Samo tłumaczenie tekstów związanych z rynkiem kapitałowym jest i było przyczyną wielu problemów i nieporozumień. Dane słowo, często niepozorne, może zostać przetłumaczone jako przychód lub jako dochód. Różnica pozornie niewielka. Ale w rzeczywistości tą różnicą są wszystkie koszty. Jeszcze większym problemem są bardziej złożone definicje wskaźników. Ale to oddzielny temat, nie będę nim państwa zanudzał.

Kiedy dowiedziałem się o analizie zasadniczej, pomyślałem, że tłumacz – jak my wszyscy wówczas – mało znał się na giełdzie i szukał innego określenia dla słowa „fondamentale”. Dlaczego? Bo poprawność polityczna spowodowała, że słowo „fundamentalny” uznał za niefortunne.

Poprawność polityczna ustąpiła polityce historycznej, ale ta została oparta na silnych polskich fundamentach. Ponieważ przymiotnik „fundamentalny” został już wykorzystany, proponuję wrócić do przymiotnika „zasadniczy”. Czyli zmieniam semantykę – i mam narzędzie do analizy zmian w wybranych spółkach. Nowa analiza to nowe wskaźniki. W analizie fundamentalnej stosowane są wskaźniki obrotowości, popularnie nazywane wskaźnikami obrotu lub rotacji. Część z nich dla lepszego zilustrowania zarządzania daną firmą jest obliczana w dniach.

A w analizie zasadniczej? Zamiast wskaźnika rotacji zapasów w dniach proponuję wskaźnik rotacji prezesów w dniach. Tu dygresja: może autorzy książek i podręczników ustalą jakąś wspólną wersję. Rotacja zapasów i zobowiązań jest przez część z nich definiowana i liczona na podstawie kosztów, a przez część na podstawie przychodów.

Rotacja prezesów w dniach wymaga prostego odejmowania. Ale po krótkiej analizie dojdziemy do wniosku, że ta metoda daje błędne wyniki. I do tego przyczynkarskie. Zilustruję to przykładem, który dotyczy liczenia czasu trwania kadencji tam, gdzie wymagana jest zgoda Komisji Nadzoru Finansowego. Ile trwała kadencja kogoś, kogo powołano, ale kto zrezygnował, nim otrzymał decyzję KNF? Jeszcze więcej problemów przyniesie próba wyliczenia takiego wskaźnika dla całego zarządu, a później dla rady nadzorczej.

Dlatego może warto wprowadzić wskaźnik syntetyczny określający łączną liczbę zmian w zarządzie danej spółki w ciągu ostatnich 12 miesięcy. A jeszcze dokładniej – niech wskaźniki będą oparte wyłącznie na liczbie powołań. Oczywiście do organów spółek. Czyli wskaźnik rośnie, gdy następuje zmiana na danym stanowisku lub gdy do danego organu zostanie powołany ktoś nowy (zwiększenie liczebności). Samo odwołanie lub rezygnacja nie powodowałyby wzrostu.

Podobnie jak w analizie fundamentalnej, wskaźniki powinny być wyliczane dla całej grupy kapitałowej. Czyli należy sumować liczbę powołań w zarządach i radach nadzorczych wszystkich spółek grupy kapitałowej. Ktoś zwróci uwagę, że wskaźnik będzie w niekorzystnym świetle ukazywał spółki o rozbudowanej strukturze – im większa liczba podmiotów w grupie oraz większa liczba członków zarządów i rad nadzorczych, tym będą miały one większą wartość. Taka osoba nie zasługuje na miano analityka zasadniczego. Nie po to stworzono tyle spółek i posad, żeby teraz na nich nie rotować.

Analiza zasadnicza może swoim zasięgiem objąć inne obszary rynku kapitałowego, np. analizę portfelową. Bardzo popularnym wskaźnikiem jest współczynnik beta. Określa on korelację pomiędzy zmianą cen akcji a zmianą indeksu giełdowego. Może warto obliczać współczynnik beta dla poszczególnych członków zarządu i rad nadzorczych. Jeżeli potrafimy obliczać wskaźniki beta dla prezesów, to może powinniśmy zacząć obliczać wskaźnik alfa. No nie, tu przesadziłem. Prezes alfa jest tylko jeden. ⒸⓅ