Wojna Rosji z Ukrainą rozstrzyga się także w powietrzu. Oto analiza tego wymiaru walki [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
4 czerwca 2023, 20:43
F-16 na pewno dadzą obrońcom nowe możliwości, ale nie będzie to game changer, który nagle odmieni wszelkie działania na froncie

Z Szymonem Teterą rozmawia Maciej Miłosz

Szymon Tetera redaktor naczelny miesięcznika „Lotnictwo” i redaktor wydania specjalnego magazynu „Nowa Technika Wojskowa” poświęconego przebiegowi wojny rosyjsko-ukraińskiej
Szymon Tetera redaktor naczelny miesięcznika „Lotnictwo” i redaktor wydania specjalnego magazynu „Nowa Technika Wojskowa” poświęconego przebiegowi wojny rosyjsko-ukraińskiej

Prezydent Joe Biden ogłosił, że sojusznicy USA mogą przekazywać Ukrainie F-16. Co się zmieni na polu walki, gdy Kijów dostanie te samoloty?

Już nie prowadzi się walk manewrowych, jak miało to miejsce jeszcze podczas wojny w Wietnamie – piloci obserwują się teraz za pośrednictwem radarów. Jeśli ukraiński myśliwiec chce zestrzelić rosyjski samolot, musi wystrzelić pocisk średniego zasięgu. Ale ukraińskie Su czy MiG-i oraz ich uzbrojenie są przestarzałe: by ten pocisk trafił w przeciwnika, cel musi być przez cały czas podświetlany radarem. To trwa co najmniej kilkadziesiąt sekund i przez ten czas ukraińska maszyna jest widoczna dla systemów rosyjskich. Dlatego Kijów w ten sposób nie wykorzystuje swoich samolotów, bo przy nowocześniejszych radarach w samolotach rosyjskich oraz ich nowszych pociskach byłoby to samobójstwo. Za to F-16 używają pocisków AMRAAM, które nie potrzebują ciągłego podświetlania celu radarem. Pilot włącza go na kilka sekund, a po odpaleniu pocisku zaraz wyłącza, bo to uzbrojenie typu „wystrzel i zapomnij”. Strącenie takiego samolotu jest znacznie trudniejsze, bo po wystrzeleniu pocisku pilot może od razu zrobić unik.

Do czego więc Ukraińcy używają swoich samolotów?

Su-27 i MiG-29 nie mogą zwalczać samolotów rosyjskich, bo ewentualne sukcesy byłyby okupione wielokrotnie wyższymi stratami. Są one jednak używane do obrony powietrznej. Rosyjskie pociski manewrujące – Ch-101 i Kalibr – umożliwiają rażenie obiektów na całym terytorium Ukrainy, ale lecą do celu z prędkością ok. 700 km/h. I choć taka rakieta porusza się nisko, to gdy zostanie wykryta, bez problemu może być zestrzelona przez MiG-i. Podobnie jak irańskie drony Shahed. Druga rola ukraińskiego lotnictwa jest ofensywna. Samoloty podlatują na niskiej wysokości do linii frontu, by wystrzelić amerykańskie pociski HARM, które naprowadzają się na emisje radarów, czyli stanowiska obrony przeciwrakietowej oraz przeciwlotniczej. Ich odpalenie jest zsynchronizowane z atakami systemów artylerii rakietowej HIMARS/MLRS, których pociski Rosjanie potrafią zestrzeliwać. Gdy Rosjanie wiedzą, że nadlatują HARM-y, to muszą wyłączyć radiolokatory. Dzięki temu pociski z HIMARS-ów wlatują w niebroniony obszar i są w stanie razić cele.

 

Treść całego artykułu można przeczytać w piątkowym wydaniu DGP.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj