Posiedzenie Sądu Najwyższego trwało siedem i pół godziny. Agencja Associated Press zwraca uwagę, że wyroku w sprawie Rousseff spodziewano się w późniejszym czasie, jednak przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości tłumaczyli, że "wyjątkowa sytuacja wymaga nadzwyczajnych środków".

W poniedziałek komisja ds. impeachmentu izby niższej brazylijskiego parlamentu opowiedziała się za wszczęciem tej procedury wobec prezydent. Głosowanie Izby Deputowanych nad wnioskiem w tej sprawie odbędzie się w niedzielę. Jeśli zostanie on przegłosowany większością głosów, ostateczną decyzję o impeachmencie podejmie Senat, gdzie wystarczy zwykła większość.

Jose Eduardo Cardozo sprawujący urząd "generalnego adwokata państwa brazylijskiego" zaskarżył w czwartek przed Sądem Najwyższym "ciężkie wady prawne" postępowania przeciwko Rousseff. Dotyczyło to, według niego, m.in. prób wikłania prezydent Rousseff w skandale korupcyjne wokół wielkiego państwowego koncernu naftowego Petrobras.

Rousseff jest oskarżona o manipulowanie środkami rządowymi. Kwestia jej ewentualnego odsunięcia od władzy wywołuje głębokie podziały w brazylijskim społeczeństwie. Przeciwnicy prezydent wskazują, że jej impeachment byłby zgodny z wolą większości obywateli, jej zwolennicy utrzymują zaś, że chodzi po prostu o walkę o władzę.

Wielka partia brazylijska PMDB zapowiedziała, że 90 proc. jej deputowanych zagłosuje za impeachmentem prezydent Dilmy Rousseff, oskarżanej o nadużycie władzy w wykorzystywaniu zasobów publicznych m.in. na koszty realizacji rządowych programów socjalnych.

Podstawą do wystąpienia w parlamencie z oskarżeniem przeciwko szefowej państwa są konkluzje specjalnie powołanej 65-osobowej komisji parlamentarnej. Doszła ona do wniosku, że prezydent Rousseff posłużyła się "nielegalnymi manipulacjami w księgowości, aby ukryć nieuprawnione wydatki rządu w latach 2014 i 2015, zmieniając za pomocą dekretów założenia budżetowe w celu zwiększania zadłużenia i zaciągania kredytów w bankach publicznych".

Dotyczyło to wydatków na realizację założeń polityki socjalnej rządu centrolewicowej Partii Pracujących. Stanowiła ona kontynuację polityki prowadzonej przez przywódcę tej partii, prezydenta Brazylii Inacio Lulę da Silvę (2003-2011), która pozwoliła na awans od 30 do 40 milionów spośród 200 milionów Brazylijczyków z najuboższych warstw ludności do niższych warstw klasy średniej. Awans ten socjologowie na całym świecie analizowali przez lata jako "brazylijski cud".

Przywódca Partii Demokratycznego Ruchu Brazylijskiego (PMDB), wiceprezydent Michel Temer rozpowszechnił - jak później wyjaśnił, "przez pomyłkę" - nagranie radiowe, z którego wynikało, że prezydent Rousseff już została złożona z urzędu. Jednocześnie wezwał do utworzenia "rządu ocalenia narodowego".

Dilma Rousseff zareagowała oskarżając Temera, że "jest przywódcą konspiracji antyrządowej w atmosferze zamachu stanu".

>>> Polecamy: Chiny już nie są fabryką świata? Pekin przenosi zakłady do Rosji