Coraz więcej uwagi inwestorów skupia się na nadchodzącej batalii o członkostwo Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej.

Grupa UBS, Citigroup czy Morgan Stanley to jedne z wielu banków, które doradzają swoim klientom śledzenie debaty nad tzw. Brexitem. Tymczasem poparcie Brytyjczyków dla pozostania ich kraju we Wspólnocie zmniejsza się. Termin referendum nie został jeszcze wyznaczony, dla premier David Cameron obiecał przeprowadzenie głosowania do końca 2017 roku.

Citigroup zwiększył w ostatnim miesiącu prawdopodobieństwo wyjścia Londynu z Unii do 30 proc. Nomura szacuje je na 25 proc., zaś francuski Societe Generale aż na 45 proc. Morgan Stanley z kolei napisał w oświadczeniu, że ryzyko opuszczenia Unii przez Wielką Brytanię nie jest wyceniane odpowiednio wysoko przez brytyjski rynek.

„Ludzie już dziś powinni mieć świadomość w tej kwestii. Bez względu na pogląd na Unię Europejską, jeśli prawdopodobieństwo rozwodu Londynu z Brukselą wrośnie, to wzrośnie również zmienność na rynku” – komentuje David Tinsley, ekonomista z UBS.

Z pewnością postawy antyunijne będą szeroko prezentowane podczas mającej się odbyć w tym tygodniu konwencji Partii Konserwatywnej w Manchesterze. Europejski kryzys migracyjny jest dodatkową pożywką dla antyeuropejskich nastrojów.

„Moment, w którym rynki zaczną zwracać uwagę na ryzyka związane z wyjściem Wielkiej Brytanii z UE nadejdzie. Głosowanie za wyjściem mogłoby bowiem zagrozić politycznej i gospodarczej stabilności Wielkiej Brytanii” – komentuje Michael Saunders, główny ekonomista Citigroup na Europę.

Potencjalne wyjście kraju z UE w największym stopniu mogłoby wpłynąć negatywnie na firmy zajmujące się finansami i nieruchomościami. Dla Kita Juckesa, stratega z Societe Generale, Brexit należy do „dużych, brzydkich” czynników, które mogą doprowadzić do osłabienia funta.

„Coraz więcej klientów wyraża obawy w związku z potencjalnym Brexitem. To będzie istotny czynnik, który wprowadzi dużo niepewności na brytyjski rynek” – komentuje Ian Harnett z Absolute Strategy Research.
Wyjście Wielkiej Brytanii z UE mogłoby wpłynąć negatywnie na dostęp brytyjskich firm do 500-mln rynku Unii Europejskiej, tymczasem to właśnie kraje Unii przyjęły od Wielkiej Brytanii w ubiegłym roku połowę jej eksportu.

Zwolennicy wyjścia kraju z Unii odpowiadają jednak, że Londyn mógłby dzięki temu wynegocjować nowe porozumienia, a brytyjskie firmy zyskałyby większą swobodę działania poza gąszczem europejskich przepisów.
Walka na argumenty jest coraz ostrzejsza, a sondaże przechylają się na korzyść zwolenników rozwodu Londynu z Brukselą. Według opublikowanego w ubiegłym tygodni sondażu YouGov 40 proc. badanych chce opuszczenia przez kraj Unii, zaś 38 proc. opowiedziało się przeciw takiemu rozwiązaniu.

Choć Cameron dał sobie czas, aby przeprowadzić referendum do końca 2017 roku, to wielu przedsiębiorców nawołuje do jak najszybszego głosowania. Wcześniejsze głosowanie oznaczałoby krótszy okres niepewności, która ma negatywny wpływ na brytyjski rynek.

Kwestia referendum ożywia stare spory w łonie rządzącej Partii Konserwatywnej. Były Kanclerz Skarbu Nigel Lawson powiedział w ubiegłym tygodniu, że będzie prowadził kampanię na rzecz wyjścia jego kraju z UE, gdyż obecny rząd nie zdoła przeprowadzić niezbędnych reform i wynegocjować dla Wielkiej Brytanii korzystnych zmian w traktatach.

Według opublikowanego w ubiegły piątek raportu think tanku Open Europe, spośród 330 parlamentarzystów Partii Konserwatywnej, 69 chce wesprzeć kampanię na rzecz wyjścia kraju z UE, 203 dałoby się do tego przekonać, a tylko 58 zapewniło, że będzie działało na rzecz pozostania kraju we Wspólnocie.

O ile stanowisko drugiej największej partii w Wielkiej Brytanii – Partii Pracy – jeszcze do niedawna opierało się na poparciu dla pozostania w UE, to od czasu objęcia rządów w tej formacji przez eurosceptycznego Jeremy’ego Corbyna, nie jest już tak oczywiste.

Bez względu na stanowisko wobec członkostwa Wielkiej Brytanii w UE, jedno można przewidzieć – niepewność związana z dyskusją i referendum w tej sprawie będzie się przekładała na decyzje inwestycyjne i przepływu kapitałowe na Wyspach.

>>> Czytaj też: Czy Wielkiej Brytanii opłaca się wychodzić z UE? Oto możliwe scenariusze