Grzegorz Cieślak, ekspert Centrum Badań nad Ryzykami Społecznymi i Gospodarczymi Collegium Civitas i doradca warszawskiego Ratusza ds. sytuacji kryzysowych, w rozmowie z PAP przyznał, że w warunkach miejskich realizacja tego zalecenia może być trudna. – Kominek w blokach jest niedostępny. Oczywiście nierealne jest też wstawienie „kozy” na 10. piętrze – ocenił.
Problem dotyczy nie tylko mieszkańców bloków. Według Głównego Urzędu Statystycznego w 2024 r. ponad 44 proc. gospodarstw domowych korzystało z ciepła sieciowego, a 20,7 proc. z gazu ziemnego. Jeśli weźmiemy pod uwagę tylko zabudowę jednorodzinną, to – jak wynika z danych Instytutu Ekonomii Środowiska z 2025 r. – 45 proc. gospodarstw wciąż ogrzewanych jest kotłami lub piecami na węgiel albo drewno. Oznacza to, że także w domach jednorodzinnych spora część mieszkańców może mieć problem z ogrzewaniem w przypadku przerwy w dostawach energii.
Brak prądu i ogrzewania w domu. Co może się wydarzyć?
Ekspert zwrócił uwagę, że w dużych miastach, żeby zabrakło w domach ogrzewania, nie musi dojść do awarii sieci ciepłowniczej. – Nie trzeba atakować elektrociepłowni, żeby wyłączyć nam ogrzewanie. Jeżeli zabraknie prądu, to automatycznie będziemy mieli problemy z dostarczaniem wody i z ogrzewaniem. Duże aglomeracje są bardziej podatne na ten typ katastrofy humanitarnej – wskazał.
Jak podkreślił Cieślak, prądu nie musi nam wyłączyć przeciwnik. W razie zagrożenia napadem powietrznym, np. jeżeli nad Polskę zostanie skierowana duża liczba dronów albo rakiet i powstanie ryzyko zerwania sieci trakcyjnych, to żeby uniknąć przepalenia kolejnych transformatorów, państwo polskie samo czasowo wyłączy duże sieci.
Rozmówca PAP uczulił, że zalecenia „Poradnika bezpieczeństwa” nie należy zawężać do zapewnienia sobie źródła ogrzewania, które nie wymaga zasilania. – Zastanówmy się nad tym, czy w przypadku braku prądu, wody i ogrzewania, jesteśmy w stanie się dogrzać przez czas niezbędny władzom, na przykład samorządowym, do przywrócenia działania tej sieci – poradził.
Jak wskazał, w takiej sytuacji należy sprawdzić szczelność okien i dodatkowo zakleić je folią NRC. Zastrzegł jednak, że może się zdarzyć, że okna zostaną uszkodzone, np. przez falę uderzeniową zdolną wybić szyby w budynkach oddalonych nawet o kilometr od źródła eksplozji. Dlatego – jak podkreślił – nie ma tu jednego scenariusza postępowania. – Znane są przypadki, gdy mieszkańcy zalanego przez powódź domu narażali się na hipotermię, bo otwierali okna, żeby wietrzyć pomieszczenia, przez co wychładzali je jeszcze bardziej – przywołał przykład.
Jak ogrzać mieszkanie bez prądu? Ekspert wskazuje rozwiązania
Zapytany o to, jakie możemy zastosować źródło ogrzewania pomieszczeń, ekspert zarekomendował grzejnik turystyczny zasilany kartuszami na propan-butan. Zarówno to urządzenie, jak i zasobniki z gazem są dostępne w większych sklepach sportowych.
Innym wymienionym przez niego sprzętem, który może uchronić nas przed hipotermią, są ogrzewacze chemiczne, tzw. grzejki. To specjalne saszetki, w których zachodzi reakcja rozgrzewająca je do 60 st. C. Dostaniemy je w sklepach sportowych oraz z militariami.
Jak podkreślił, przetrwanie takiej sytuacji ułatwią też koce, śpiwory i ciepłe ubrania.
Cieślak przestrzegł przed dwoma zdradliwymi działaniami powszechnie uważanymi za dobre sposoby ogrzania się – intensywnym ruchem oraz spożyciem alkoholu.
– Jeżeli wychłodzą nam się ręce i nogi, a my zaczniemy robić np. pajacyki, to lepiej ogrzana krew z tułowia wcale nie trafi w te części ciała, natomiast ta zimna dotrze do tułowia, co grozi zapaścią i nawet śmiercią – wskazał.
Z kolei – jak wyjaśnił ekspert – alkohol powoduje, że trudniej zachować ciepłotę ciała. – Co więcej, organizm, który będzie miał doznanie ciepła ze względu na spożyty alkohol, będzie powodował pocenie, żeby tę temperaturę wytracić. W ten sposób jeszcze bardziej się wyziębimy. Zwykle jest to reakcja, która wymaga energii i pobiera ją z naszego ciała – podkreślił Grzegorz Cieślak i dodał, że dużo lepszy efekt uzyskamy po spożyciu tłustego, kalorycznego posiłku. (PAP)
gru/ kcz/
Wydawca z kilkunastoletnim doświadczeniem. Z Gazetą Prawną związany od 4 lat. Prywatnie miłośnik motocykli i podróżowywania.
