Ministerstwo do spraw tymczasowo okupowanych terytoriów kilka tygodni temu opublikowało projekt zakrojonego na lata 2017-2020 programu odbudowy zrujnowanego wojną Donbasu. Na kilkaset projektów jakie mają być zrealizowane w pozostającej pod kontrolą Kijowa części regionu rząd chce wydać 48,7 mld hrywien, z czego 23,7 mld z budżetu centralnego, 3,8 mld z budżetów lokalnych a 21,1 mld hrywien z „innych źródeł”- jak to opisują urzędnicy „międzynarodowej pomocy finansowej i technicznej oraz innych źródeł nie zakazanych prawem”. Na Ukrainie takie doprecyzowanie nikomu nie wydaje się dziwne.

„Realizacja programu pozwoli podnieść poziom życia i rozszerzyć możliwości wspólnot lokalnych wschodnich regionów, stworzyć mechanizmy społecznego włączenia uchodźców do przyjmujących ich społeczności lokalnych, zapewnić ich adaptację zawodową i integrację socjalną, stworzyć nowe miejsca pracy, w pierwszym rzędzie w drodze rozwoju mikro, małego i średniego biznesu” – tak ministerstwo przedstawiało cele programu w oficjalnym komunikacie.

Ministerstwo oczekuje, że w wyniku realizacji programu PKB wschodnich regionów Ukrainy będzie wzrastał o 3,5 proc. rocznie, eksport towarów i usług o 10,9 proc., import towarów i usług o 11,5 proc. a produktywność pracy o 2,7 proc.

>>> Czytaj też: Elektrowniom na Ukrainie brakuje węgla. Będzie stan wyjątkowy?

W październiku zeszłego roku w Kijowie przedstawiciele ukraińskiego rządu, ONZ i Międzynarodowego Banku Odbudowy i Rozwoju podpisali memorandum w sprawie utworzenia Celowego Funduszu Wielu Partnerów, który zajmie się zbieraniem pieniędzy na odbudowę Donbasu ze zniszczeń wojennych.

„To nadzwyczajnie ważny dokument, który otwiera możliwości znacznego przyspieszenia realnej odbudowy zwolnionych terenów obwodów donieckiego i ługańskiego. Mechanizm uruchomiony przez fundusz będzie także niezbędny do pomocy ludziom po zwolnieniu okupowanych terytoriów” – komentował podpisanie dokumentu Artur Gierasimow, reprezentujący prezydenta Ukrainy w parlamencie.

Ukraina już jesienią 2014 r. zaciągnęła na odbudowę Donbasu 200 mln euro kredytu w Europejskim Banku Inwestycyjnym. 2 mld hrywien dały też rząd Japonii i Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP).

Doświadczenie pokazuje niestety, że ukraińscy urzędnicy odpowiedzialni za odbudowę infrastruktury kompletnie sobie nie radzą z racjonalnym wydawaniem funduszy zebranych wcześniej. 3,6 mld hrywien, które w czerwcu zeszłego roku wydzielił na potrzeby odbudowy ukraiński parlament w większości nie wykorzystano.

– Efekty dotychczasowych działań związanych z likwidacją zniszczeń wojennych na kontrolowanej przez rząd części Donbasu pozostawiają wiele do życzenia – przyznała wicespiker ukraińskiego parlamentu Iryna Heraszczenko.

Tylko w połowie z 750 projektów, które planowano zrealizować w zeszłym roku w ogóle udało się rozpocząć prace. Na początku stycznia rząd powołał międzyresortową komisję która miała zbadać efektywność i celowość wydatkowania środków wydzielanych na odbudowę Donbasu. Już jej wstępne ustalenia nie wygladają optymistycznie.

Według danych Państwowej Służby Skarbowej odpowiedzialnej za przekazywanie środków finansowych z budżetu państwa do końca roku w obwodzie donieckim na 61 obiektów z 584 przeznaczonych do finansowania wydano zaledwie 134 mln hrywien, czyli nieco ponad 5 proc., trochę lepiej wyglądała sytuacja w obwodzie ługańskim, gdzie wykorzystano 143 mln hrywien, czyli prawie 14 proc. dostępnych środków finansując prace na 100 obiektach ze 150 na liście.

W dodatku na skutek inflacji przepadło 252 mln hrywien, czyli niemal tyle samo ile udało się wydać. 181 mln hrywien stracił w ten sposób obwód doniecki a 71 mln obwód ługański.

Szef prezydenckiej administracji obwodu donieckiego Paweł Żebriwskyj przekonuje, że w wykorzystaniu wydzielonych przez rząd pieniędzy przeszkadzają biurokratyczne procedury. Brakuje też wykonawców – ci, którzy są mogą w jego ocenie wykonać 10-15 proc. robót.

Iryna Heraszczenko widzi to inaczej. Minimalny poziom wykorzystania funduszy wiąże się z problemami przy ustawianiu przetargów, które w efekcie są masowo unieważniane.

Bliższa analiza opracowanego przez ministerstwo programu inwestycyjnego pokazuje, że często rozmija się on z deklarowanymi celami, a racjonalność i ustawienie priorytetów wydawania środków tak budżetowych, jak i zachodnich partnerów Ukrainy, które władze chcą pozyskać na ten cel pozostawia wiele do życzenia.

Na wsparcie przedsiębiorczości, przedstawiane przez rząd jako jeden z priorytetów, w postaci kompensacji oprocentowania kredytów oraz na mikrokredyty dla małych firm na terenach zniszczonych przeznaczono zaledwie 122 mln hrywien. Stworzenie centrum pomocy psychologicznej dla ofiar działań wojennych w zrujnowanym mieście Szczastia to 1,5 mln hrywien. Planowane wydatki na budowę drogi rowerowej w tym samym mieście to 3 mln hrywien.

W liczącym 116 tys. mieszkańców Berdiańsku nad Morzem Azowskim w obwodzie zaporoskim za 784 mln hrywien z budżetu państwa i 175 mln z budżetu lokalnego ministerstwo polityki socjalnej zamierza zorganizować „kursy treningowe” a kolejnych 348 mln hrywien z budżetu państwa i dodatkowo 175 mln z budżetu lokalnego wydać na „przeprowadzenie kursów [komputerowych] dla emerytów i inwalidów”.

>>> Polecamy: UE obiecuje Ukrainie 600 mln euro, ale stawia warunki

W tym samym czasie w zrujnowanym wojną Mariupolu liczącym 460 tys. mieszkańców na stworzenie tymczasowych miejsc pracy i roboty publiczne dla bezrobotnych zapisano 520 tys. hrywien z budżetu państwa i tyle samo z budżetu samorządu, a na stworzenie centrów pomocy humanitarnej 4,2 mln hrywien. Dwa „socjalne” projekty z Berdianska to w sumie tyle, ile w ramach projektu ma kosztować odbudowa 7475 uszkodzonych i zrujnowanych bloków mieszkalnych i domów jednorodzinnych w obwodzie donieckim i przeszło dwa razy więcej niż wydatki na ten cel w obwodzie ługańskim. To także więcej niż przeznaczono na całościową przebudowę sieci drogowej Mariupola wraz z kapitalnym remontem mostów i wiaduktów, i zakupem nowoczesnych urządzeń do produkcji podłoża bitumicznego na które łącznie przewidziano 770 mln hrywien.

Zgodnie z opublikowanym projektem na kapitalny remont budynku administracji miejskiej w Bachmucie w obwodzie donieckim rząd zamierza przeznaczyć 2,9 mld hrywien z kredytu EBI. To więcej niż zapisano łącznie na remont uszkodzonych linii ciepłowniczych o długości 264 km w obwodzie donieckim (155 mln hrywien), oczyszczenie 379 km brzegów rzeki Siewierski Doniec i jej dopływów (540 mln hrywien) i na modernizację 1550 km sieci wodociągowej i kanalizacyjnej w całym obwodzie donieckim włącznie z urządzeniami infrastruktury kanału Siewierskij Doniec – Donbas (1,1 mld hrywien).

Jak przekonuje na łamach Foreign Policy Josh Cohen, wieloletni pracownik USAID zajmujący się problematyką państw postsowieckich, zarządzanie odbudową Donbasu i przeznaczonymi na ten cel funduszami powinno zostać odebrane władzom w Kijowie i przekazane w ręce niezależnego od nich podmiotu.

„Kijów jest zbyt skorumpowany, żeby zrobić to samemu” – stwierdził Cohen.

Autor:  Michał Kozak