Przyszedłem do SN w 1991 r. Wcześniej, w czasach słusznie minionych, byłem adwokatem. Często broniłem ludzi przed opresyjną władzą. I teraz słyszę, że nie rozliczyłem się z komuną - mówi w wywiadzie Stanisław Zabłocki, prezes Izby Karnej Sądu Najwyższego.

Czyli ustawa naprawdę nie zmieni nic na lepsze?

Myślę, że nie zmieni. Proszę mi pokazać w niej konkretne przepisy, które miałyby służyć szumnie deklarowanemu celowi przyspieszenia i usprawnienia postępowania, które stoi zresztą w SN na poziomie plasującym nas w europejskiej czołówce. I nie mówię tego dlatego, że w wyniku jej uchwalenia odejdę. To naprawdę nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Zresztą pewnie niebawem też bym przestał być prezesem. Mam swoje lata. Po prostu - przepraszam za odrobinę patosu - czuję się państwowcem. A ta ustawa zdemoluje SN.

Reklama

Zdemoluje?

Tak. Unikam dużych kwantyfikatorów. Uważam, że sędzia musi w swych wypowiedziach zachowywać umiar. Ale w tym przypadku tak właśnie sądzę. I wcale nie mam na myśli zdemolowania sądu, w którym jest prof. Gersdorf, sędzia Zabłocki czy wielu innych. Mam na myśli SN jako instytucję. Powody zmian, które są podawane w uzasadnieniu, mają się nijak do rzeczywistości. Chodzi o przeciągnięcie liny przez władzę wykonawczą, o osłabienie tej sądowniczej.

A tak w ogóle, czy porównał pan art. 1 obowiązującej ustawy i tej projektowanej.

I?

W obowiązującej jeszcze ustawie już w art. 1 jest wyraźnie zaznaczone, że SN jest powołany do sprawowania wymiaru sprawiedliwości. W nowej tego nie ma. Ma jedynie stać na straży, zapewniać nadzór, rozpatrywać, itd. Freudowska pomyłka czy rezygnacja w pełni zamierzona?

>>> CAŁY WYWIAD Z JUTRZEJSZYM WYDANIU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ"