Dotychczas na Litwie zanotowano niecałe 2 tys. przypadków koronawirusa i niespełna 80 zgonów; od wielu dni liczba nowych przypadków nie przekracza 10. Wyjątkiem było odkryte niedawno ognisko, co przełożyło się na 35 nowych przypadków jednego dnia.

Jak zwrócił uwagę Savickas, ONZ wymieniania Litwę jako kraj, który z sukcesem walczy z koronawirusem. Jest też w czołówce rankingów OECD. "To daje pewne poczucie, że działamy z sukcesem" - ocenił.

Jak dodał Savickas, pierwszy plan pomocy dla firm, z marca tego roku, był "bezprecedensowy", o wartości do 6 mld euro, co odpowiada 10 proc. PKB Litwy. Zaznaczył jednocześnie, że na razie beneficjenci dostali ok. 700 mln euro, czyli ok. 14 proc. planu. Pozostała część czeka na ewentualną drugą falę epidemii.

Lukas Savickas podkreślił, że wiosną bezrobocie na Litwie błyskawicznie wzrosło o 3 pkt, do ok. 13 proc., ale obecnie pozostaje stabilne na nowym poziomie.

„Obecną sytuację postrzegamy jako pewną ekonomiczną szansę. Na przykład wiadomo, że firmy działające w obszarze „life sciences” (medycyny, biotechnologii itp.) będą przenosić się do Europy. U nas ten sektor jest bardzo mocny, więc widzimy szansę na przyciągnięcie kolejnych graczy” - wskazał Savickas.

Reklama

„Dodatkowo chcemy podążać za trendami cyfryzacji i zielonej gospodarki, na którą mocno stawia Komisja Europejska. "Na pewno chodzi o pomoc naszym firmom w staniu się bardziej neutralne klimatycznie" - dodał wiceszef kancelarii premiera Litwy.

Jak zaznaczył, rząd ma drugi plan, również o wartości 6 mld euro, ale rozciągnięty do końca 2021 r., w którym obecna sytuacja potraktowana została jako szansa na znaczące zmiany gospodarcze. Obszary zainteresowania to „life sciences, gospodarka cyfrowa, do tego przekraczające 1 mld euro inwestycje w zielone źródła energii czy infrastrukturę dla biznesu" - wymienił Savickas.

Jak przypomniał, tegoroczna recesja na Litwie jest ostatnio szacowana na ok. 7 proc., a w przyszłym roku odbicie ma niemal sięgnąć tego poziomu.

Jak ocenił w rozmowie z PAP mer Wilna Remigijus Szimaszius w skutecznej walce z koronawirusem pomogły działania prewencyjne. Przypomniał, że władze Wilna już w lutym, trzy tygodnie przed pojawieniem się wirusa w kraju, na własną rękę, bez polecenia rządu, zaczęły przygotowania, m.in. instalując w mieście urządzenia do dezynfekcji rąk.

Szimaszius przypomniał jednocześnie, że „lockdown” na Litwie nie był tak ścisły, jak w innych krajach, nie doszło do całkowitego zamrożenia aktywności społecznej i gospodarczej, a władze Wilna wprowadziły różne pomysły, by ją podtrzymać.

„W czasie kwarantanny pozwoliliśmy na wszelkie prace budowlane, wymagające np. zamknięcia ruchu na skutek przekopania ulicy. Błyskawicznie liczba robót wzrosła trzykrotnie w stosunku do normalnej” - podkreślił.

Innym pomysłem było „Open Air Cafe”. „Kiedy rząd ogłosił, że można otworzyć kawiarnie, ale przy utrzymaniu 2-metrowego dystansu, szybko zdaliśmy sobie sprawę, że to w praktyce niemożliwe. Wtedy ogłosiliśmy coś, co szybko stało się głośne na całym świecie. Po prostu właściciele mogą wystawić tyle stolików, ile chcą na ulicy czy na placu, w przestrzeni publicznej, by utrzymać dystans” - wyjaśnił mer.

Około 400 kawiarni i restauracji z tego skorzystało, a obecnie gastronomia się odradza i to bardzo mocno - ocenił Szimaszius. Jak dodał, władze wykorzystały też okazję, by przearanżować miasto. Ruch samochodów na niektórych ulicach, zastawionych stolikami, został ograniczony i niekoniecznie zostanie przywrócony - zaznaczył.

„Generalnie aktywność ekonomiczna wróciła. Ale epidemię najmocniej odczuły kultura, sport i cała branża turystyczna. Te obszary dalej są mocno ograniczone” - ocenił Szimaszius.(PAP)

autor: Wojciech Krzyczkowski

wkr/ drag/