W 2011 r. rozstało się 17,3 tys. par żyjących ze sobą co najmniej 20 lat. Trzykrotnie więcej niż w 1990 r. – Wzorem krajów zachodnioeuropejskich stajemy się społeczeństwem, w którym zwiększa się społeczne przyzwolenie na rozwody w każdym wieku – ocenia dr Piotr Szukalski, socjolog z Uniwersytetu Łódzkiego.

>>> Czytaj więcej: Polska z nieprawego łoża: poza małżeństwem rodzi się już 20 proc. dzieci

W dwóch trzecich przypadków powództwo o rozwód wnoszą kobiety

Zdecydowanie zwiększa się liczba rozwodów wśród osób w średnim wieku i starszych. W 2011 r. rozpadło się ponad 17,3 tys. par ze stażem małżeńskim wynoszącym 20 i więcej lat. Trzykrotnie więcej niż w 1990 r.

Wzrost ten wynika ze zmiany obyczajów.

– Wzorem krajów zachodnioeuropejskich stajemy się społeczeństwem, w którym zwiększa się społeczne przyzwolenie na rozwody w każdym wieku – ocenia dr Piotr Szukalski, socjolog z Uniwersytetu Łódzkiego. Staliśmy się po prostu bardziej liberalni.

– Polak jest przekonany, że w każdym wieku można być szczęśliwym. Jeśli przeszkadza temu małżeństwo, to trzeba je rozwiązać – twierdzi dr Tomasz Grzyb, psycholog z wrocławskiej Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

Zastrzega jednak, że to pułapka. – Rozwód zawsze jest porażką, choć oczywiście jest to czasem wybór mniejszego zła – podkreśla Grzyb.

Wiele par rozstaje się dość późno ze względu na dzieci. Kiedy są już dorosłe, kluczowa wcześniej, spajająca małżeństwo przyczyna staje się nieaktualna. Wcześniej ze względu na dobro dzieci małżonkowie akceptują zdrady, alkoholizm partnera czy np. trudny charakter. W okresie oczekiwania aż dzieci pójdą w świat usamodzielniąjąc się wiele małżeństw trwa jedynie formalnie. – Pary wychodzą z założenia, że gdy dzieci dorosną, to rozwód krzywdy im nie zrobi – zauważa prof. Henryk Domański, socjolog z PAN.

Dodatkowo rozwój medycyny przyczynił się do wydłużenia życia i poprawienia sprawności fizycznej ludzi. Żyjemy dłużej, chcemy żyć lepiej.

Późni rozwodnicy zatem chcą czasem odmienić swoje życie w kolejnych 20–25 latach, które im pozostały. – Tym bardziej że dłużej nie potrzebują opieki partnera, mogą cieszyć się sprawnością – komentuje prof. Tomasz Szlendak, socjolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Z kolei dr Agata Zygmunt, demograf z Uniwersytetu Śląskiego, zwraca uwagę na aktywizację zawodową kobiet.

– Dawniej panie rzadziej podejmowały pracę zawodową. Były więc uzależnione finansowo od mężczyzn. To powstrzymywało je przed rozwodem – ocenia dr Zygmunt.

Obecnie takich barier na ogół nie ma.

– Kobiety są dziś także lepiej wykształcone od mężczyzn, bywa że lepiej zarabiają. Dlatego jeśli trzeba, śmielej pozbywają się „zbędnego balastu” – wyjaśnia prof. Szlendak.

W efekcie w ponad dwóch trzecich przypadków powództwo o rozwód wnoszą właśnie panie. – Ponadto dawniej na trwałość małżeństw większy niż obecnie wpływ miała religia. – Dziś przysięga składana przed Bogiem dla wielu osób nie jest już wiążąca na całe życie – twierdzi dr Zygmunt.

Z danych GUS wynika również, że tak jak w przypadku osób w średnim i starszym wieku, zdecydowanie zwiększyła się liczba rozwodów wśród osób z najmniejszym stażem – do czterech lat. W 2011 r. rozwiodło się 15,5 tys. takich par – o 52 proc. więcej niż w 1990 roku.