Stosunki Węgier z UE zostały w ostatnich latach zdominowane przez spory na wielu polach. Rząd Orbana stosuje ostrą, antyunijną retorykę, często w pojedynkę blokując rozwiązania akceptowane przez pozostałych członków Wspólnoty.

W pierwszych latach po przystąpieniu Węgier do UE w 2004 roku, za czasów rządu socjalistów i liberałów, również dochodziło do sporów z Komisją Europejską, ale konflikty te nie były tak ostre, jak obecnie – zaznacza w rozmowie z PAP politolog Gergo Medve-Ballint, profesor Uniwersytetu Korwina w Budapeszcie.

„Spory z KE dotyczyły zwłaszcza procedury nadmiernego deficytu i powtarzających się żądań co do redukcji deficytu publicznego, na co rząd nie chciał przystać” – dodaje.

Według Medve-Ballinta punktem przełomowym w relacjach Węgier z UE było dojście w 2010 roku do władzy Fideszu, partii Orbana. Nowy rząd, aby móc stymulować gospodarkę w czasie kryzysu, chciał utrzymać deficyt budżetowy na wysokim poziomie i nie chciał go zredukować poniżej 3 proc. PKB.

Reklama

Jak przypomina ekspert, kraj był już wówczas objęty procedurą nadmiernego deficytu. W czerwcu 2010 roku przewodniczący KE Jose Manuel Barroso powiedział Orbanowi, że utrzymywanie wysokiego deficytu budżetowego nie wchodzi w rachubę. „W wyniku tego węgierski rząd sformułował antyunijną retorykę i suwerenistyczną strategię, nawet jeśli nie zostały one wówczas w pełni wyartykułowane” – wyjaśnia.

W kolejnych latach ostra narracja węgierskich władz w stosunku do UE nabierała na sile. „Wraz z dojściem Orbana do władzy w 2010 roku mamy ciągłe pogarszanie się relacji z UE” – podkreśla w rozmowie z PAP szef think tanku Policy Solutions Andras Biro-Nagy.

W ciągu prawie półtorej dekady rządów Orbana spory z Brukselą dotyczyły m.in. polityki migracyjnej, podejścia do Ukrainy, Rosji i Chin, a przede wszystkim rządów prawa, systemu sądownictwa i korupcji na Węgrzech.

W 2018 roku Parlament Europejski zdecydował o wszczęciu wobec Węgier procedury z art. 7 Traktatu UE wobec ryzyka poważnego naruszenia przez ten kraj unijnych wartości. Procedura ta w dalszych etapach umożliwia zawieszenie prawa państwa członkowskiego do głosowania w Radzie. W jej ramach doszło do przeprowadzenia kilku wysłuchań, lecz bez podjęcia dalszych decyzji.

PE wielokrotnie krytykował stan praworządności na Węgrzech, krytykując wciąż pogarszającą się sytuację. W ostatnim czasie instytucje unijne wraz z Komisją Wenecką, organem doradczy Rady Europy, skrytykowały przyjętą przez parlament w Budapeszcie ustawę o ochronie suwerenności, którą uznały za zagrożenie dla wolnej debaty w kraju.

Obecnymi polami sporu pomiędzy Budapesztem a Brukselą są m.in. kwestia paktu migracyjnego, krytykowanego przez Węgry, a także pomoc dla zmagającej się z rosyjską inwazją Ukrainy. Rząd Orbana do lutego blokował unijne wsparcie finansowe dla Kijowa wartości 50 mld euro i ustąpił dopiero pod pewnymi warunkami. Budapeszt krytykuje też rozpoczęcie przez UE negocjacji akcesyjnych z Ukrainą, choć ostatecznie nie zdecydował się na ich zawetowanie.

Według Biro-Nagya symbolem radykalizacji Fideszu w Europie było opuszczenie przez europosłów tego ugrupowania szeregów Europejskiej Partii Ludowej (EPL) w 2021 roku. „Fidesz coraz bardziej odchodził od zasad, które były akceptowane przez mainstreamową prawicę w polityce europejskiej” – mówi ekspert. „W chwili obecnej sojusznicy Orbana to głównie radykalna, eurosceptyczna prawica” – dodaje.

Polityka Orbana doprowadziła do wstrzymania wypłat środków unijnych dla Węgier, których gospodarka, notująca słabsze wyniki, potrzebuje.

„Bez członkostwa w UE Węgry byłyby znacznie biedniejszym i bardziej odizolowanym krajem” – zauważa Medve-Ballint. „Pomogły one dogonić gospodarczo rdzeń UE, choć nadal pozostajemy daleko w tyle za najbardziej rozwiniętymi państwami członkowskimi” – dodaje.

W połowie grudnia KE pozytywnie oceniła zmiany w węgierskim systemie sądownictwa, odmrażając 10,2 mld euro funduszy polityki spójności. Wciąż jednak zablokowanych jest około 20 mld euro z powodu m.in. obaw dotyczących korupcji, praw społeczności LGBTQ, wolności akademickiej i prawa do azylu.

Sam Orban stwierdził, że sprzeciw wobec imigracji i LGBTQ jest ważniejszy niż unijne fundusze, i że Budapeszt nie może być szantażowany w tych kwestiach.

„W ostatnich latach UE pokazała, że może skutecznie wpływać na zmiany na Węgrzech, nie na poziomie retorycznym, ale konkretnych gróźb” – twierdzi Biro-Nagy. Jako przykład podał wymuszenie zmian w systemie sądownictwa, które skutkowały grudniowym odmrożeniem części środków.

Najnowsze badania Eurobarometr pokazują, że 77 proc. Węgrów uważa członkostwo ich kraju w Unii Europejskiej za korzystne. Jednocześnie rząd Orbana, który cały czas cieszy się największym poparciem w społeczeństwie, od lat podtrzymuje ostrą krytykę Brukseli.

„Podobne sondaże nie są najlepszym środkiem, aby mierzyć podejście Węgrów do UE” – przestrzega Biro-Nagy. „Sama obecność w UE nie jest przez nikogo kwestionowana. Liczby nie będą jednak tak optymistyczne, jeśli spytać na przykład o konieczność dalszej integracji” – dodaje.

Jak zaznacza szef Policy Solutions, kwestia ewentualnego wyjścia z UE jest „czerwoną linią” dla wyborców Fideszu, dlatego Orban nie może pozwolić sobie na grę tą kartą. „Premier Węgier krytykuje UE, mówi o konieczności +okupacji Brukseli+, ale nigdy nie powiedział, że należy opuścić Wspólnotę” – zauważa.

Analitycy są zgodni, że konflikt na linii Budapeszt-Bruksela utrzyma się w przyszłości, a nawet może eskalować. Jak podkreśla Biro-Nagy, Orban nie ma możliwości budowania sojuszów na arenie europejskiej, więc jedyne, co mu pozostaje, to blokowanie poszczególnych rozwiązań.

„Jeśli wybory do PE nie zmienią znacząco jego składu zgodnie z oczekiwaniami Orbana, konflikt pomiędzy Węgrami a UE utrzyma się co najmniej do wyborów parlamentarnych na Węgrzech w 2026 roku” – ocenia Medve-Ballint.

Wybory europejskie odbędą się na Węgrzech 9 czerwca, równolegle z wyborami samorządowymi. Niecały miesiąc później, 1 lipca, Węgry obejmą przewodnictwo w Radzie Unii Europejskiej. W związku z polityką Orbana pojawiały się głosy za odebraniem Budapesztowi prezydencji, ale ostatecznie nie poszły za nimi żadne konkretne działania.

Z Budapesztu Marcin Furdyna (PAP)