Szef Facebooka Mark Zuckerberg wziął udział we wtorek w Parlamencie Europejskim w Brukseli w spotkaniu z szefem Parlamentu Antonio Tajanim i liderami grup politycznych, którzy zadawali mu pytania dotyczące funkcjonowania jego portalu społecznościowego. Wizyta Zuckerberga w Brukseli miała związek z skandalem wywołanym wyciekiem danych użytkowników platformy internetowej.

Podczas godzinnego spotkania, które transmitowano w sieci, Zuckerberg nie zdążył odpowiedzieć na wszystkie pytania parlamentarzystów, obiecał jednak wysłać odpowiedzi na piśmie. W czwartek PE opublikował ich treść.

W 5-stronicowym dokumencie szef Facebooka informuje m.in., że jego firma nie tworzy profili użytkowników internetu, którzy nie mają konta na Facebooku, może jednak poprzez reklamy zachęcić ich, by założyli konto na FB.

"Jeśli nie korzystasz z Facebooka, możesz poprosić o informacje, które przechowujemy na twój temat, robiąc to za pośrednictwem formularza w Centrum Pomocy Facebooka. Prosimy o określenie, jakich informacji oczekujesz, zanim udostępnimy jakiekolwiek. Nie tworzymy jednak profili użytkowników, którzy nie założyli konta na Facebooku" - napisano w dokumencie.

Na pytanie, czy koncern zamierza współpracować z europejskim organem antymonopolowym, pracownicy Facebooka odpowiadają, że są gotowi odpowiedzieć na wszelkie jego pytania.

Podkreślają też, że przykładowo w Niemczech prawie połowa użytkowników mediów społecznościowych wcale nie korzysta z Facebooka - zamiast tego korzysta z wielu innych aplikacji do przesyłania wiadomości, zdjęć i wideo, które pojawiły się w ciągu ostatnich kilku lat.

"Po stronie reklamowej Facebook ma tylko 6 proc. rynku o wartości 650 miliardów dolarów. Pojawia się wiele innowacji, które zazwyczaj nie występują na rynkach bez konkurencji. Istnieje także wiele korzyści dla konsumentów Messengera i WhatsApp dzięki temu, że te aplikacje są częścią Facebooka. Na przykład dzięki wspólnej pracy udało nam się znacznie poprawić bezpieczeństwo we wszystkich tych usługach" - zaznaczyli.

Na pytanie, czy istnieje dzisiaj alternatywa dla usług Facebooka w Europie, odpowiadają, że wiele. Przykładowo - jak piszą, - jeśli ktoś chce udostępniać w sieci zdjęcia lub filmy, może wybrać między Facebookiem, DailyMotion, Snapchatem, YouTube, Flickr, Twitterem, Vimeo, Google Photos i Pinterest.

Podobnie - jak podkreślają - jest dużo aplikacji, które służą do wysyłania wiadomości; wymieniają iMessage, Telegram, Skype, Line, Viber, WeChat, Snapchat i LinkedIn.

Facebook wskazuje też, że obecnie firmy mają więcej niż kiedykolwiek wcześniej opcji reklamowania się - od billboardów, drukowania i emisji, po platformy internetowe, takie jak Facebook, Spotify, Twitter, Google, YouTube, Amazon czy Snapchat.

Facebook odpowiada też na pytanie europosłów o to, czy płaci podatki tam, gdzie działa. "Tak. Płacimy wszystkie podatki wymagane przez prawo" - wskazują pracownicy korporacji.

Podkreślają też, że usuwają coraz więcej fałszywych kont. "W pierwszym kwartale 2018 roku wyłączyliśmy 583 miliony fałszywych kont i blokujemy miliony prób tworzenia fałszywych kont każdego dnia" - informują.

We wtorek w Parlamencie Europejskim w Brukseli szef Facebooka przyznał, że jego firma zrobiła za mało, by chronić użytkowników Facebooka. Oświadczył, że ponosi za to odpowiedzialność i że jest mu przykro. Zadeklarował jednocześnie, że będzie robił więcej, m.in. poprzez inwestycje, na rzecz lepszej ochrony danych użytkowników Facebooka.

Wizyta Zuckerberga w PE to pokłosie wycieku danych ponad 80 mln użytkowników serwisu do firmy Cambridge Analytica. Świadcząc usługi dla swoich klientów, wykorzystywała ona informacje pozyskane z Facebooka do profilowania użytkowników pod kątem preferencji wyborczych i wpływania na ich decyzje polityczne. Sprawa wywołała międzynarodowy skandal.

Przewodniczący europarlamentu Antonio Tajani ocenił w środę spotkanie z szefem Facebooka Markiem Zuckerbergiem jako sukces, wskazując m.in. na złożoną deklarację w sprawie ochrony danych osobowych Europejczyków. Liderzy grup politycznych PE uznali jednak, że Zuckerberg nie odpowiedział na większość pytań i nie zagwarantował, że dane Europejczyków będą właściwie chronione.

>>> Czytaj też: Amerykanie na tropie zmanipulowanych cen kryptowalut