Dane pokazują, że zaległości ze świadczeniami ma 2234 firmy, a średnia wysokość tych zobowiązań to około 903 tys. zł. Co to oznacza? Przede wszystkim to, że problemy z finansami ma coraz więcej firm, które działają w tej branży. Tutaj jednak trzeba podkreślić, że dotyczy to także tych podmiotów, które zajmują się obsługą lokali użytkowych i handlowych, ale także biur i magazynów.
Oczywiście najtrudniejsza sytuacja panuje w województwach takich jak mazowieckie czy małopolskie. Pokazuje to więc, że problem ten nie dotyczy obszarów, gdzie baza akademicka jest mała, a tam, gdzie jest największa i najmocniej oddziaływająca na rynek najmu.
Co dalej z rynkiem najmu?
Czy niechęć studentów do wynajmowania drogich mieszkań lub stancji wpłynie w zauważalny sposób na rynek? Tutaj trzeba sobie powiedzieć, że to nie do końca jest od nich zależne. Dopiero najbliższe miesiące pokażą, czy właściciele mieszkań będą w stanie dostosować się do rynkowych zawirowań.
Po intensywnym wrześniowo-październikowym okresie popyt na wynajem słabnie, co także może wpłynąć na to, jak kształtować się będą ceny. To jednak perspektywa kilku najbliższych miesięcy.
W dłuższej perspektywie kwestia zarabiania z najmu może się skomplikować jeszcze bardziej. W dłuższej perspektywie do gry wejdą czynniki takie jak demografia, a co za tym idzie, spadek liczby osób w wieku studenckim, sytuacja na rynku pracy oraz dochody gospodarstw domowych. To może doprowadzić do sytuacji, w której chętnych na wynajem będzie coraz mniej.
Na sytuację mogą także wpłynąć prywatne akademiki, które wciąż się rozwijają, bo miejsc w publicznych domach studenckich, jak wiadomo, niestety brakuje, a część studentów jest gotowa zapłacić więcej za standard i obsługę. Przykład? W Gdańsku Hanza Grupa Inwestycyjna otrzymała 21 października pozwolenie na budowę obiektu łączącego dom studencki, hostel i lokale usługowe. Plan biznesowy jest w tym przypadku banalnie prosty: roku akademickim mają w nim mieszkać studenci, a latem turyści.
Czy to skłoni właścicieli mieszkań na wynajem do większej elastyczności i ustępstw? Część zapewne tak, ale na razie jest zdecydowanie za wcześnie, aby ocenić skalę oraz zakres tego zjawiska.
Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, redaktor zawodu i pasji. Zajmuje się tematami technologicznymi, branżą gier oraz nowymi mediami. Wolne chwile lubi spędzać nie tylko przy grach, ale także na odkrywaniu i analizowaniu fikcyjnych światów, ewentualnie na składaniu komputerów.
