Niespodziewane kontrole domów. Możecie za to zapłacić 10 tysięcy złotych grzywny

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
5 listopada 2025, 18:35
domy dom domki miasteczko wieś
Niespodziewane kontrole domów. Możecie za to zapłacić 10 tysięcy złotych grzywny/ShutterStock
Niepozorny obłok białego dymu unosi się nad studzienką kanalizacyjną, powoli wnika w rury, a chwilę później — ku zaskoczeniu właściciela domu — wydobywa się z jego rynny. To nie magia. To kontrola. Tak właśnie wodociągowcy namierzają tych, którzy postanowili nielegalnie pozbywać się deszczówki, podłączając ją do kanalizacji sanitarnej. Kara za taki proceder może sięgnąć nawet 10 tysięcy złotych.

Deszcz, który zalewa miasta

Nielegalne odprowadzanie deszczówki do kanalizacji sanitarnej to cichy, ale coraz bardziej groźny problem polskich miast. Wydaje się niewinne — w końcu „to tylko woda z dachu”. W praktyce jednak może skończyć się miejską katastrofą.

Systemy kanalizacyjne są projektowane do odprowadzania ścieków bytowych, nie zaś ogromnych ilości wody opadowej. Gdy w jednej chwili spływa tam deszcz z setek dachów i podjazdów, sieć po prostu nie daje rady. Skutki? Cofki, zalane piwnice, wybite studzienki, a w skrajnych przypadkach – poważne uszkodzenia infrastruktury.

Dym, który nie kłamie

Jak wodociągowcy wykrywają takie nielegalne podłączenia? Z pomocą przychodzi dym. Specjaliści wprowadzają go do kanalizacji sanitarnej przez specjalną studzienkę. Następnie obserwują, czy biały obłok wydostaje się gdzieś, gdzie nie powinien, na przykład z rynien lub przydomowych kratek odpływowych.

To właśnie w ten sposób sprawdza się szczelność sieci i tropi nieuczciwych mieszkańców. Jak podawał portalsamorzadowy.pl, wytwornica dymu generuje gęstą, białą mgłę z roztworu atestowanego płynu, dopuszczonego do użycia nawet w zamkniętych pomieszczeniach. Dym jest bezwonny i całkowicie nieszkodliwy dla ludzi oraz zwierząt.

Nie ma więc mowy o żadnym zagrożeniu. Jedyne, co może ucierpieć, jest reputacja i portfel nieuczciwego właściciela posesji.

Najpierw upomnienie, potem kara

Jeśli kontrola wykaże nieprawidłowości, pierwszym krokiem jest oficjalne pismo. Właściciel nieruchomości otrzymuje nakaz trwałego odcięcia nielegalnego przyłącza i wskazówki, jak prawidłowo zagospodarować wodę opadową.

Deszczówkę można zatrzymać na działce poprzez drenaż, zbiornik retencyjny, beczkę do podlewania ogrodu lub wprowadzenie jej do kanalizacji deszczowej. Takie rozwiązania są nie tylko zgodne z prawem, ale i przyjazne środowisku.

Jeśli jednak właściciel zignoruje wezwanie, musi liczyć się z dotkliwymi konsekwencjami finansowymi. Grzywna za nielegalne odprowadzanie deszczówki może wynieść nawet 10 tysięcy złotych.

Woda, która wraca jak bumerang

Choć kontrole z użyciem dymu mogą wydawać się surowe, ich cel jest prosty – ochrona miejskiej infrastruktury i środowiska. Każda nielegalna rura to potencjalne przeciążenie systemu, które może obrócić się przeciwko samym mieszkańcom.

Bo woda, której chcemy się szybko pozbyć, prędzej czy później wraca. Czasem w rynnie, czasem w piwnicy, a czasem — w postaci urzędowego wezwania do zapłaty.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj