Zdaniem prof. Leszka Balcerowicza reprezentującego Forum Obywatelskiego Rozwoju, niewydolność systemu wymiaru sprawiedliwości spowodowana jest m.in. marnotrawstwem i złą organizacją pracy. - Tam gdzie jest mało pracy, jest dużo pracowników, a tam gdzie pracy jest dużo, pracowników brakuje - wyjaśniał. Dodał, że urzędnicy, prokuratorzy i sędziowie nie mają wiedzy ekonomicznej, która przystawałaby do obecnych realiów gospodarki rynkowej. Prywatyzacja jest traktowana przez nich bardzo często jako „potencjalne przestępstwo”.

Dowodzi tego przykład b. minister przekształceń własnościowych Janusza Lewandowskiego, którego podejrzewano o działanie na szkodę skarbu państwa przez 17 lat, a b. minister skarbu Emil Wąsacz "z piętnem podejrzanego chodzi już 10 lat". – Aby wyjść z tego zaklętego kręgu potrzebny jest odpowiedni dobór ludzi do zawodu prawnika oraz szkolenie, np. dotyczące funkcjonowania rynku finansowego, jak i system rozliczania prokuratorów z efektów ich pracy - mówił prof. Balcerowicz.

Prezes Regionalnej Izby Gospodarczej w Katowicach Tadeusz Donocik podał przykład Grażyny Szołtysik, b. wiceprezydent Katowic, aresztowanej pod zarzutem niegospodarności w czasach, gdy kierowała spółką Estrada Śląska (1996-2002). Prokuratura przedstawiła aż 1687 zarzutów dotyczących przekroczenia uprawnień i działań na szkodę miasta w wysokości 800 tys. zł. Wszystkie zarzuty zostały potem umorzone, ale poszkodowana straciła zdrowie.

- Nie da się zmienić z dnia na dzień pracy prokuratury - mówił praktyk, prof. Zbigniew Ćwiąkalski. Podkreślił, że gdy tylko został ministrem sprawiedliwości (na 14 miesięcy), natychmiast zakazał praktyk aresztowania podejrzanych w świetle kamer TV i otoczeniu facetów w kominiarkach, jak było za jego poprzednika. - To objaw populizmu i zarazem przejaw słabości państwa, bo prokuratorzy zbyt często działali na zamówienie polityków - przyznał prof. Andrzej Rzepliński z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i zarazem sędzia Trybunału Konstytucyjnego.

Dlatego wielu uczestników spotkania, w tym mec. Maciej Bednarkiewcz i emerytowany sędzia Jerzy Stępień, opowiedzieli się za koniecznością przewrócenia funkcji sędziego śledczego. To on, a nie prokurator, podejmowałby decyzje o ewentualnym zatrzymaniu czy aresztowaniu podejrzanego.

Reklama

Mecenas Maciej Bobrowicz i zarazem prezes Krajowej Rady Radców Prawnych mówiąc o braku doświadczenia w sprawach gospodarczych wymiaru sprawiedliwości powołał się na przykład Niemiec, gdzie sędzia rozstrzygający w sprawach upadłościowych musi mieć o najmniej 8-letnie doświadczenie w pracy sędziego. – Tymczasem u nas rozstrzygają często ludzie młodzi, nie znający realiów gry rynkowej – podkreślił.

Janusz Steinhoff powołał się na proces Bernarda Madoffa, który dopuścił się miliardowych nadużyć, który trwał w USA tylko 6 miesięcy i zakończył się udowodnieniem winy i skazaniem na 150 lat więzienia. - Tam jest sprawny aparat ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Tymczasem u nas średni czas czekania na wyrok sądu gospodarczego wynosi 2,5 roku, a straty spowodowane przez długie procedury, czy aresztowanie tymczasowe przedsiębiorcy bez aktu oskarżenia są ogromne - dodał.

Uczestnicy konferencji skierowali apel do ministra sprawiedliwości o podjęcie działań, które służyłyby zmianom, bo dotychczasowe reformy „maja charakter fragmentaryczny”. Przedsiębiorcy ostatnio zbyt często padali ofiarą upolitycznienia służb specjalnych i wymiaru sprawiedliwości: nieuzasadnionego stosowania środków zapobiegawczych, zbędnych postępowań prokuratorskim czy mieli problemy w sądowej egzekucji umów.

„Zjawiska te często naruszają w sposób nieuzasadniony dobre imię poszkodowanych przedsiębiorców, a także podkopują autorytet całego środowiska biznesowego w Polsce. Co więcej doprowadzając do upadłości wielu firm i likwidacji licznych miejsc pracy, powodują realne straty w gospodarce”, podkreślili. Uznali, że dobrym punktem wyjścia jest rozdzielnie funkcji prokuratura generalnego od funkcji ministra sprawiedliwości.