Gdzie tych problemów szukać? Weźmy przypadek Marysi. Pewnego letniego dnia jechaliśmy ze znajomą tramwajem 17 na Mokotów. Przy Centralnym wsiadła licealna koleżanka jej córki, Marysia. I skasowała bilet.

Po serdecznych powitaniach ze znajomą zaczęła się rozmowa, której byłem tylko świadkiem. Ujawnię, że Marysia studiowała na Akademii Sztuk Pięknych. Wiadomo, że ktoś, kto podejmuje takie studia, robi to na własne ryzyko. Tak też zrobiła Marysia. Zaryzykowała.

I już się wydawało, że obstawiła lepiej niż niejeden fundusz hedgingowy. Wkrótce po studiach wyjechała na staż do firmy designerskiej w Mediolanie. Była tam przez rok. Dużo pracowała i jak na młodą osobę zarabiała dość przyzwoicie. Postanowiła mimo to wrócić do Polski, choć od włoskiego pracodawcy usłyszała – możesz tu zostać. Gdy wróciła, też nie miała dużych kłopotów ze znalezieniem pracy.

Wprawdzie polski pracodawca od razu powiedział, że nie może zatrudnić jej na etat, gdyż do interesu nie może dokładać, bo niby skąd, ale nad umową o dzieło pomyślimy. Kiedy? Zobaczymy. Po dwóch miesiącach harówki – firma dostaje wciąż zlecenia, dzięki czemu Marysia ma pracy co niemiara – Marysia postanowiła wrócić do kwestii umowy. Poczekajmy jeszcze trochę – odpowiedział pracodawca.

I tak Marysia pracuje już pół roku. Za pół roku nie dostała jeszcze ani grosza. – Z czego ty żyjesz, Marysiu? – zapytała moja znajoma. – Z tego, co zarobiłam w Mediolanie – odpowiedziała Marysia. Jeszcze starcza. – Nie chcesz tam wrócić? – zdziwiła się znajoma. – Chyba wrócę – westchnęła Marysia.

Powie ktoś, że to przypadek ekstremalny. Otóż nie. Znam inne. Spora i znana (w pewnych kręgach) instytucja posunęła się jeszcze dalej niż pracodawca Marysi. Nie zatrudniała za darmo, ależ skąd. Jej menedżerom, nie mówiąc już o właścicielach, do głowy by nie przyszło wykorzystywanie młodych ludzi do darmowej pracy. Przeciwnie, przyjmowali stażystów na płatne staże. Na staże płatne... przez stażystów. Było to kilka lat temu i stawka wynosiła ponad dwa tysiące za miesiąc.

>>> Czytaj też: Frank to bańka i w końcu pęknie. Bank centralny bezsilny, frankowicze w kropce

Dlaczego stażyści mieli płacić firmie? Wytłumaczenie jest proste – za naukę. Ktoś, kto zaczyna po studiach pracę w korporacji, niewiele umie. To korporacja daje mu szansę na zdobycie praktycznych – i unikalnych – umiejętności. Za to powinien korporacji płacić. Logika takiej argumentacji jest nie do odparcia.

Mamy przecież wolny rynek i swobodę nawiązywania stosunków pracy. Nikt nikogo do niczego nie zmusza. Marysia nie musi pracować za darmo. Racja. Marysia może nie pracować za darmo. Oczywiście. W Mediolanie. Zauważmy tylko, że gdybyśmy chcieli ten przypadek uogólnić, moglibyśmy powiedzieć, że miejsca, gdzie szukać pracy powinni utalentowani młodzi Polacy, to Mediolan, Londyn lub Berlin. Oni zresztą sami to wiedzą. My nie wiemy jeszcze, jaką cenę zapłacimy za to w przyszłości.

Marysia nie jest typową prekariuszką. Jest ultraprekariuszką. Prekariusz to ktoś taki, kto żyje w poczuciu nieustannej niepewności i nieufności. Niepewności co do pracy, dochodów, możliwości uregulowania zobowiązań. Dlatego prekariusze starają się nie zaciągać zobowiązań, a dla banków są fatalnymi klientami. Prekariuszom ich sytuacja nie pozwala tworzyć długofalowych planów, gdyż ich własna przyszłość jest dla nich nieprzewidywalna. Nawet gdy udaje im się zarabiać, powstrzymują się z konsumpcją, nie mając najmniejszej pewności jutra. Są nieufni, gdyż są stale zwodzeni i oszukiwani, jak nasza Marysia.

Marysia, gdy wsiadła do tramwaju, skasowała bilet. Tylko dlatego, że starcza jej na bilet z pieniędzy zarobionych w Mediolanie. Inni prekariusze, którym na bilet nie starcza, nie kasują, albo – jak pisał Sławomir Mrożek – muszą pieszo. Pracodawcy nie zdają sobie sprawy, że im więcej oszukają Maryś, tym mniejszy będzie w gospodarce popyt. Niewykluczone, że chory rynek pracy to najgroźniejszy mechanizm prowadzący do trwałej recesji.

Groźbę tę dostrzegły już liczne rządy, a także Rada UE, która w corocznych zaleceniach reform dla Polski na 2015 r. stwierdza: „Odsetek osób zatrudnionych na podstawie umów czasowych jest najwyższy w Unii, odsetek osób przechodzących od zatrudnienia na podstawie umów czasowych do stałego zatrudnienia jest niski, a dysproporcje płacowe są najwyższe w Unii”.

Cieszmy się więc ze spadku bezrobocia. Marysia też nie może narzekać, że nie ma pracy.