Wyprawa Fiata za ocean

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
22 stycznia 2009, 17:39
Jedyną ucieczką przed kryzysem jest marsz do przodu, uważa prezes Fiata Sergio Marchionne. W przyszłym tygodniu (27 stycznia ) spotka się z premierem Silvio Berlusconim i kluczowymi ministrami. Przedyskutują skutki „głębokiej zapaści” w branży motoryzacyjnej i drogi wyjścia z impasu.

Jeszcze w listopadzie premier Berlusconi uważał, że zdominowanej przez Fiata branży nie należy się pomoc finansowa państwa. Jednakże pod wpływem decyzji rządu francuskiego i amerykańskiego oraz zapowiedzi bliskiej współpracy Fiata z koncernem Chryslera zmienił zdanie.

Rząd do rozmów przekonały także złe prognozy opublikowane przez Fiata w czwartek. Przewidują, że zysk w 2009 r. nie przekroczy 300 mln euro, gdy za 2008 r. wyniesie jeszcze 2,9-3,1 mld euro. W październiku najgorszy scenariusz zakładał spadek zysku do 400 mln euro.

Fiat już raz był w kiepskiej sytuacji, w 2004 r., rok po śmierci słynnego prezesa Gianni Agnelli. Tracił wówczas 1 mld euro rocznie, brakowało gotówki na codzienną działalność i szwankowała współpraca z General Motors. Nowy prezes Marchionne szybko rozwiązał sojusz z GM, obciął koszty, zorganizował firmę wokół kilku podstawowych marek i przywrócił firmie rentowność .

Fiat zarabiał przez kolejnych 15 kwartałów, a Marchionne zyskał reputację doskonałego menedżera. Marchionne niedawno w wywiadzie dla fachowego czasopisma „Automotive News Europe” oświadczył jednak, że kryzys gospodarczy przetrwa tylko sześciu producentów aut na masową skalę.

Tymczasem Chrysler balansuje na krawędzi. Zbankrutowałby, gdyby nie 4 mld dolarów pomocy rządu USA. Stąd pomysł przejęcia 35 proc. udziałów w Chryslerze i szybkiego wejścia z autami Fiata na ogromny rynek amerykański poprzez jego sieć dealerów. Chrysler zamierza w amerykańskich zakładach uruchomić produkcję małych i oszczędnych samochodów Fiata, a na pierwszy ogień mogą pójść wytwarzane w Tychach małe „500-tki”.

Fiat ma na świecie reputację taniego producenta małych aut i małych silników benzynowych oraz Diesla, także wytwarzanych w Polsce. Pytanie tylko czy nasze „500-tki” spodobają się Amerykanom przyzwyczajonym do wielkich SUV-ów. Być może wkrótce próbna partia pojedzie za Ocean.

Ale Fiat wchodząc w sojusz z Chryslerem myśli również o wzmocnieniu pozycji na rynku Ameryki Płd. Chrysler ma dwie fabryki w Meksyku, skąd mógłby eksportować pojazdy na cały kontynent.

Prezes Marchionne twierdzi, że produkcja aut jest opłacalna, gdy sprzedaje się 5,5-6 mln sztuk rocznie. Fiat wytwarza rocznie ok. 2,2 mln samochodów. Wcześniejsze rozmowy o współpracy z Peugeotem i BMW, nie dały efektu. Ale Chrysler z produkcją 1,7 mln aut może być niezłym partnerem. Kierownictwo Fiata zakłada, że wzrost produkcji nastąpi w przyszłości, gdy poprawi się koniunktura.

Na razie koncern chce otrzymać spory kredyt od konsorcjum banków włoskich, jak informuje Agencja Bloomberg powołując się włoską agencję Ansa. Na czele stanąłby bank Intesa Sanpaolo.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: GP/forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj