To Państwo Islamskie najprawdopodobniej stoi za sobotnim zamachem w Ankarze. Tak mówi premier Turcji. W podwójnej eksplozji zginęło 97 osób, choć Kurdowie twierdzą, że liczba ofiar mogła wynieść nawet 128 osób. Nikt na razie nie przyznał się do ataku.

Premier Turcji Ahmed Davutoglu mówił w jednej ze stacji telewizyjnych, że w kręgu zainteresowania służb są trzy grupy: kurdyjscy bojownicy, ugrupowania lewicowe oraz Państwo Islamskie. „Te trzy organizacje są potencjalnie podejrzane, ale kiedy spojrzymy na to, w jaki sposób przeprowadzono atak, to głównym podejrzanym jest Państwo Islamskie” - mówił Davutoglu.

Tureckie służby prowadzą w tej chwili identyfikację zwłok obu zamachowców. Według oficjalnych, rządowych źródeł, najprawdopodobniej obaj napastnicy są samobójcami. Jak dotąd, nikt nie przyznał się do przeprowadzenia ataków.
Do eksplozji doszło w miejscu, w którym wkrótce później miał rozpocząć się prokurdyjski antywojenny wiec. Kurdowie, którzy mają duże szanse na dobry wynik w nadchodzących wyborach, oskarżyli rząd o podżeganie do ataku. W kilku miastach doszło już do antyrządowych manifestacji. Turcy obwiniają bowiem władze o to, że nie były one w stanie zapobiec tragedii.

Poniedziałek to także dzień pogrzebów większości ofiar podwójnej eksplozji w Ankarze.

>>> Czytaj też: Rosjanie przyznają: nasz kraj znalazł się w długotrwałej zapaści gospodarczej