Chodzi o decyzję Waszyngtonu dotyczącą przekazania trzech miliardów 400 milionów dolarów na zwiększenie obecności wojskowej w Europie Środkowo-Wschodniej. Ma to zniechęcić Rosję do dalszej agresji w regionie.

NATO musi koncentrować się na obu flankach - południowej i wschodniej - podkreślał podczas spotkania w Amsterdamie minister Macierewicz. „Co dla niektórych krajów jest kwestią dyskusyjną, bowiem są zainteresowane bardziej Sahelem, Mali, bardziej tym co dzieje się w Afryce i zagrożeniami, czy terroryzmem, czy migracjami z tamtego kierunku” - dodał szef MON. 

Wzmocnienie wschodniej flanki sojuszu ma zostać przesądzone podczas lipcowego szczytu NATO w Warszawie, zapowiedział sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg. Nie chciał jednak mówić, jakie konkretnie decyzje zostaną podjęte.

Jens Stoltenberg przypomniał, że po agresji Rosji na Ukrainie NATO zwiększyło poziom bezpieczeństwa w krajach wschodniej Europy. Podkreślił też, że wśród członków Sojuszu trwają teraz dyskusje nad dalszymi krokami. „Za wcześnie jeszcze, by przesądzać o decyzjach w Warszawie, ale potwierdzam, że właśnie o tym rozmawiamy. Częściowo mowa jest o zwiększeniu obecności. Może to być więcej żołnierzy, ale także sprzęt, jego rozmieszczenie i infrastruktura, aby zorganizować pomoc, która może być potrzebna, lub kombinacje tych możliwości” - mówił Jens Stoltenberg.

Po agresji Rosji na Ukrainę NATO zwiększyło liczebność sił szybkiego reagowania z 13 do 40 tysięcy żołnierzy. Utworzono też tzw. szpicę czyli oddział sił super-szybkiego reagowania, zdolny przemieścić się w ciągu dwóch dni.

Lipcowy szczyt w Warszawie jest uważany za jeden z najważniejszych w historii Sojuszu. Na początku lutego w Brukseli mają spotkać się ministrowie obrony NATO. W Pakcie uważa się, że to właśnie spotkanie może być wskazówką, jakie porozumienia mogą zostać osiągnięte w Warszawie.

>>> Polecamy: Kwestia zakupu Caracali otwarta. Polska ciągle może nabyć śmigłowce