Jego zdaniem izba "uzurpuje sobie funkcje władzy sądowniczej oraz Yuanu Kontrolnego, który odpowiada za kontrolę innych organów państwa, przez co zaciera się trójpodział władzy".

Pomimo sprzeciwu partii rządzącej, ekspertów z dziedziny prawa i dziesiątków tysięcy obywateli protestujących przed parlamentem opozycyjna partia Kuomintang (KMT) i jej sojusznik Tajwańska Partia Ludowa (TPP) przegłosowały ustawy wprowadzające reformy Yuanu Legislacyjnego, czyli tajwańskiego parlamentu.

Budzącymi największe kontrowersje zmianami jest rozszerzenie kompetencji śledczych izby.

Jak wyjaśnia ekspert OSW, reformy nadają grupie już pięciu parlamentarzystów prawo nakładania grzywien na urzędników, którzy ich zdaniem dopuścili się oszustwa, a członkowie administracji są zagrożeni karą roku więzienia, jeżeli posłowie uznają, że kłamali w czasie procedury ustawodawczej.

Reklama

Rządząca Demokratyczna Partia Postępu (DPP), z której wywodzi się nowy prezydent Lai Ching-te, zarzuciła również opozycji podważanie tajwańskiej demokracji poprzez rozszerzanie nadzoru władzy ustawodawczej nad władzą wykonawczą.

"Wszystko poza procedurą sądową" - zaznaczył Bogusz. "Co więcej przepisy mają dotyczyć także poprzedniej administracji, czyli nowe prawo ma działać wstecz" - dodał.

W ocenie eksperta, choć prawdopodobieństwo skazania kogokolwiek jest niskie, konsekwencją tych zmian może być przeciąganie procedur, odwołania się stron, wielomiesięczne postępowania.

"To oznacza, że państwo będzie de facto sparaliżowane, co zaszkodzi procesowi refom armii i zakupu nowego uzbrojenia, w tym programowi budowy rodzimych okrętów podwodnych" - wymienia Bogusz.

Partia rządząca, która twierdzi, że reformy zostały przeforsowane bez odpowiednich konsultacji, a ich treść jest albo niejasna, albo stanowi przekroczenie uprawnień, będzie usiłowała zwrócić się do Trybunału Konstytucyjnego o interpretację.

"Jeżeli opozycja dopnie swojego, oznacza to paraliż administracji. Jeżeli napotka opór prezydenta, to dojdzie do poważnego kryzysu konstytucyjnego i politycznego" - mówi Bogusz, dodając, że "wszystko wskazuje", że taki właśnie cel przyświeca KMT i DPT.

W opinii eksperta OSW nieuprawnione są próby porównania rodzącego się kryzysu na Tajwanie z ostatnimi zmianami w Hongkongu przeforsowanymi przez polityków lojalnych wobec Pekinu.

"Hongkong to była kolonia, którą jedna metropolia przekazała drugiej. Tajwan to de facto niepodległe państwo" - zaznaczył. "Owszem, można założyć, że są elementy w KMT i TPP, które są zadaniowane przez Komunistyczną Partię Chin i ich celem jest destabilizacja demokracji tajwańskiej i osłabienie woli oporu w razie inwazji. Jednak kryzys ma przede wszystkim dynamikę wewnętrzną" - zastrzega Bogusz.

"Myślę też, że w następnym ruchu KMT zwróci się przeciwko TPP, ponieważ uznaje go za przeszkodę w odzyskaniu władzy. Sama TPP nie ma zbyt wielkiej kontroli nad własnymi posłami, których większość wywodzi się z KMT" - podsumował ekspert OSW.

Krzysztof Pawliszak (PAP)