Grupa hakerów pochodzi prawdopodobnie z Rosji lub Litwy. Nie wiadomo jednak, z ilu osób się składa. Jej sposób działania jest zawsze taki sam: najpierw wysyła ostrzegawcze maile, a potem na dowód tego, że nie są to żarty, zawiesza na jakiś czas działanie strony internetowej danego banku.

Kilka dni temu „Armada Collective” zagroziła trzem największym greckim bankom, żądając od nich równowartość 17 tysięcy euro. Dyrektorzy banków natychmiast zawiadomili policję, nie zamierzają jednak zapłacić okupu. Twierdzą, że ich kilenci nie mają się czego obawiać. Ze względu na utrzymującą się w kraju kontrolę kapitału i tak są przygotowani na różne sytuacje. W najgorszym wypadku może dojść do tego, że chwilowo nie będzie możliwe dokonywanie transakcji bankowych przez internet. Jednak - jak zapewniają dyrektorzy - rachunki klientów są całkowicie bezpieczne.

Na razie tylko jeden z banków zapłacił hakerom żądaną sumę, ponieważ jego strona internetowa nie działała przez dłuższy czas. Pożałował jednak tego, bo opłacenie okupu nie zlikwidowało problemu.

>>> Czytaj też: Turcja gra va banque. Uderzając w Rosję, stawia Zachód w bardzo trudnej sytuacji