Europeista z Uniwersytetu Warszawskiego ocenił, że premier Aleksis Tsipras, ogłaszając referendum, postawił wszystko na jedną kartę. W opinii dr Wawrzyka jakiekolwiek rozmowy nie mają teraz racji bytu, bo Grecy nie mogą liczyć na żadne nowe propozycje od Unii, a Wspólnota może się powoływać na fakt, że to strona grecka zerwała negocjacje, ogłaszając referendum. "W efekcie powrót do rozmów może nastąpić dopiero po wyniku głosowania, niezależnie od tego, jaki on będzie" - dodał.

Rozmówca IAR zwrócił uwagę na twardą postawę premiera Tsiprasa. Jednak, w ocenie eksperta, biorąc pod uwagę stanowisko Unii, działania greckiego premiera będą raczej odstraszać wyborców w innych krajach od popierania eurosceptyków. Jak mówił dr Wawrzyk, przywódcy państw Wspólnoty zawsze będą mogli pokazywać przykład Grecji jako przykład tego, do czego prowadzą antyunijna retoryka i postępowanie. "Powiedzą - patrzcie, liczcie się z tym co was spotka, jeśli postawicie na tych, którzy nie chcą rozmawiać z Brukselą" - dodał ekspert.

Według dr Wawrzyka zamieszanie wokół możliwego Grexitu wcale nie jest klęską projektu euro, jakby chcieli eurosceptycy. Przypomniał, że Grecja właściwie nigdy nie powinna wejść do eurolandu, bo akces nastąpił po tym, jak Ateny przekazały Unii fałszywe dane na temat gospodarki. Europeista zaznaczył, że całe to zamieszanie jest lekcją na przyszłość, by dokładniej sprawdzać państwa, które chcą wejść do strefy euro. Zdaniem eksperta, należy też ulepszyć mechanizmy kontrolne, stosowane wobec krajów, które już przyjęły wspólną europejską walutę.

Dziś kończy się międzynarodowy program pomocowy dla Grecji. Jeśli tamtejszy rząd nie dojdzie do porozumienia z kredytodawcami, państwu grozi niewypłacalność.

>>> Czytaj też: Unijna propozycja ostatniej szansy. Warufakis: nie zapłacimy dziś raty