Unijny rejestr Cyfrowego Paszportu Produktu (Digital Product Passport, DPP) już działa. Rozwiązanie ma umożliwić gromadzenie i udostępnianie cyfrowych informacji o produktach, m.in. dotyczących ich materiałów, pochodzenia, trwałości, naprawy czy możliwości recyklingu. DPP będzie jednak wprowadzany stopniowo dla kolejnych grup produktów, a pierwszym dużym obowiązkowym zastosowaniem będą określone kategorie baterii od 18 lutego 2027 r. Co cyfrowy paszport zmieni dla konsumentów, jakie informacje znajdą się pod kodem i czy firmy są przygotowane na nowe wymagania? O tym rozmawiamy z Michałem Żelichowskim, ekspertem PSI Polska.
Cyfrowy paszport już działa
Forsal: Unijny rejestr cyfrowych paszportów produktów już ruszył. Co ta zmiana oznacza dla zwykłego konsumenta i kiedy faktycznie zobaczymy pierwsze paszporty przy kupowanych produktach?
Michał Żelichowski (MŻ): Uruchomienie rejestru jest ważnym krokiem, ale nie oznacza, że od razu przy większości produktów zobaczymy kod QR z kompletem informacji. DPP będzie wdrażany stopniowo dla kolejnych grup produktów. Pierwszym dużym obowiązkowym zastosowaniem będą baterie – od 18 lutego 2027 roku dla określonych kategorii.
Dla konsumenta najważniejsza zmiana będzie polegała na tym, że informacje, które dziś są często rozproszone albo trudne do uzyskania, będą dostępne cyfrowo. Z czasem łatwiej będzie więc sprawdzić nie tylko podstawowe parametry produktu, ale również informacje dotyczące jego trwałości, naprawy czy zagospodarowania po zakończeniu użytkowania.
Nie każdy produkt będzie taki sam
Czy w przyszłości przed zakupem telefonu, pralki, mebla czy ubrania będziemy mogli zeskanować kod i sprawdzić, z czego produkt został wykonany, skąd pochodzą jego komponenty, czy można go naprawić i jak wygląda jego ślad środowiskowy?
MŻ: Taki jest kierunek, ale DPP nie będzie uniwersalną kartą zawierającą zawsze wszystkie możliwe informacje. Zakres danych będzie zależał od konkretnej kategorii produktu i wymagań prawnych.
Możemy natomiast oczekiwać, że coraz więcej informacji dotyczących materiałów, pochodzenia, trwałości, naprawialności czy recyklingu będzie dostępnych cyfrowo. Ważniejsze od samego kodu będzie jednak to, co znajduje się pod nim. Żeby podać wiarygodną informację o produkcie, producent musi wcześniej mieć wiarygodne dane dotyczące jego powstania. To oznacza konieczność lepszego zarządzania informacją w całym łańcuchu produkcyjnym i dostaw.
Baterie pierwszym testem
Pierwszym dużym testem będą baterie – od 18 lutego 2027 r. cyfrowy paszport będzie wymagany m.in. dla baterii samochodów elektrycznych oraz określonych baterii przemysłowych. Co konkretnie zmieni się wtedy dla właściciela samochodu elektrycznego albo osoby korzystającej z magazynu energii?
MŻ: Najważniejszą zmianą będzie dostęp do uporządkowanych informacji o samej baterii. Paszport będzie zawierał m.in. dane techniczne oraz informacje dotyczące wydajności i trwałości, a także dane istotne z punktu widzenia naprawy, ponownego wykorzystania i recyklingu.
W praktyce może to ułatwić ocenę stanu baterii i jej dalszej wartości. Jest to szczególnie istotne w przypadku samochodów elektrycznych, gdzie stan baterii ma bezpośrednie przełożenie na wartość całego pojazdu. W dłuższej perspektywie podobne znaczenie może mieć to dla magazynów energii – zwłaszcza w kontekście serwisowania, ponownego wykorzystania czy zagospodarowania baterii po zakończeniu pierwszego cyklu życia.
Czy DPP pomoże w zakupach?
Czy cyfrowy paszport rzeczywiście pomoże konsumentom kupować lepsze i trwalsze produkty, czy istnieje ryzyko, że dostaniemy po prostu kolejną porcję informacji, których przeciętny klient nie będzie w stanie porównać?
MŻ: To jedno z największych wyzwań DPP. Samo zgromadzenie danych nie oznacza jeszcze, że konsument podejmie lepszą decyzję.
Jeżeli po zeskanowaniu kodu dostaniemy kilkadziesiąt parametrów, których nie można ze sobą porównać, DPP stanie się po prostu kolejną bazą danych. Kluczowe będą więc standaryzacja, wiarygodność i sposób prezentacji informacji. To zresztą dobrze pokazuje szerszą zasadę cyfryzacji (produkcji): samo posiadanie danych nie daje przewagi. Wartość pojawia się dopiero wtedy, gdy dane pozwalają podejmować lepsze decyzje.
Kto zapłaci za DPP?
Czy DPP może wpłynąć na ceny produktów? Kto ostatecznie zapłaci za zebranie danych, systemy IT, ich aktualizowanie i obsługę paszportów – producent czy konsument?
MŻ: Wdrożenie DPP niewątpliwie oznacza dodatkowe koszty. Trzeba zebrać dane, uporządkować je, zintegrować systemy IT i zapewnić ich aktualność. Część tych kosztów może oczywiście w ostatecznym rozrachunku znaleźć odzwierciedlenie w cenie produktu. Patrzyłbym jednak na tę inwestycję szerzej. Jeżeli firma ma już MES z pełnym traceability, dane dotyczące przebiegu produkcji, wykorzystanych materiałów czy komponentów są w dużej części naturalnym efektem funkcjonowania systemu. Wtedy DPP nie wymaga budowania całego procesu od zera.
Inaczej wygląda sytuacja przedsiębiorstwa, które nadal raportuje produkcję ręcznie lub papierowo. W takim przypadku cyfryzacja będzie wymagała większych nakładów. Dlatego nie traktowałbym wdrożenia DPP jako inwestycji wyłącznie w spełnienie obowiązku regulacyjnego. Znacznie większy sens ma cyfryzacja samego procesu produkcyjnego, a DPP jest jednym z efektów wykorzystania zgromadzonych danych.
Firmy muszą zacząć się przygotowywać
Tylko 19 proc. firm badanych przez KPMG deklaruje, że jest dobrze przygotowanych do wdrożenia DPP. Czy przedsiębiorcy mają jeszcze czas na przygotowania, czy część z nich może nie zdążyć?
MŻ: Czas formalnie jeszcze jest, ale dla części firm nie jest go dużo. Największym problemem nie będzie samo stworzenie cyfrowego paszportu. Problemem będzie odpowiedź na pytanie: czy firma ma wiarygodne dane, które powinna do tego paszportu wprowadzić?
Firmy posiadające MES i pełne traceability są w znacznie lepszej sytuacji. Jeżeli system rejestruje przebieg produkcji, wykorzystane materiały, komponenty, partie czy parametry procesu, dane potrzebne do DPP są już częścią funkcjonującego systemu informacyjnego.
Natomiast przedsiębiorstwa, które nadal opierają się na papierowych kartach produkcyjnych czy ręcznym raportowaniu, mają przed sobą znacznie większą pracę. I tu widzę ważną korzyść z przygotowania się do DPP. Inwestycja w MES nie powinna być uzasadniana samym DPP. Cyfrowe rejestrowanie procesu pozwala przede wszystkim zobaczyć, co rzeczywiście dzieje się na produkcji – gdzie powstają straty, przestoje, problemy jakościowe czy odchylenia od założonego procesu. To są informacje potrzebne do podejmowania decyzji o realnych usprawnieniach.
Potrzebne są dane od dostawców
Jednym z największych problemów okazuje się zebranie wiarygodnych informacji od dostawców. Czy cyfrowy paszport może sprawić, że producent będzie musiał ujawnić znacznie więcej informacji o tym, skąd naprawdę pochodzi produkt i jego komponenty?
MŻ: Tak, DPP zwiększy presję na przejrzystość łańcucha dostaw. Nie oznacza to jednak automatycznie ujawnienia całego know-how przedsiębiorstwa. Zakres wymaganych informacji będzie określany dla poszczególnych grup produktów.
Z punktu widzenia producenta ważniejsze jest coś innego. Musi on być w stanie powiązać informacje od dostawców z konkretnym produktem lub partią produkcyjną. I tutaj ponownie pojawia się traceability. Jeżeli producent ma cyfrową historię produkcji, może powiązać konkretną partię produktu z wykorzystanymi materiałami, komponentami, operacjami czy dostawcami. Jeżeli takich danych nie ma, sam DPP tego problemu nie rozwiąże.
Dlatego cyfrowy paszport można traktować jako końcowy element znacznie większego łańcucha informacji. Żeby wiarygodnie pokazać dane na końcu, trzeba je dobrze zbierać już na początku.
DPP to więcej niż kod QR
Czy za kilka lat cyfrowy paszport będzie dla konsumenta czymś tak oczywistym jak etykieta produktu, czy raczej pozostanie narzędziem wykorzystywanym głównie przez producentów, serwisy, recyklerów i organy kontrolne?
Myślę, że będzie jednym i drugim. Konsument prawdopodobnie zobaczy prosty kod i najważniejsze informacje. Natomiast w tle będzie funkcjonował znacznie bardziej rozbudowany system wykorzystywany przez producentów, serwisy, recyklerów i organy kontrolne.
Właśnie ta druga warstwa może być najważniejsza. DPP nie powinien być traktowany wyłącznie jako cyfrowa etykieta. Jego wartość pojawi się wtedy, gdy informacja będzie towarzyszyła produktowi przez cały jego cykl życia – od produkcji, przez użytkowanie i serwis, aż po ponowne wykorzystanie lub recykling.
Dlatego z perspektywy producenta najważniejsze pytanie nie powinno brzmieć: „Jak wdrożyć DPP?”, ale raczej: „Jak cyfrowo rejestrować i wykorzystywać informacje o produkcie i procesie jego powstawania?”. Jeżeli firma dobrze odpowie na to drugie pytanie, DPP będzie już znacznie prostszym elementem całego rozwiązania.
Michał Żelichowski - manager z ponad 20-letnim doświadczeniem w obszarze zaawansowanych systemów informatycznych do zarządzania produkcją, wspierających filozofię Lean Management z wykorzystaniem rozwiązań klasy APS, MES oraz IoT/SCADA. Obecnie pełni funkcję Dyrektora ds. Rozwoju Biznesu i Zarządzania Produktami w obszarze rozwiązań dla produkcji w firmie PSI Polska.
Doktor nauk społecznych w dyscyplinie nauk o bezpieczeństwie, absolwentka Wojskowej Akademii Technicznej. Stopień doktora uzyskała na podstawie rozprawy pt. "Koncepcja systemu bezpieczeństwa socjalnego Polski z uwzględnieniem zjawiska prekariatu", poświęconej wyzwaniom współczesnej polityki społecznej i rynku pracy. Specjalizuje się w zagadnieniach dotyczących polityki rodzinnej, rynku pracy oraz systemu zabezpieczenia społecznego.
