Historia nierówności. Jak kolonializm i niewolnictwo wpłynęło na dzisiejsze PKB

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
15 października 2017, 20:00
II wojna światowa
II wojna światowa/ShutterStock
Instytucje polityczne w Polsce od ponad 200 lat nie zachowywały ciągłości. Patrząc na naszą historię, nic nie ma dziwnego w tym, że mamy problemy z kapitałem społecznym.

Dzisiejszy stopień zaufania społecznego zależy w dużej mierze od tego, jak wcześnie dany kraj poradził sobie z analfabetyzmem oraz jak wcześnie uformował swoje polityczne instytucje. Nie ma więc nic dziwnego w tym, że mamy problemy z kapitałem społecznym.

Starożytni mawiali, że historia jest nauczycielką życia. Z kolei Hegel przekonywał: Historia uczy nas tylko tego, że ludzkość nic z niej się nie nauczyła. Niektórzy politycy twierdzą, że historia nie liczy się wcale, że ważne jest „tu i teraz”, inni – że znaczenie ma tylko przyszłość. Cóż, i my dorzućmy tu swoje trzy grosze.

Otóż historia z całą pewnością jest istotna – przynajmniej jeśli chodzi o gospodarkę. Znajomość dziejów pozwala nam lepiej rozumieć, dlaczego rozwijamy się w takim, a nie innym tempie, albo dlaczego skumulowaliśmy tyle a tyle bogactwa. Więcej! Właściwe rozumienie wydarzeń historycznych może sprawić, że zaczniemy rozwijać się szybciej oraz unikniemy problemów, z którymi borykali się nasi przodkowie. Skąd to wiadomo?

Od mniej więcej dwóch dekad współcześni ekonomiści zajmują się identyfikowaniem i analizą wydarzeń historycznych, które mimo upływu lat, a czasem wielu wieków, wciąż wpływają na rozwój gospodarczy i bogactwo narodów. Wyniki badań historyczno-ekonomicznych bywają tak zaskakujące, że każą weryfikować klasyczne modele i wprowadzać zupełnie nowe pojęcia.

Historia tłumaczy na przykład skalę nierówności dochodowych w Brazylii. To jedno z tych państw, gdzie widać je gołym okiem. Na wzgórzach otaczających Rio de Janeiro kontrastują ze sobą walące się, ściśnięte domki biedoty oraz nowsze, zadbane bloki, wille i kamienice, w których mieszkają artyści, intelektualiści i politycy. Wskaźnik Giniego, miara używana w ekonomii do szacowania nierówności, wynosi w Brazylii ok. 48 pkt, co plasuje ją w światowej czołówce. To oczywiście źle – im wyższy wskaźnik, tym nierówności większe. Dla porównania w Polsce wynosi on ok. 32, a w Finlandii – 27.

Dlaczego „oczywiście źle”? Bo chociaż jakiś poziom nierówności dochodowych jest w gospodarce rynkowej konieczny (równość oznaczałaby marazm i biedę), to skrajne nierówności stanowią problem. Sygnalizują, że nie wszyscy mają szanse na realizację swoich marzeń albo że istnieją uprzywilejowane kasty lub że niektóre grupy społeczne są w jakiś sposób wyzyskiwane.

>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu DGP.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj