Już za dwa miesiące przywódcy państw europejskich zjadą do Waszyngtonu. Okazja będzie wyjątkowa, bo szczyt z okazji 75. rocznicy powstania Sojuszu Północnoatlantyckiego. W lipcowym słońcu zobaczymy więc uściski w Białym Domu, usłyszymy zapewnienia Amerykanów o tym, że w chwili próby nasz kontynent będzie mógł na nich polegać. Pojawią się pełne pochwał słowa pod adresem Szwecji, dla której to będzie pierwszy szczyt w roli pełnoprawnego członka, oraz odchodzącego po 10 latach sekretarza generalnego Jensa Stoltenberga.
Dominować będą konsultacje w sprawie Ukrainy, ale czy dojdzie do jakiejkolwiek przełomowej decyzji – trudno w tej chwili spekulować. Pewne jest, że Europa przyjedzie do Waszyngtonu na wielkie konsultacje i transatlantyckie święto. Dla Amerykanów to wymarzona sytuacja: prezydent Joe Biden będzie miał sojuszników na wyciągnięcie ręki, nie trzeba będzie wydzwaniać po kolejnych stolicach.
Są dwie opowieści o tym, jak Amerykanie postrzegają Europę. Zacznijmy od tej pozytywnej.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zobacz
|
