Partia Pracy miała twardy orzech do zgryzienia – brytyjski dług publiczny przekracza obecnie 850 miliardów funtów, zaś w kończącym się 31 marca bieżącym roku finansowym deficyt budżetowy wyniósł 163 miliardy funtów, czyli w przeliczeniu na procent PKB jest na poziomie bankrutującej Grecji. Na radykalne zaciskanie pasa jednak nie może sobie pozwolić, bo wkrótce – prawdopodobnie 6 maja – czekają ją wybory parlamentarne. Laburzyści są o kilka punktów procentowych za Partią Konserwatywną, ale różnica na tyle się ostatnio zmniejszyła, że wynik jest sprawą otwartą.

Rozsądne uniki

Darling kilkakrotnie w swoim przemówieniu przekonywał, że prezentowany budżet jest rozsądny i realistyczny. Rzeczywiście, minister finansów – rozsądnie z politycznego punktu widzenia – unikał tematu cięć w wydatkach państwa.

Zamiast tego zapowiedział zniesienie tzw. opłaty stemplowej dla kupujących swój pierwszy dom, o ile jego cena nie przekracza 250 tys. funtów. Koszty zostaną przerzucone na nabywców nieruchomości powyżej miliona funtów – w tym przypadku opłata wzrośnie do 5 proc. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami od kwietnia wchodzi życie 50-proc. stawka podatkowa dla najlepiej zarabiających, natomiast stopniowo mają być znoszone ulgi dla osób, których roczne dochody przekraczają 100 tys. funtów.

Oszczędności? Po wyborach

Analityków niepokoi jednak, że są to zagrania obliczone na pozyskanie głosów, a nie zmniejszenie deficytu budżetowego. – Biorąc pod uwagę, że w ciągu kilku tygodni odbędą się wybory, wyraźnie jest to budżet polityczny. Nie wiadomo, w jaki sposób ma być zredukowany deficyt, a prognozy wzrostu są optymistyczne – mówi Reutersowi Richard Lambert, szef biznesowej organizacji CBI. – Rynki będą rozczarowane, że pieniądze uzyskane dzięki niższemu, niż oczekiwano, deficytowi w tym roku zostaną przeznaczone na nowe wydatki, a nie na faktyczne oszczędności – potwierdza David Kern, główny ekonomista Brytyjskiej Izby Handlowej. Bardziej zdecydowanej redukcji deficytu domagała się kilka dni temu nawet Komisja Europejska, której zdaniem obliczony na cztery lata plan doprowadzenia do dopuszczalnego poziomu 3 proc. PKB jest nierealistyczny.

To Brown hamuje wzrost

Darling przekonywał, że zbyt drastyczne cięcia mogą zdławić wzrost gospodarczy, który wciąż jest wątły. Brytyjska gospodarka skurczyła się wskutek recesji o 6 proc. i jako ostatnia z dużych krajów europejskich wyszła na plus. W tym roku wzrost gospodarczy ma wynieść 1 – 1,25 proc., a w przyszłym – 3 – 3,5 proc. – Zadaniem jest obniżenie zadłużenia w taki sposób, by nie ucierpiało ożywienie gospodarcze i podstawowe usługi, od których zależy los ludzi – wyjaśniał wczoraj w Izbie Gmin Darling.

Opozycja jednak nie zostawiła na nim – i na Gordonie Brownie – suchej nitki. – Największym ryzykiem dla ożywienia gospodarczego jest kolejne pięć lat tego premiera – mówił lider konserwatystów David Cameron. Zapowiedział on, że jeśli przejmie władzę, jego partia w ciągu 50 dni przedstawi awaryjny budżet, w którym wycofane zostanie wiele decyzji Darlinga. Ale konkretów, w jaki sposób ma zredukować deficyt, na razie też nie przedstawił.