Propaganda Władimira Putina, skierowana do odbiorców poza Rosją, najwyraźniej nie działa. Tak samo zresztą, jak wysiłki innych krajów Zachodu w samej Rosji. Potwierdza to nowy raport Pew Research Center.

Pew zbadał opinię publiczną na podstawie 45 435 respondentów w 40 krajach pomiędzy marcem a majem 2015. Prawie wszędzie na świecie, ankietowani wyrażali nieprzychylną opinię na temat Rosji.

Europejczycy, których Kreml chciał do siebie przekonać, często są nawet bardziej negatywnie nastawieni wobec Rosji niż sami Amerykanie. I nie chodzi tu o Polaków, którzy są szczególnie wrażliwi na wydarzenia na Ukrainie, ale o Niemców i Francuzów, którzy wcześniej byli prorosyjscy.

Rosja ma kilkoro przyjaciół na Bliskim Wschodzie i w Ameryce Łacińskiej. Większość Turków nie lubi Rosji pomimo, że ciepłych stosunków łączących prezydenta tego kraju Recepa Tayyipa Erdogana z Putinem. Podobnie jest w przypadku Wenezueli – nie ma tam rusofilów, pomimo, że Caracas trzyma się razem z Moskwą antyamerykańskiego konsensusu. Opinia publiczna w Jordanii ma najwyraźniej niewiele cierpliwości wobec rosyjskiego wsparcia dla syryjskiego dyktatora Bashara al-Assada, którego skąpany w wojnie kraj produkuje na masową skalę politycznych uchodźców.

Stosunkowo dobre notowania Moskwy w Azji i Afryce wynikają prawdopodobnie w pewniej mierze z dziedzictwa Związku Radzieckiego i jego aktywności w tym regionie w czasie zimnej wojny. Gdzie indziej postawy wobec Rosji stawały się coraz bardziej negatywne w ostatnich latach. Pogorszenie to można było zaobserwować nawet jeszcze przed rosyjską inwazją na Krym. W 2011 roku aż 49 proc. Amerykanów było przychylnych Rosji. Dziś jest to tylko 22 proc.

Sam Putin jest postrzegany przez światową opinię publiczną jeszcze gorzej niż jego kraj. Według sondażu Pew, zaufanie do prezydenta Rosji jest najwyższe w Afryce (32 proc.), a najniższe w Europie (15 proc.). Negatywny stosunek do Putina w wielu krajach przekracza 75 proc. W oczach opinii publicznej jest on niewątpliwym złoczyńcą. Amerykański prezydent Barack Obama bije go na głowę wszędzie – nawet na Bliskim Wschodzie – gdzie Obama jest najmniej popularny.

W lutym amerykański sekretarz stanu John Kerry powiedział w senackiej podkomisji, że „Rosja zaangażowała się w okres najbardziej jawnej i szerokiej propagandy na skalę, jakiej nie widziałem od czasu najgorszych okresów zimnej wojny”. Kerry dodał także, że wysiłek propagandowy przynosi skutki, bo nikt tego nie zwalcza. Z kolei deputowany Ed Royce podczas posiedzenia komisji spraw zagranicznych stwierdził, że „Rosja wydaje ponad pół miliarda dolarów na propagandę za pośrednictwem kanału telewizyjnego Russia Today (RT)”.
Pomimo, że kremlowska telewizja propagandowa przyznaje się do wydawania połowy tej kwoty, to całkowity budżet na propagandę, łącznie z takimi organizacjami, jak Agencja Informacyjna Russia Today czy Federalna Agencja ds. Wspólnoty Niepodległych Państw, Rodaków Mieszkających za Granicą i Międzynarodowej Współpracy Humanitarnej, jest faktycznie zbliżony do liczb, jakie podaje Ed Royce.

Jeśli wyniki sondaży Pew cokolwiek oznaczają, to ponad pół miliard dolarów rocznie trafia w błoto. Wysiłki propagandowe Rosji są skoncentrowane na Europie i na USA, a właśnie w tych regionach notowania Rosji i Putina spadły najbardziej. Jeśli propaganda działa w społecznościach z dużym udziałem ludności rosyjskojęzycznej, takich jak Izrael czy Niemcy, to dane tego potwierdzają.

Miejscem, gdzie Putin wygrywa swoją wojnę propagandową, jest Rosja, gdzie skądinąd rosyjski prezydent wydaje jeszcze większe pieniądze na to, aby kontrolować media. Rosyjskie media mają otrzymać 72,1 mln rubli (1,1 mld dol.) z federalnego budżetu jeszcze w tym roku. To jeden z powodów, dla którego tak wielu Rosjan wierzy, że to Ukraina, albo nawet USA, zestrzeliły malezyjski samolot nad wschodnią Ukrainą, albo nawet w to, Rosja walczy z globalną konspiracją w skali świata.

Kerry i jego podwładni powoływali się na te fakty po to, aby zwiększyć finansowanie na walkę z rosyjską propagandą. W Europie także istnieją niewyraźne plany walki z rosyjską dezinformacją. Rosyjski celebryta Piotr Pomerancew, który napisał książkę o machinie rosyjskiej propagandy, nieustannie nawołuje do wali o „serca i dusze” szczególnie tych, którzy zamieszkują obszary byłego Związku Radzieckiego. Wiele z tych osób wciąż ogląda rosyjskie telewizje. „Wysokiej jakości telewizyjne show nie są tanie” – napisał Pomerancew kilka dni temu na łamach „Financial Timesa”. „Kanał taki jak BBC Russia kosztowałby więcej niż 20 mln euro rocznie. To może wydawać się dużą kwotą, ale porównajmy to z kosztem jednego Eurofightera, który wynosi 90 mln euro”.

Amerykańska Broadcasting Board of Governors przeznaczy w tym roku na programy rosyjskojęzyczne 23 mln dol. Wątpię, aby ta inwestycja zaowocowała. Z jednego powodu – finansowane przez Zachód media w Rosji są tak samo słabe, jak Russia Today na Zachodzie. Stworzenie machiny zdolnej do skutecznej walki z medialnym praniem mózgów w wydaniu Kremla byłoby niezwykle kosztowne.

Nawet jeśli pojawiłaby się taka wola, aby wydać duże pieniądze na ten cel, istniałaby jeszcze jedna przeszkoda. Postawy Rosjan wobec krajów Zachodu stały się negatywne w jeszcze większym stopniu niż postawy Zachodu wobec Rosji. W 2013 roku 51 proc. Rosjan postrzegało USA w przychylny sposób. Dziś udział ten wynosi zaledwie 15 proc. W 2011 roku 78 proc. Rosjan w pozytywny sposób postrzegało Niemcy. Wskaźnik ten spadł do poziomu 35 proc.

W takich warunkach nie ma szans na to, aby jakiekolwiek finansowane z Zachodu media mogły przełamać opór Rosjan. Każde tego typu przedsięwzięcie byłoby traktowane przez Rosjan jako obcy atak na ojczyznę prezydenta Putina. Biorąc pod uwagę fakt, że wiele antypropagandowych pomysłów jest dziś dyskutowane na Zachodzie, a dyskusje te są słyszalne w Rosji, nie ma mowy, aby większość Rosjan chciała słuchać zachodnich mediów. A mówienie tylko do antyputinowskiej mniejszości byłoby wołaniem na puszczy.

Sondaże Pew pokazują, jak skutecznie Putin wyizolował swój kraj i zbudował charakterystyczną mentalność wśród Rosjan. Jego próby polepszenia swojego wizerunku za granicą przyniosły ostatecznie taki sam efekt. Rosja została wyizolowana.

>>> Czytaj też: Koniec sporu o Mistrale. Rosja i Francja się porozumiały