Jak pisze wydawany w Hamburgu tygodnik, SPD, Lewica i Zieloni zastanawiali się w lecie nad wysunięciem jako wspólnego kandydata na prezydenta Navida Kermaniego - pochodzącego z Iranu pisarza będącego muzułmaninem. Autorom tego pomysłu zależało na wysłaniu sygnału, że Niemcy są krajem tolerancyjnym, otwartym na świat, a centrolewicowy sojusz jest zdolny do działania.

Według "Spiegla" niedawne sukcesy antyislamskiej i antymigranckiej Alternatywy dla Niemiec (AfD) w wyborach do regionalnych parlamentów niemieckich krajów związkowych sprawiły, że "marzenia prysły jak bańka mydlana".

"Muzułmanin jako głowa państwa byłby wodą na młyn dla AfD" - mówią cytowani przez "Spiegla" czołowi politycy SPD. Od pomysłu zdystansowali się też Zieloni. Kermani ma zbyt mało doświadczenia - ocenił premier Badenii-Wirtembergii Winfried Kretschmann z partii Zieloni.

"Der Spiegel" zwraca uwagę, że kwestia wyboru następcy Joachima Gaucka, który w lecie zrezygnował z ubiegania się o reelekcję, jest obecnie najważniejszym problemem politycznym w Niemczech. Redakcja przypomina, że wybory prezydenta miały często w historii RFN znaczenie symboliczne, zapowiadające fundamentalne zmiany na scenie politycznej.

Wybór socjaldemokraty Gustava Heinemanna na prezydenta w 1969 roku utorował drogę do powstania kilka miesięcy później koalicji SPD z FDP z kanclerzem Willy Brandtem. Objęcie urzędu przez Horsta Koehlera w 2004 roku było zapowiedzią utraty rok później władzy przez rząd SPD i Zielonych z kanclerzem Gerhardem Schroederem.

Prezydent Niemiec wybierany jest przez liczące obecnie 1260 osób Zgromadzenie Federalne składające się z posłów do Bundestagu oraz takiej samej liczby elektorów, wybieranych przez przedstawicielstwa ustawodawcze krajów związkowych (landów).

Najbardziej prawdopodobnym wariantem jest kandydat obu bloków tworzących rząd Angeli Merkel - chrześcijańskich demokratów i socjaldemokratów - uważa "Der Spiegel". Redakcja podaje, że szefowie trzech partii CDU, CSU i SPD podjęli na początku września decyzję, że będą poszukiwać wspólnego kandydata.

Potencjalni kandydaci nie kwapią się jednak do przyjęcia propozycji. Według "Spiegla" ofertę odrzucił prezes Trybunału Konstytucyjnego Andreas Vosskuhle argumentując, że z powodów rodzinnych woli pozostać w Karlsruhe.

Na giełdzie nazwisk są też była sędzia TK Christine Hohmann-Dennhardt oraz były zwierzchnik Kościoła Ewangelickiego Wolfgang Huber.

"Chadecy i socjaldemokraci chcą po ubiegłorocznych zawirowaniach w polityce wysłać sygnał, że sytuacja polityczna jest stabilna. Stagnacja zamiast przełomu" - podsumowuje "Der Spiegel".

Z Berlina Jacek Lepiarz

>>> Czytaj też: Premier Włoch: Niemcy i Francja chcą wegetować. Nie mogę podążać za nimi po tej równi pochyłej