Xavier Bernard, nieszczęsny kandydat na kandydata prawicy we francuskich wyborach prezydenckich, wzywał w debatach do "dialogu z prezydentem Putinem". Podobnie jak jego konkurencji z partii Republikanie (LR), dla których byłaby to przeciwwaga nadmiernych, ich zdaniem, wpływów Waszyngtonu.

Bliskie kontakty z Kremlem ma od dawna przywódczyni Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen. Również niezależny kandydat Eric Zemmour znany jest z miłości do Rosji, podobnie jak z antyamerykanizmu.

Reklama

Marzenia o potężnym strategicznym partnerstwie z Moskwą to "literacko-strategiczne mrzonki, ukazujące fascynację Panem na Kremlu". Francuscy politycy widzą go jako patriotę, który przywrócił porządek w Rosji – pisze komentatorka. I tłumaczy, że przez palce patrzą na autorytaryzm i korupcję w Moskwie, "bo tak działo się tam zawsze".

Dziennikarka przyznaje, że przyjaźń do Rosji dojrzewała przez wieki od czasów Voltaire’a i Katarzyny II, poprzez zachwyt nad rosyjską literaturą i muzyką. "A Władimir Putin doskonale wypunktowuje nasze niedorzeczności", jak choćby niedawny (nieogłoszony szczęśliwie) dokument Komisji Europejskiej wzywający by nie używać form "pan" i "pani" i świąt nie nazywać Bożym Narodzeniem.

Prezydent Rosji wykorzystuje to, by przedstawiać się jako "rozsądny konserwatysta", gotów do walki z ekstremizmami przebudzonych i innymi "dekonstrukcjami historii czy rzeczywistości". Nie usprawiedliwia to jednak - oburza się Laure Mandeville - przymykania oczu na postępowanie rosyjskich władz. Ślepoty wobec "kultu siły, brutalności, posunięć destabilizacyjnych i nieprzerwanego łgarstwa".

"Marzyciele wierzą, że car Putin to emanacja odwiecznej Rosja, podczas gdy w istocie na ruinach komunizmu, wykwitła po prostu władza ludzi KGB, którym nikt nie jest w stanie się przeciwstawić" – stawia diagnozę publicystka i cytuje rosyjskiego pisarza Wiktora Jerofiejewa, który nazywa rządzących Rosją "władzą bandycką", wykorzystującą słabość Zachodu.

Mandeville ostrzega, że sojusz strategiczny, o jakim marzy francuska prawica, musiałby się opierać na minimalnym choćby zaufaniu, ale o nie ma o nim mowy, bo Rosja nie przestaje kłamać. Na czarne mówi białe, zaprzecza jakoby była w Donbasie. "Na Kremlu drwią z was po prostu w żywe oczy" – Laure Mandeville cytuje znów Jerofiejewa i twierdzi, że trzeba by rosyjski sen francuskich polityków zaczął brać pod uwagę "brutalną rzeczywistość". (PAP)