statystyki

Premier: nadzór na spółkami podległymi MON musi być wnikliwy

15 września 2016, 16:09 | Aktualizacja: 15.09.2016, 16:56
Źródło:PAP
Nadzór na spółkami podległymi Ministerstwu Obrony Narodowej musi być bardzo wnikliwy – powiedziała w czwartek premier Beata Szydło. Dodała, że rozmawiała z szefem MON Antonim Macierewiczem na temat funkcjonowania podległych mu spółek.

Reklama

Reklama

Szefowa rządu była pytana na konferencji prasowej o sprawę zasiadania przez rzecznika MON Bartłomieja Misiewicza w radzie nadzorczej Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

"Mieliśmy z panem ministrem Macierewiczem bardzo dobrą rozmowę również na temat funkcjonowania spółek jemu podległych; tam są bardzo ważne inwestycje, które są niezwykle istotne dla polskiej gospodarki, więc nadzór nad tymi spółkami szczególnie musi być bardzo wnikliwy" – powiedziała premier.

"Rozmawialiśmy o tym z ministrem Macierewiczem i wierzę w to głęboko, że pan minister Macierewicz, tak jak rozmawialiśmy, będzie wnikliwie przyglądał się również sytuacji w tych spółkach" – dodała.

Szefowa rządu wypowiadała się wcześniej w czwartek na ten temat w TVN 24. Rozmawiałam z panem ministrem Macierewiczem na temat tej sytuacji i mam nadzieję, że będą również wyciągnięte wnioski" - mówiła Beata Szydło. Jak dodała, "w jego rękach jest teraz cała ta kwestia". "Ja będę oczywiście oczekiwać na to, w jaki sposób będzie nadal się rozwijała sytuacja" - zaznaczyła. "Wszyscy politycy i ministrowie rządu PiS muszą pamiętać, że jeżeli chcemy wywiązać się ze swoich zobowiązań, chcemy zrealizować swój program, musimy pamiętać też o tym, czego oczekują Polacy. Oni nas wybrali m.in. dlatego, że mieli dość buty i arogancji władzy" - powiedziała.

Bartłomiej Misiewicz, szef gabinetu szefa MON i rzecznik resortu, według informacji na stronie Polskiej Grupy Zbrojeniowej, zasiada w jej radzie nadzorczej. "Rzeczpospolita" informowała, że Misiewicz nie ukończył kursu dla członków rad nadzorczych. Nie ma także - jak podawały media - ukończonych studiów wyższych. Prasa informowała też, iż ze statutu PGZ wykreślony został zapis o tym, że kandydat na członka jej rady nadzorczej powinien przejść państwowy kurs na członków rad nadzorczych.

Szef MON Antoni Macierewicz pytany kilka dni temu o sprawę zasiadania Misiewicza w radzie nadzorczej PGZ, podkreślił, że jest on tam jego bezpośrednim reprezentantem. "Chcę, żeby ministerstwo obrony miało wgląd w przebieg wydarzeń w tym zarządzie jako dysponent Skarbu Państwa w tej grupie" – mówił szef MON.

W sprawie powołania Misiewicza do rady PGZ zawiadomienie do prokuratury złożyła Platforma Obywatelska.

Sam Misiewicz w oświadczeniu przesłanym PAP kilka dni temu zadeklarował, że spokojnie czeka na ocenę prokuratury, ponieważ prawo nie zostało złamane.

Napisał, że powołanie do rady nadzorczej PGZ odbyło się zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa, w tym z Kodeksem Spółek Prawa Handlowego. Dodał, że warunkiem jego powołania do tej rady była rezygnacja z zasiadania w innej radzie nadzorczej, co też uczynił. Odnosząc się do zarzutów dotyczących wymogów, jakie powinien spełniać szef gabinetu politycznego, Misiewicz przypomniał, że zgodnie z par. 6 rozporządzenia Rady Ministrów dot. gabinetów politycznych każdy minister sam o tym decyduje. (PAP)

Reklama

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecamy

Wiadomości branżowe

Tylko na Forsal.pl

Infografiki, wykresy, mapy

Opinie

Najnowsze galerie>>

wszystkie »

Finansopedia forsal.pl

popularnenajnowsze