Do osłabiania złotego, które zaczęło się w lipcu, dołożyło się też zamykanie pozycji na opcjach - wskazują specjaliści. W ten sposób polskie firmy spekulujące na walutach same dodatkowo zwiększyły sobie obecne problemy i zaszkodziły rynkowi.

Tak twierdzą specjaliści firmy doradczej Fidea Corporate Finance. Marek Dojnow, partner zarządzający Fidea wskazuje, że od lata tego roku nie tylko zaczęła się ucieczka inwestorów z rynków wschodzących do waluty uważanej za bezpieczniejszą, czyli do dolara i euro, sprzedawano papiery skarbowe i akcje. „Ale do tego dołożyła się sytuacja struktur opcyjnych, zamykanie pozycji, które dodatkowo osłabiło złotego” – podkreśla Marek Dojnow.

Jeszcze kilka miesięcy opcje będą szkodzić

Rynek potrzebował euro do rozliczenia struktur opcyjnych, więc w ten sposób dodatkowo wzrósł popyt na europejską walutę. Firmom, które próbowały spekulacją na walucie odrobić wcześniejsze straty na eksporcie, powodowane przez umacniającego się złotego, sytuacja zaczęła się więc dodatkowo pogarszać – także na własne życzenie. „To nie jest wynik fundamentalnej słabości złotego, tylko zamykania pozycji” – dodaje Marek Dojnow.

Specjaliści Fidea Corporate Finance szacują jednak, że do końca pierwszego kwartału sytuacja w firmach się wyjaśni, co oznacza, że struktury opcyjnie przestaną mieć wpływ na sytuację złotego w następnych miesiącach.

Marcin Kiepas z X-Trade Brokers Domu Maklerskiego zwraca uwagę na znów słabnącego w czwartek złotego. „Przed południem kurs EUR/PLN poszybował aż do 4,1940 zł, rosnąc o 9,3 grosza w stosunku do wczorajszego zamknięcia i był najwyższy od połowy maja 2005 roku”.

Wskazuje też na rolę problemów z opcjami. „Złoty, podobnie jak to miało miejsce w poprzednich dniach, wyróżnia się słabością na tle innych walut regionu. Zwraca uwagę zwłaszcza różnica w zachowaniu w stosunku do węgierskiego forinta. Głównie dlatego, że sytuacja gospodarcza w Polsce i na Węgrzech jest diametralnie różna.
Cieniem na notowaniach złotego kładzie się niechęć inwestorów do zakupów walut krajów zaliczanych do rynków wschodzących oraz problemy opcyjnie polskich eksporterów, na co nakłada się niska płynność rynku i niekorzystny układ techniczny na wykresie EUR/PLN”.

Nie wszystkie banki były rzetelne

Z analizy umów z bankami, z którymi firmy zgłaszają się do doradców, wynika, że wiele takich umów zostało zawartych na wyjątkowo niekorzystnych warunkach. „Były wadliwe zapisy w umowach dotyczące ograniczenia strat. Ale jeśli złoty się umacniał, bank miał ograniczony rozmiar strat. Natomiast jeśli traciła firma, tego ograniczenia nie było. I nie było to wiernie oddane w umowie” – mówił Dojnow podczas czwartkowego spotkania z dziennikarzami. „Nie wszystkie banki przykładały się do tłumaczeń, z jaką bronią masowego rażenia wychodzą na rynek” – dodaje.

Jednak zdaniem specjalistów Fidei, banki, przynajmniej częściowo, poczuwają się do winy za źle sprzedawany produkt i dlatego mogą być skłonne do negocjacji z firmami w sprawie rozłożenia spłaty zobowiązań na lata. Michał Iwanicki, menedżer w Fidea Corporate Finance doradza firmom, by rozważyły zamknięcie pozycji w opcjach, nawet jeśli rozliczenie teraz przyniosłoby straty, szczególnie tych pozycji, które wychodzą poza obecne przepływy gotówki. Nikt bowiem nie wie, jak sytuacja na rynku walutowym będzie się kształtować w przyszłym roku. „Wartość zamknięcia to stan znany” – dodaje Marek Dojnow. Adam Jabłoński, partner w Fidea, podkreśla, że lepiej zapewnić, że spółka przetrwa, co oczywiście może oznaczać konieczność fatalnych wycen. Potem, ewentualnie, można rozważać pójście do sądu, jeśli umowa z bankiem była źle skonstruowana.

Straty lepiej znać już teraz

Teraz lepiej podjąć jakieś szybkie decyzje, zwłaszcza, że banki mają duże możliwości jednostronnego zerwania umowy i egzekwowania zobowiązań od firm wówczas, gdy uznają, że trwanie umowy zwiększa ryzyko niewypłacalności firmy. Specjaliści Fidea Corporate Finance uważają, że mimo wszystko banki mogą być skłonne do większego umarzania należności od firmy, mogą wydłużać czas spłaty zobowiązań na okres nawet ponad 5 lat. Niekiedy mogą nawet zgodzić się na zamianę długu na udziały w firmie, zwłaszcza, że taka operacja daje możliwość szybszego odzyskania pieniędzy niż procedura upadłościowa.
A właśnie z ewentualnością postawienia firmy w stan upadłości niektóre spółki będą musiały się zmierzyć, jeśli na zamknięcie roku wartość zobowiązań przekroczy majątek firmy. Zarząd musi wtedy złożyć wniosek o upadłość.

BGK może pomóc, rząd musi chcieć

Zdaniem specjalistów Fidea, istnieje możliwość powołania specjalnego funduszu przy państwowym Banku Gospodarstwa Krajowego, który mógłby dostarczać płynności, za cenę rynkową pomagając w spłacie na raty zobowiązań firm, wynikających z rozliczenia transakcji opcyjnych. Fundusz ten mógłby wspomagać banki, ale np. pod warunkiem umorzenia firmie określonego procentu zobowiązań. Z kolei spółki fundusz mógłby zobowiązywać spółki do regularnego raportowania o bieżącej sytuacji.

Komisja Nadzoru Finansowego uznała w środę, że polski system bankowy nie przewróci się na opcjach walutowych sprzedanych przedsiębiorstwom. Ale jednocześnie KNF poinformowała, że dla przedsiębiorstw, które kupowały opcje, wartość rozliczenia tych transakcji byłaby stratą i wyniosłaby przynajmniej 5,5 mld zł. Straty lub odpisy dla banków stanowiłyby 10-15 proc. tej kwoty. Przy tym jest to teoretyczne rozliczenie przy bieżących kursach walut – 5,5 mld zł strat byłoby wówczas, gdyby te transakcje nie miały pokrycia w przychodach z eksportu, a więc gdyby były tylko transakcjami spekulacyjnymi.

Pośród spółek giełdowych 35 emitentów wykazało stratę z tytułu transakcji na opcjach walutowych, a 4 kolejne spółki zapowiadają ujemną ekspozycję z tytułu opcji realizowanych w grudniu br. Łącznie straty wszystkich 35 emitentów z tytułu rozliczonych już opcji szacowane są na około 155 mln zł.