Wykres 1

Wykres 1

źródło: Materiały Prasowe

510 tysięcy złotych – tyle może pożyczyć na mieszkanie trzyosobowa rodzina, w której oboje dorośli pracują przynosząc do domu dwie „średnie krajowe”. To o 38,9 tysięcy wyższy wynik niż przed rokiem. Ten wzrost zawdzięczamy rosnącym przeciętnym dochodom Polaków.

Gdyby modelowa rodzina postanowiła wykorzystać do cna posiadaną zdolność kredytową, to mając 20-proc. wkład własny (127,5 tys. zł), chciałaby de facto wydać na mieszkanie kwotę 637,5 tys. zł. To wystarczyłoby na zakup całkiem pokaźnej nieruchomości. Nawet w najdroższym mieście wojewódzkim – Warszawie – wspomniana suma pozwoliłaby na zakup ponad 84-metrowego lokum. W miastach takich jak Gdańsk, Kraków, Gdynia, Wrocław czy Poznań byłoby to od 100 do bez mała 120 metrów. Gdyby tego było mało, ponad 150 metrów używanego „M” można za prawie 640 tysiąca kupić w Opolu, Białymstoku i Bydgoszczy. Rekordzistą niezmiennie jest Zielona Góra. Jako najtańsze miasto wojewódzkie pozwala zmienić niecałe 640 tysięcy na bez mała 190 metrów przeciętnego lokum.

Tabela 1

Tabela 1

źródło: Materiały Prasowe

Oczywiście powyższe szacunki są jedynie zabawą na liczbach i oparte są o wiele założeń. Do obliczeń przyjęto, że dwie osoby powinny otrzymywać „na rękę” kwotę 6088 zł (każdy z rodziców zarabia po średniej krajowej). Do tego szacunki zakładają, że modelowi kredytobiorcy mają dobrą historię kredytową i obecnie nie są zadłużeni. Rodzina skłonna jest też skorzystać z dwóch dodatkowych produktów - rachunku bankowego, na który będzie przelewane wynagrodzenie oraz karty płatniczej lub kredytowej. Kredytobiorcy wolą unikać ubezpieczeń czy programów regularnego oszczędzania. Zgodzą się na nie jedynie jeśli będzie to bezwzględnie opłacalne.

Na etapie podejmowania decyzji o zaciąganiu długu warto też pamiętać o tym, że rata kredytu może z czasem zacząć rosnąć. Warto też zachować pewną poduszkę płynnościową, aby uniknąć przerw w spłacania długu w przypadku chwilowej utraty źródła dochodów czy konieczności poniesienia dużych nieprzewidzianych wydatków.

Kredytowa hossa trwa

Dane rynkowe już od przynajmniej kilkunastu miesięcy świadczą o dobrych wynikach rynku hipotecznego. Sprzyjają temu rosnące wynagrodzenia Polaków (w 2017 roku były o 5,4% wyższe niż rok wcześniej) rosnące zatrudnienie i optymizm obywateli. Trudno się więc dziwić, że od stycznia 2017 roku nieprzerwanie rośnie popyt na kredyty mieszkaniowe.

Najnowszy – marcowy odczyt – indeksu BIK sugeruje 13-proc. wzrost. Wiązać należy go z większą liczbą osób ubiegających się o dług, ale też rosnącą przeciętną kwotą kredytu. Musimy przecież pożyczać więcej, skoro mieszkania zaczęły wyraźnie drożeć. Dane NBP mówią o tym, że w największych miastach za metr używanego lokum trzeba było pod koniec ubiegłego roku płacić prawie o 7% więcej niż rok wcześniej.

Wykres 2

Wykres 2

źródło: Materiały Prasowe

Pół miliona to niemal standard

Chcąc pożyczyć najwyższą możliwą kwotę modelowa rodzina powinna udać się do Eurobanku, BZ WBK lub BGŻ BNP Paribas. Te instytucje deklarują w badanym przypadku chęć pożyczenia ponad 530 tys. złotych. 9 na 14 ankietowanych instytucji skłonnych byłoby zaoferować dług ponad półmilionowy. Najniższą kwotę hipoteki proponuje Citi Handlowy (316 tysięcy złotych).

Tabela 2

Tabela 2

źródło: Materiały Prasowe

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance