W przypadku kilkudziesięciu powiatów, prognozowane spadki liczby ludności (np. do 2030 r.), są zastraszająco wysokie. Ciekawe i zarazem niepokojące prognozy Głównego Urzędu Statystycznego pozwalają na sprawdzenie, gdzie demograficzne tsunami uderzy z największą siłą.

Do 2050 r. w niektórych regionach liczba ludności może spaść o połowę

Najnowsza prognoza demograficzna GUS-u (2014 r. - 2050 r.) została opracowana również na poziomie powiatów. To ważna kwestia, ponieważ tempo negatywnych zmian demograficznych na pewno będzie zróżnicowane w skali całego kraju. Spore zróżnicowanie dotyczące np. salda migracji i zmian liczby ludności, można zauważyć już teraz. Prognoza Głównego Urzędu Statystycznego sugeruje, że w perspektywie następnych 15 lat i 35 lat, obserwowane różnice w tempie zmian demograficznych będą ogromne. Ten wniosek potwierdzają informacje z poniższego wykresu. Dotyczy on dwudziestu powiatów, dla których prognozuje się największe zmiany liczby ludności (2015 r. – 2030 r./2015 r. – 2050 r.).

Projekcja GUS-u wskazuje, że do 2030 r. cała populacja Polski skurczy się o 3% (według oficjalnych statystyk meldunkowych). W powiatach najbardziej dotkniętych zmianami demograficznymi (np. powiecie hajnowskim, powiecie hrubieszowskim, Koninie i Sosnowcu), analogiczne spadki mogą zbliżyć się do 20%. Przez kolejne 20 lat (tzn. do 2050 r.), depopulacja kraju ma znacząco przyspieszyć, co będzie skutkowało spadkiem liczby Polaków o 12% (w relacji do 2015 r.). Największe ubytki ludności na szczeblu powiatów, mogą przekroczyć 40%. Niewykluczone, że negatywne zmiany będą jeszcze większe, bo prognoza GUS-u jako punkt wyjściowy przyjmuje oficjalne (meldunkowe) dane o liczbie ludności. Faktyczna liczba Polaków przebywających w kraju jest znacznie niższa, bo około 2,4 miliona rodaków pracujących za granicą, wciąż nie wymeldowało się z macierzystej gminy.

Na mapie wyludniającego się kraju, z pewnością będzie można znaleźć miejsca przyciągające Polaków. Główny Urząd Statystyczny spodziewa się największych wzrostów populacji w:

  • powiecie wrocławskim - prognozowany wzrost liczby ludności o 28% do 2030 r. i 58% do 2050 r.
  • powiecie gdańskim - 26%/54%
  • powiecie poznańskim - 25%/51%

Wymienione powiaty ze względu na położenie blisko dobrze prosperujących metropolii, już teraz są atrakcyjne pod względem osadniczym.

Z punktu widzenia rynku pierwotnego i działalności deweloperów, najbardziej istotne będą zmiany zachodzące w największych miastach kraju – tłumaczy Andrzej Prajsnar z portalu RynekPierwotny.pl. Nawet prognoza dotycząca samej liczby ludności (z pominięciem struktury wiekowej) uświadamia nam, że inwestorzy mieszkaniowi muszą szykować się na długookresowe zmiany. Wśród 21 miast o liczbie mieszkańców obecnie przekraczającej 175 000, tylko dwa ośrodki miejskie (Warszawa i Rzeszów) wyróżniają się prognozowanym wzrostem populacji (1% - 3%). Największym miastem z poważnymi problemami demograficznymi będzie Łódź (prognozowany spadek populacji o 31% do 2050 r.). Już teraz ta poprzemysłowa metropolia słabo przyciąga deweloperów. Siedemsettysięczna Łódź cechuje się czterokrotnie mniejszą ofertą nowych mieszkań niż Kraków.

Budowa rządowych lokali nie zapobiegnie wyludnieniu niektórych miast

Bardzo szybka depopulacja niektórych powiatów będzie problemem nie tylko dla lokalnych deweloperów i sprzedawców mieszkań z rynku wtórnego. Istnieje również obawa, że duży ubytek ludności w połączeniu ze zmianą struktury wiekowej mieszkańców, znacząco pogorszy sytuację finansową samorządów i lokalnych firm. Starsi ludzie płacą mniejsze podatki (kwotowo) niż obywatele w wieku produkcyjnym i wydają mniejsze sumy na produkty oraz usługi konsumpcyjne. Kolejnym problemem mogą być zwiększone koszty dotyczące służby zdrowia oraz opieki społecznej. Istnieje również obawa, że brak wykwalifikowanych pracowników w danym regionie, poważnie utrudni wykonywanie zadań samorządu (np. zapewnienie podstawowej opieki medycznej).

W części miast zagrożonych największym ubytkiem ludności (np. Zabrzu oraz Koninie), rząd zamierza wybudować nowe lokale czynszowe w ramach programu „Mieszkanie Plus”. Wydaje się jednak, że taka inicjatywa bez równoczesnej poprawy na lokalnym rynku pracy, nie zapobiegnie wyjazdom młodszych ludzi do metropolii i za granicę.

>>> Czytaj także: W ciągu dekady mieszkania zdrożały o 53 proc.