W tym przypadku Waldemar Pawlak w piątek ujawnił na swojej stronie internetowej list, który jest de facto skierowaną do premiera i pozostałych ministrów skargą. Wicepremier rozprawia się w nim z wątpliwościami resortu spraw zagranicznych dotyczącymi umowy z Gazpromem. MSZ w sprawie się na razie nie wypowiada. Tłumaczy, że pismo resortu było zastrzeżone, i szykuje odpowiedź na list Pawlaka.

Co złego w umowie z Rosją widzi nasza dyplomacja? Według interpretacji MSZ umowa między Gazpromem a PGNiG daje Rosjanom wyłączność na korzystanie z przebiegającego przez terytorium Polski odcinka Gazociągu Jamalskiego, a to jest niezgodne z unijnymi wytycznymi dotyczącymi liberalizacji rynku gazowego i dostępu tzw. trzeciej strony (Third Party Access) do sieci przesyłowych. Kolejny zarzut: porozumienie dotyczące taryf także jest niezgodne z unijnymi regułami, bo narusza kompetencję regulatora – prezesa Urzędu Regulacji Energetyki. Trzecia wątpliwość dotyczy możliwej sprzeczności porozumienia, w tym poziomu dostaw, z unijnymi zasadami konkurencji.

MSZ przygotowało opinię na temat umowy z Gazpromem 9 marca. Jednak dopiero teraz Waldemar Pawlak zdecydował się upublicznić spór. Nie tylko podważył sens przygotowania stanowiska w tej sprawie przez dyplomację, ale na dodatek uznał wszelkie zastrzeżenia MSZ za bezzasadne. I wytknął resortowi Radosława Sikorskiego, że zgłasza stanowisko dopiero miesiąc po tym, jak rząd przyjął uchwałę w sprawie porozumienia z Rosją. „Zwracam uwagę, że przedstawiciel MSZ był członkiem zespołu negocjacyjnego i w razie wątpliwości co do zgodności negocjowanej umowy z prawem UE powinien na bieżąco zgłaszać ewentualne uwagi” – napisał wicepremier.

Pawlak podkreśla, że porozumienie nie przewiduje zarezerwowania 100 proc. przepustowości Gazociągu Jamalskiego dla Gazpromu. Podobnie podważa sensowność dwóch innych zarzutów: prezes URE będzie zatwierdzał taryfy na przesył gazu, a przepisy dotyczące zachowania konkurencji dotyczą firm, a nie państw.

Zresztą Waldemar Pawlak zdecydował się na ujawnienie pisma kilka dni po tym, jak unijny komisarz ds. energii Guenther Oettinger powiedział w Warszawie, że UE nie widzi przeszkód do podpisania polsko-rosyjskiej umowy gazowej.

Czy spór między resortami wpłynie wpłynie na los kontraktu gazowego?

Resort gospodarki zapewnia, że ani na dostawy gazu do Polski, ani na porozumienie gazowe cała sprawa nie będzie miała wpływu. – Obecnie oczekujemy na wyznaczenie terminu podpisania porozumienia ze strony rosyjskiej – mówi rzecznik resortu gospodarki Agnieszka Gapys. Jednak kiedy to się stanie, nadal nie wiadomo. Choć jeszcze niedawno resort gospodarki zapowiadał, że będzie to marzec, widać już, że to termin nierealny. A od tego terminu zależy też, kiedy wejdą w życie zmiany spowodowane umową między PGNiG i Gazpromem.

Polsko-rosyjskie porozumienie zakłada zwiększenia dostaw Gazpromu do 10,3 mld m sześc. rocznie. Kontrakt z gigantem ma obowiązywać do 2037 r. Do tego PGNiG i Gazprom porozumiały się w sprawie przesyłu gazu Gazociągiem Jamalskim i wyeliminowania z zarządzającego nim EuRoPol Gazu spółki Aleksandra Gudzowatego Gas-Tradingu.