Deklarację o rozmieszczeniu międzynarodowych sił zbrojnych podpisali przywódcy Ukrainy, Francji i Wielkiej Brytanii. Jak jasno zapowiedział Emmanuel Macron, Zachód nie zamierza zwlekać. – Jesteśmy gotowi wysłać żołnierzy na następny dzień po zawieszeniu broni – zaznaczył prezydent Francji. Według Radia Wolna Europa chodzi o kontyngent liczący od 15 do 30 tys. żołnierzy, którzy mieliby pełnić rolę sił stabilizacyjnych i odstraszających.

Rosja grzmi, że zrobi porządek z siłami pokojowymi na Ukrainie

To jednak tylko część szerszego planu. Wszystkie 35 państw "koalicji chętnych" podpisały deklarację paryską, która obejmuje pakiet gwarancji bezpieczeństwa dla Kijowa. Dokument przewiduje m.in. międzynarodowy monitoring zawieszenia broni, któremu przewodzić mają Stany Zjednoczone. Zawiera także zapisy o dalszym dozbrajaniu Ukrainy, długofalowej współpracy obronnej oraz zobowiązaniu do reakcji w przypadku kolejnej rosyjskiej agresji.

Dla Moskwy to scenariusz nie do zaakceptowania. W czwartek ostrą ripostę wygłosiła rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa. – Ostrzegamy, że rozmieszczenie jednostek wojskowych, obiektów wojskowych, magazynów i innej infrastruktury krajów zachodnich na terytorium Ukrainy zostanie uznane za interwencję zagraniczną, która stanowi bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa nie tylko Rosji, ale także innych krajów europejskich – oświadczyła.

Rosja zapowiada srogą zemstę. Grozi atakiem na zachodnie wojska

Rosyjska dyplomacja nie pozostawia złudzeń co do swojej interpretacji paryskich dokumentów. Zdaniem Zacharowej inicjatywa "koalicji chętnych" i Kijowa jest – jak stwierdziła – "bardzo daleka od pokojowego rozwiązania". W narracji Kremla nie chodzi o stabilizację, lecz o eskalację i przygotowanie gruntu pod stałą obecność wojsk NATO tuż przy rosyjskich granicach. – Wszystkie te jednostki i obiekty będą traktowane jako uzasadnione cele bojowe dla sił zbrojnych Rosji. Ostrzeżenia te były wielokrotnie powtarzane na najwyższym szczeblu i pozostają aktualne – powiedziała Zacharowa.

Dodatkowym elementem, który wzmacnia irytację Moskwy, są ustalenia organizacyjne. Jak opisuje "Kyiv Independent", uczestnicy rozmów zgodzili się na utworzenie specjalnej komórki koordynacyjnej państw "koalicji chętnych". Jej siedziba ma znaleźć się w Paryżu, co podkreśla ambicje Francji do odgrywania pierwszoplanowej roli w powojennym układzie bezpieczeństwa Europy.

Siły pokojowe w Ukrainie. Polska jednym z państw wiodących

Swoją rolę ma odegrać też Polska. – Polska będzie państwem wiodącym, jeśli chodzi o te kwestie logistyczno–organizacyjne. Każde z zadań ma swojego jakby lidera narodowego i wśród tych czterech państw, które będą rozstrzygały, decydowały o tym, jak działać już po zakończeniu wojny, Polska jest jednym z państw wiodących – wyjaśnił Donald Tusk po szczycie w Paryżu. Premier polskiego rządu zaznaczył jednak, że "nie ma oczekiwania dotyczącego obecności polskich żołnierzy w Ukrainie".

Pomysł wysłania pod dowództwem państw europejskich wielonarodowych sił wspierających Ukrainę nie jest nowy. Prezydent Francji Emmanuel Macron w lutym 2024 roku po raz pierwszy zasugerował, że po podpisaniu porozumienia między Kijowem a Moskwą, do Ukrainy mogą zostać wysłane wojska z krajów zachodnich. Rok później pojawiła się bardziej precyzyjna koncepcja mówiąca o siłach pokojowych lub siłach reasekuracyjnych mających być gwarantem przestrzegania pokoju przez Rosję. Obok Macrona także premier Wielkiej Brytanii wyraził gotowość udziału brytyjskich wojsk w takiej misji.