Mińsk: OMON "chroni porządek publiczny". Ludzie boją się stracić pracę, a przywódcy strajku aresztowań

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
19 sierpnia 2020, 09:19
Białoruś Mińsk
<p>Białoruś Mińsk</p>/PAP
Przed mińską fabryką traktorów (MTZ) zebrało się w środę rano kilkaset osób, by wesprzeć komitet strajkowy robotników. Pod bramę zakładu przyjechali także funkcjonariusze OMON, którzy wezwali zebranych do rozejścia się.

„Strajk! MTZ! Żywie Biełaruś!” – skandują zebrani przed fabryką mieszkańcy Mińska. Jest tu ok. 200 osób. Stoją w odległości 100 metrów od bramy, ponieważ przed budynkiem dyżurują funkcjonariusze OMON.

Wcześnie rano przed wejściem do MTZ mieli się spotkać protestujący od kilku dni zwolennicy strajku, by ustalić dalszy plan działania.

Siarhiej Dyleuski, lider komitetu strajkowego, który miał być rano przed MTZ, powiedział PAP przez telefon, że ze względu na obecność OMON nie pojechał tam w obawie przed zatrzymaniem.

„Prawdopodobnie będą chcieli nas zatrzymać, żebyśmy nie zachęcali ludzi do strajku” – powiedział. Wskazał również, że w ostatnich dniach kierownictwo zagroziło pracownikom zwolnieniami, domagając się od nich zaprzestania protestu.

„Po tym z 4000 ludzi w piątek zrobiło się we wtorek 300. Ludzie wzięli we wtorek udział w protestach, idąc na bezpłatny urlop, ale już mamy informacje, że dzisiaj nie są wpuszczani na teren zakładu” – powiedział Dyleuski.

Jego zdaniem ludzie boją się utraty pracy i innych możliwych konsekwencji strajku. „Zastanawiamy się, co robić dalej” - dodał.

„Rano było tu więcej ludzi, ale już się rozeszli” – powiedział Paweł, pracownik branży IT. Maryja z mińskiej fabryki silników (MMZ) powiedziała, że „ludzie mają już odruch, że jak widzą milicję, to uciekają”.

Kilkunastoosobowa grupa robotników MMZ trzyma transparent z napisem "Solidarność". Jak powiedzieli, oni również protestują „na własny koszt”, to znaczy są na bezpłatnym urlopie.

„U nas ludzie chcą protestować, ale boją się stracić pracę” – powiedział jeden z robotników.

Funkcjonariusze OMON powiedzieli PAP, że przybyli pod zakłady, by chronić porządek publiczny. Na pytanie, czy istnieje jakieś zagrożenie dla porządku publicznego, wyjaśnili, że jest nim potencjalnie każde zgromadzenie masowe, dlatego wymagana jest ich obecność.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj