Rząd w Tokio początkowo mówił, że odbudowa kraju po ostatnim trzęsieniu ziemi, tsunami i katastrofie elektrowni jądrowej Fukushima będzie kosztowała 300 mld dolarów. Dziś ta suma urosła ponad dwukrotnie. Dlatego władzom bardzo trudno będzie uniknąć dodatkowych zobowiązań. Tymczasem analitycy z agencji ratingowej Standard & Poor’s już wczoraj ostrzegli, że obniżą wycenę ryzyka kredytowego Japonii, jeśli rząd nie powstrzyma narastającego zadłużenia.

>>> Czytaj też: Odbudowa zniszczonej trzęsieniem ziemi Japoni może potrwać dekadę

Słabszy wzrost gospodarczy

Już w styczniu Standard & Poor’s obniżyła wycenę długu Japonii do AA-, o dwa szczeble poniżej najwyższej wyceny, jaką mają m.in. Niemcy i USA (AAA). Zmiana wyceny ryzyka inwestycyjnego jest dla Japonii wyjątkowo groźna. Jeśli z tego powodu inwestorzy nabiorą wątpliwości co do stabilności finansów publicznych, a rentowność obligacji wzrośnie, wówczas rząd może mieć trudności z obsługą swoich zobowiązań. Japonia ma bowiem największy dług publiczny na świecie, odpowiadający aż 225 proc. PKB.

>>> Czytaj też: Najbardziej zadłużone kraje świata - ranking państw z największym długiem publicznym

Eksperci wskazują na kilka czynników, które na razie zapewniają stabilność kraju. Przytłaczająca większość japońskich obligacji należy do krajowych inwestorów, którzy nie są skłonni ich odsprzedawać. Japonia posiada też drugie co do wielkości rezerwy walutowe (1,1 bln dolarów), które mogłaby w skrajnym przypadku odsprzedać, aby spłacić swój dług. Atutami kraju są też stała nadwyżka rachunku bieżącego i kolosalne (2,5 bln dolarów) aktywa japońskich firm za granicą.

Jednak analitycy S&P ostrzegają, że japoński dług doszedł do punktu, w którym dalszy wzrost zobowiązań może już wywołać panikę na rynkach. Tymczasem, zdaniem S&P, rządowi bardzo trudno będzie uniknąć zaciągania dalszych pożyczek. Wszystko przez skutki kataklizmu sprzed siedmiu tygodni, które w ocenie agencji będą o wiele większe, niż do tej pory prognozowały władze w Tokio. Koszty odbudowy mogą osiągnąć nawet 50 bln jenów (612 mld dolarów). Co gorsza, zdaniem amerykańskich analityków, tegoroczny wzrost japońskiej gospodarki spowolni do zaledwie 0,8 proc. To dodatkowo zwiększy deficyt budżetowy kraju z powodu mniejszych, niż się spodziewano, dochodów podatkowych.

Firmy liczą straty

Dane napływające w ostatnich dniach z największych japońskich koncernów potwierdzają pesymistyczną prognozę. Jeden z największych przewoźników lotniczych kraju All Nippon Airways ujawnił wczoraj, że z powodu mniejszego ruchu lotniczego w wyniku katastrofy poniósł już 19 mld jenów strat (ponad 232 mln dolarów). Koncern elektroniczny Sharp przyznał tego samego dnia, że powiązania produkcyjne zostały tak bardzo dotknięte, iż jeszcze przez kilka miesięcy nie będzie można ocenić, jak to się odbije na produkcji. Produkcja Toyoty w marcu była aż o 62 proc. niższa niż rok temu, a Nissana – o 53 proc. Dodatkowym problem jest załamanie (o 85 proc.) konsumpcji w marcu w stosunku do zeszłego roku.

– To jest największy spadek od 13 lat. Wobec tak wielkiej katastrofy Japończycy patrzą w przyszłość z coraz większymi obawami i wstrzymują się z większymi wydatkami – tłumaczy Masamichi Adachi, ekonomista banku inwestycyjnego JP Morgan Chase w Tokio.

Eksperci wskazują, że niektóre problemy japońskiej gospodarki są zbieżne z tymi, które przeżywają Grecja i Portugalia. Oba kraje nie są w stanie wygenerować szybszego wzrostu gospodarczego, przez co coraz bardziej zagłębiają się w długach. We wtorek grecki rząd przyznał, że mimo drakońskiego planu oszczędnościowego w 2010 roku deficyt budżetowy kraju wyniósł aż 10,6 proc. PKB, o przeszło 2 pkt proc. więcej, niż do tej pory prognozowano.